piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 12 - " Pamiętaj, jestem przy tobie. "


Otwierałam powoli oczy. Promienie słońca, padały na moją twarz, lekko ją oświetlając. Przeciągnęłam się leniwie w łóżku i wstałam. Moja współlokatorka jeszcze spała, na łóżku Narcyzy. Tak na łóżku, mojej matki, tej prawdziwej. Wzięłam czyste ciuchy i poszłam do łazienki, która znajdowała się obok naszego pokoju. Weszłam i zamknęłam drzwi na klucz. Nie chciałam, aby ktoś niepowołany przez przypadek, otworzył drzwi i wtargnął nieproszony. Położyłam ubrania na szafce i spojrzałam w lustro. Przeraziłam się nie na żarty. Oczy podkrążone, opuchnięte i czerwone. Wzięłam głęboki wdech, jak to miałam w zwyczaju i weszłam pod prysznic. Namydliłam ciało olejkiem lawendowym. Po dziesięciu minutach tuszowałam zapuchnięte oczy. Nie chciałam aby ktokolwiek widział mnie w takim stanie. Obiecałam sobie, że nikt nie dowie się o tym, że jestem córką Malfoy'ów. Nawet moja najlepsza przyjaciółka Ginny, nie mogła o tym wiedzieć. Postanowiłam, że będę zachowywać się tak jakby nic się nie wydarzyło. Ubrałam się w bluzkę z krótkim rękawkiem w kolorze brzoskwini oraz spodenki w kolorze brązu. Na nogi założyłam neonowe czerwone trampki. Oczy pociągnęłam tuszem, a usta błyszczykiem. Byłam zadowolona z efektu pracy. Wyszłam z pomieszczenia i spojrzałam na zegarek. Była dopiero szósta rano ! O ile dobrze pamiętałam to poszłam spać o dwudziestej drugiej. Spałam tylko osiem godzin, ale najwidoczniej tyle wystarczyło. Rudowłosa dalej spała, a na jej twarzy raz po raz, pojawiał się mały uśmiech, ale jakże promienny. Za pewne śniła o chłopaku do którego wzdychała od kiedy tylko przekroczyła próg Hogwartu. Ginny obdarzyła uczuciem Harry'ego, który jak na złość nie widział, że jest w niego zapatrzona. Wyszłam cicho z pokoju i zamknęłam drzwi. Zeszłam po schodach i o dziwno zastałam tam Freda Weasleya. Opierał się o blat plecami. Jadł płatki z mlekiem. Na mój widok uśmiechnął się promiennie. 
- Czemu nie śpisz ? 
- Jakoś... Nie mogę ... - skłamałam szybko, jednak chyba się zorientował, że coś jest nie tak. 
- W porządku ? Źle się czujesz ? - spytał troskliwie. Podeszłam bliżej do niego. 
Fred widząc, że do niego podchodzę odłożył miskę i spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem. Przytuliłam się do niego a on tak po prostu zagarnął mnie, w swoje ramiona. Poczułam się bezpieczna. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Zapomniałam o wszystkich troskach i cieszyłam się chwilą. Tak bardzo potrzebowałam, tego aby on mnie przytulił, ten jego dotyk był jak... Ukojenie, dla mnie i dla mojego umysłu. Odetchnęłam głęboko. Podniosłam wyżej głowę i spojrzałam w jego oczy. Były takie brązowe i piękne. Utonęłam w nich w tym momencie. Fred patrzył w moje oczy i najwidoczniej także utonął. Gdy tak patrzyłam w jego oczy, zobaczyłam coś czego się nie spodziewałam. Miłość. Tak widziałam w nich to uczucie, którego nigdy nie zaznałam. Ale czy nie błędnie odczytałam to z jego oczu ? Może chodziło o coś innego, niż o to co mi chodziło po głowie. Nie wiedząc kiedy po moim policzku spłynęła samotna łza. Ukryłam głowę w jego torsie. On poczuł, że płaczę. Otarł samotną łzę spływającą po moim policzku. 
- Czemu płaczesz ? - spytał, a ja uległam. 
Miałam nikomu nie mówić o tym, o czym się wczoraj dowiedziałam. Jednak przy nim, było jakoś inaczej. Czułam, że mam od niego wsparcie, większe nawet od Ginny. Postanowiłam wyjawić prawdę, tylko jemu. 
- Malfoy.... - powiedziałam i rozpłakałam się. 
- Skrzywdził cię ? - spytał łagodnie, jednak czułam, że jego mięśnie napinają się. Z pewnością był zły. 
- Nie. - powiedziałam i zawahałam się. Powiedzieć mu czy nie ? - Jest moim bratem. 
Spojrzałam w jego oczy, które się rozszerzyły. Było w nich widać zdziwienie. Nie dziwiłam się, przecież Fred był pewny, że jestem córką Granger'ów, a nie Malfoy'ów. 
- Hermiono... Jesteś pewna ? - spytał Fred, cały czas niedowierzając. 
- Tak. Wczoraj znalazłam mój akt urodzenia. Wszystko się zgadza. - powiedziałam i poczułam kolejną ulgę. Wyżaliłam się, jednak czy to zaakceptuje ? 
- Nie martw się, będzie dobrze. - powiedział Fred, i przytulił mnie. - Pamiętaj, jestem przy tobie. 
Wziął mnie na ręce i zaniósł do jakiegoś pokoju, którego w ogóle nie widziałam od początku pobytu tutaj. 

_____________________________________________________

Przepraszam, że taki krótki, ale mam brak weny. Niestety. Ale myślę, że będę coś powoli pisać, i w końcu wena przyjdzie. Pozdrawiam ;*


piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 11 - " Kocham cię Hermiono ".


To co zobaczyły kompletnie zbiło je z tropu. W kuchni, przy stole siedział Syriusz Black. Hermiona spojrzała na Ginny pytającym wzrokiem, jednakże młodsza Gryfonka, tylko wzruszyła ramionami. Usiadły obok Syriusza. Nic się nie zmienił. Miał brązowe do ramion włosy, brązowe oczy, i podłużną twarz. Ubrany w brązowy garniutur w paski.
- Witaj Hermiono, witaj Ginny. - powiedział Syriusz, wymuszając sztuczny uśmiech.
- Cześć Syriusz. - powiedziałyśmy oby dwie.
- Syriusz, do kogo należy ten dom ? - spytałam i poczułam, że ulżyło mi. To pytanie bardzo mnie dręczyło.
- Do mnie. - powiedział i uśmiechnął się. - To dom moich przodków Black'ów. Z pewnością zauważyłaś zdjecia.
Pokiwałam głową a on kontynuował :
- Andromeda, Bellatrix, Narcyza to moje siostry. - powiedział beznamiętnym tonem. Najwidoczniej nie spodobało mu się to, że musi mówić o swoich siostrach.
Nie odezwałam się już ani słowem. Na obiad przyszli Ron, Fred i George. Zdziwiłam się, że nie było Harry'ego.  Fred usiadł obok mnie, a George obok Ginny. Ron usiadł na prosto mnie. Nałożyłam sobie sałatki i zaczęłam ją powoli przeżuwać. Tak na prawdę nie byłam głodna. Ale wiedziałam, że pani Weasley zaraz będzie nalegać, abym cokolwiek przełknęła. Więc zmusiłam się do jedzenia. Zastanawiało mnie to, gdzie jest Harry. Zawsze schodził na posiłki, kiedy tutaj był. A może coś się stało ? A nikt nie chce nam tego powiedzieć ? Obiecałam sobie, że zapytam się o wszystko Syriusza.
Po nie długim czasie rodzina Weasley poszła na górę. Ja zostałam wraz z Syriuszem i panią Weasley. Wiedziałam, że rudowłosa kobieta może być nie zadowolona z tego, że będę wypytywać o wszystko. Jednak spodziewałam się, że nie dostanę kilku istotnych informacji. Musiałam zaryzykować i zapytać.
- Syriusz... Gdzie jest Harry ? - spytałam, jednak nie usłyszałam odpowiedzi.
Jak na zawołanie po schodach, zszedł Harry. Widać było, że był bardzo zły. Spojrzałam na niego, lecz posłał mi tylko gniewne spojrzenie.
- Harry ! Co się dzieje ?
- Zapytaj Syriusza ! - wrzasnął, a ja byłam już pewna, że coś poszło nie tak.
- Co się dzieje ? - spytałam Syriusza i dostałam odpowiedź.
- Harry musi, wrócić do swojego wujostwa. - powiedział Syriusz przez zaciśnięte zęby. Nie spodobało mu się to.
- Ale to dla jego dobra. - powiedziała pani Weasley. - Dumbledore, zdecydował, że tam będzie bezpieczny. Sam - Wiesz - Kto, nie zaatakuje go.
- A co jeśli jednak się odważy ? - spytał z podniesionym głosem jeden z Huncwotów. - Molly ! Harry będzie bezpieczniejszy tutaj !
- Nie Syriuszu ! Całkowicie się z tobą nie zgodzę ! - wrzasnęła Molly. - A ty Harry, kochaneczku pożegnaj się, potem na peron odprowadzą cię Tonks, Lupin, Arthur, oraz Kingsley. - jej ton stał się nagle bardzo miły i trochę przesłodzony.
- Dobrze. - Harry starał się być miły jednak mu to nie wychodziło.
Wstałam i podeszłam do niego. Przytuliłam i powiedziałam :
- Harry... Nie martw się, będziemy wysyłać Ci sowy...
- Hermiono, nie możemy wysyłać żadnych sów Harry'emu. Mogą zostać przechwycone. - powiedziała Molly gniewnym tonem.
Westchnęłam. Tak bardzo nie chciałam się z nim rozstawać. Byliśmy jak rodzeństwo. Przecież miał spędzać te wakacje z nami. A nie u wujostwa, które się nim nie interesowało, gardziło, poniżało. Było mi bardzo smutno.
- Nie martw się... Dam radę. - powiedział Harry i westchnął. Jemu też było ciężko.
- Wieżę. - powiedziałam i uroniłam łzę, jednak szybko ją otarłam. - Pożegnałeś się już ze wszystkimi ?
- Tak. - powiedział i usłyszałam głos pana Weasley'a.
- Harry musimy już iść.
Harry spojrzał na mnie i wyszedł z kuchni, aby pojechać na dworzec Kings Cross. Nie odzywając się ani słowem, weszłam po schodach. Było mi strasznie smutno. Przecież to miały być wakacje w wspólnym gronie ! A nie wakacje, na których nie ma Harry'ego. Martwiłam się nie tylko o to. Co jeśli napadną Harry'ego na Privet Drive 4 ? Przecież Voldemort był nieobliczalny ! Mógł zrobić wszystko. Na domiar tego, nie mogliśmy przesyłać żadnych sów Harry'emu.
Weszłam do pokoju, który dzieliłam razem z Ginny. Zastałam tam nie tylko ją, ale także bliźniaków i Rona. Wszyscy byli przygaszeni, smutni i nie odzywali się ani słowem. Dopiero kiedy usiadłam, Ginny szturchnęła mnie ramieniem.
- Możemy pogadać ? - spytała Ginny.
Kiwnęłam głową i wyszłyśmy z pokoju. Stałyśmy na korytarzu.
- Chciałam cię przeprosić. Za tamto. - powiedziała Ginny i spuściła głowę, patrząc na swoje buty.
Wtedy przypomniałam sobie, że nie pogodziłam się z Ginny ! A przecież z nią normalnie rozmawiałam, jednakże nie potrafiłam się na nią gniewać. - W porządku Ginny.
- Na prawdę ?! - krzyknęła Ginny i zawiesiła mi ręce na szyi.
- Tak. Ginny bo mnie udusisz ! - powiedziałam śmiejąc się. Razem z Ginny weszłyśmy do pokoju i usiadłyśmy koło bliźniaków.
- Hermiono, czego się dowiedziałaś ? - spytał George.
- Pamiętacie jak wczoraj przyglądałam się fotografią, w salonie ? - kiwnęli głową, więc kontynuowałam.  - To siostry Syriusza. Andromeda, Bellatrix, Narcyza. Jednak z nich to metamorfolog druga to dobrze nam znana osoba, a trzecia kobieta to matka Dracona. Ten dom należy do Syriusza. Wiem również, że nie możemy wysyłać jakichkolwiek sów Harry'emu. Ktoś mógłby je przechwycić.
- Ale dlaczego, Harry musi wracać do wujostwa ! - powiedziała Ginny, nie była z tego zadowolona.
- Dlatego, że Dumbledore tak chciał. Uważa, że Harry będzie bezpieczniejszy na Privet Drive. Syriusz nie był z tego wcale zadowolony. - powiedziałam i oparłam od dłonie głowę.
- W takim razie, my powinniśmy być w Norze a nie tutaj. - powiedział George.
- Ty nie nie rozumiesz George. - powiedziałam kręcąc przecząco głową. - Najprawdopodobniej, nie bylibyśmy już bezpieczni w waszym domu. Mogliby nas dopaść śmierciożercy, a zwłaszcza Harry'ego. Dumbledore chce aby był bezpieczny ponieważ, Sami - Wiecie - Kto, będzie chciał go zabić. Chciał to już zrobić, podczas Turnieju.
George pokiwał głową, jednak nie byłam pewna czy zrozumiał. Jednak po chwili pokiwał zrozumiale głową.
- A więc nie pozostaje nam nic innego, jak iść do Syriusza i wyciągnąć od niego coś więcej. - powiedział Fred i ruszył do drzwi.
Zeszliśmy wszyscy na dół. Przy stole siedział Syriusz i pił kawę. Usiedliśmy przy stole, patrząc na Syriusza.
- Przyszliście bo chcecie się co nieco dowiedzieć ? - Huncwot, odgadł nasze myśli. - Niestety mogę wam powiedzieć tyle, że zostajemy tu do końca wakacji. W Norze nie bylibyśmy już bezpieczni. A Harry, najwidoczniej musiał wrócić do, wujostwa.
- Syriusz... A może coś więcej ? - spytała z nadzieją w głosie Ginny.
Syriusz rozejrzał się, po pokoju. Najwidoczniej, patrzył czy kogoś tu nie ma. Na pewno chodziło mu o Molly, która była przeciwna temu, abyśmy się czegokolwiek dowiedzieli.
- Słuchajcie mnie uważnie. Lord Voldemort... - wzdrygnęliśmy się wszyscy na imię, najpotężniejszego czarodzieja, Czarnego Pana. - próbuje odbudować swoją armię. Chce zabić Harry'ego. W końcu to on przeszkodził mu w dotychczasowych planach. Więcej nie mogę wam powiedzieć.
Westchnęliśmy, to było niewiele. Ale zawsze coś. Postanowiłam, że zapytam Syriusza o portret, który dzisiaj oglądałam. Fred i George oraz Ron i Ginny wstali. Ponagliłam ich, i powiedziałam bezgłośnie : " Zaraz przyjdę ". Rodzeństwo Weasley wspięło się po schodach, a ja zapytałam się Syriusza :
- Syriusz... Kto jest na tym portrecie. - wskazałam na portret, na którym była dziewczyna, tak bardzo podobna do mnie.
- To jest córka Narcyzy i Lucjusza, a zarazem siostra Draco. Zaginęła gdy miała trzy lata. Nigdy jej nie odnaleziono. Jest bardzo podobna do ciebie. - powiedział na jednym wydechu i zaczął mi się przyglądać badawczo.
- Może i jest ale... Już nie ważne... - powiedziałam i wbiegłam po schodach.
Była bardzo podobna do mnie, jednak to nic jeszcze nie znaczyło. Ja miałam na nazwisko Granger i miałam biologicznych rodziców. Pochodziłam z rodziny mugoli, nie byłam ani trochę spokrewniona z Malfoy'em. On uważał mnie za szlamę, a ja jego, za arystokratycznego dupka ze Slytherinu. Zawsze mi dokuczał i upokarzał, jednak ja odpłacałam mu tym samym. Nie był z tego zadowolony, wręcz nawet wściekły, lecz mnie to nie obchodziło. Postanowiłam, że przestanę o tym myśleć. W końcu mógł być to przypadek, ale czy na pewno ?
Weszłam do pokoju i opadłam na łóżko. W pokoju nikogo nie było, więc mogłam w spokoju pomyśleć. Dzisiaj miałam spotkać się z bliźniakiem w jego pokoju, o dziewiętnastej. Nie chciałam się z nim spotkać, lecz nie umiałam odmówić. W końcu był przy mnie, kiedy wszyscy mnie zostawili. Był przy mnie razem z Harrym. W duchu dziękowałam mu za to, nie czułam się wtedy samotna. Postanowiłam, że pójdę o dziewiętnastej na spotkanie. Jednak wciąż nie dawała mi spokoju sprawa, z córką Narcyzy. Byłam do niej tak bardzo podobna. Czyżby to było możliwe, że jestem siostrą Dracona ? Nie chciałam w to za bardzo wierzyć, lecz moja mama i tata, nie wspominali nic o tym, jaka byłam jak byłam mała. Nie wspominali nic o mnie jak miałam 3 lata. Zaczęli mówić, jaka byłam mając 4 lata. Zdziwiło mnie to, ale pomyślałam wtedy, że po prostu nie pamiętają. Przecież mieli do tego prawo. A teraz ? Zaczęłam podejrzewać, że nie mówili mi tego tylko dlatego, że mnie adoptowali, albo znaleźli jak miałam 3 latka. Nie pokazywali mi zdjęć z porodu mamy, albo moich pierwszych chwil życia. I jeszcze mój pierwszy list z Hogwartu. Inni mugole też go dostawali, jednak teraz nawet to wydawało mi się dziwne.
Dopiero teraz spostrzegłam, że ten pokój należy do Narcyzy i Andromedy. Na ścianach, były napisane ich imiona. Obok mojego łóżka był napis : Andromeda. A tam gdzie łóżko Ginny napis : Narcyza. Wstałam i podeszłam do szafki, i otworzyłam ją.  Może znajdę jakieś dokumenty, poświadczyły by o zaginionym dziecku ? Zaczęłam przeszukiwać szafkę, w razie czego trzymając różdżkę w dłoni. Tak na prawdę nie wiedziałam, czego się mogę spodziewać po tym domu. W szafce były jakieś papiery, pożółkłe, pomięte, ale dało się z nich odczytać potrzebne informacje. Były tam akty urodzenia, Narcyzy, Andromedy, Bellatrix, Syriusza. Otworzyłam pierwszy z nich.

AKT URODZENIA 
Narcyza Lillien Black 
ur. 5 listopada 1973 roku w Świętym Mungu. 

Nic więcej nie było podane, więc wzięłam kolejny akt.

AKT URODZENIA
Andromeda Victoria Black 
ur. 18 czerwca 1975 roku w Świętym Mungu. 

Kolejny akt urodzenia był identyczny jak dwa poprzednie.

AKT URODZENIA 
Bellatrix Anie Leastrange.
ur. 22 grudnia 1974 roku w Świętym Mungu. 

Teraz, pozostał mi już tylko jeden akt do przeczytania. Zdziwił mnie fakt, że było tam tylko pełne imię i nazwisko Syriusza.

AKT URODZENIA
Syriusz Norbert Black 
ur. 

Nie było daty urodzenia. Zdziwiło mnie to bardzo, ponieważ we wszystkich aktach urodzenia, zawsze zawarta była data i miejsce. Może Syriusz został adoptowany ? Szybko odpędziłam od siebie te myśli i spostrzegłam, że w ostatniej szufladzie leży kilka kartek papieru.  Serce zabiło mi mocniej, sięgnęłam drżącą ręką po zwój i już po chwili go czytałam.

Mamo,
  twoja ukochana, wnuczka zaginęła. Jest nam strasznie smutno i przykro. Wiemy, że chciałabyś aby przyjechała do ciebie na święta Bożego Narodzenia. Będziemy jej szukać, chociaż wiemy tyle, że porwali ją mugole. Draco nie może się pozbierać,  obwinia się o to, że jej nie upilnował chociaż to nie była jego wina.
Ps. Nie martw się, Hermionka szybko się znajdzie.  Dołączam ci jej, zapasowy akt urodzenia.
                                                                                                                          Narcyza


Wzięłam głęboki wdech. A więc ta dziewczyna z portretu, miała na imię Hermiona. Teraz chwila prawdy, jeśli na tym akcie będzie data identyczna i reszta będzie się zgadzać, to oznacza, że mogę być siostrą Malfoy'a... Ale czy to nie zbieg okoliczności, że zaginiona siostra Ślizgona ma na imię tak samo jak ja i jest diabolicznie do mnie podobna ? Otworzyłam akt, jeszcze raz zaczerpując głęboko powietrza.


AKT URODZENIA
Hermiona Jean Malfoy 
ur. 18 maja 1998 roku w Świętym Mungu.

Zaginęła dnia : 23 stycznia 2001 roku, w nieznanych okolicznościach. Najprawdopodobniej, została porwana z kołyski, z posiadłości Malfoy Manor.
Obecne miejsce zamieszkania : ----- 

Odetchnęłam z ulgą. Być może nie jestem córką Malfoy'ów, tak jak przypuszczałam. Spojrzałam jeszcze raz na szafkę i zobaczyłam, że jest tam jeszcze jeden akt urodzenia. Wzięłam go, pełna obaw. To co zobaczyłam było dla mnie prawdziwym szokiem.

MUGOLSKI AKT URODZENIA
Hermiona Jean Granger
ur. 18 maja 1998 roku w Londynie w Szpitalu " Bielański "
Córka Narzyzy Lillien Black - Malfoy oraz Lucjusza Fabiana Malfoy.
Rodzeństwo : Draco Malfoy.
Obecnie zamieszkuje : U państwa Granger'ów, w Londynie. Ul. Rose Street 21.

Rozpłakałam się. Wrzuciłam pośpiesznie akty urodzenia i zamknęłam z hukiem szafkę. Położyłam się na łóżku i w jednej sekundzie postanowiłam, że nikt się nie dowie o tym, że jestem córką Malfoy'ów. Moje życie jest takie jak powinno być. Nie chcę nic zmieniać a tym bardziej, być córką Narcyzy i Lucjusza. Z pewnością musiałabym zostać sługuą Czarnego Pana. Nie chce tego, pragnę być dobrym człowiekiem. Nie mogę dopuścić do tego aby, ktoś z rodziny Weasley'ów dowiedział się o tych aktach. Postanowiłam, że spalę je jutro, przy najbliższej okazji. Najbardziej bałam się tego, że po tym jak się dowiedzą stracę moich najlepszych przyjaciół. Tak jak to było kiedyś. No nie kiedy, tylko tydzień temu. Malfoy dodał eliksiru do dyniowego soku, a moi przyjaciele zwariowali na punkcie, czystości krwi. Później dziwna rozmowa, Draco z Ginny. Rudowłosa najwyraźniej nie chciała wypić eliksiru, tylko... Jakiego ? Może Draco, dowiedział się o tym, że jestem jego siostrą ? I chciał odizolować wszystkich ode mnie, aby móc mi wszystko powiedzieć ? Postanowiłam, że zbadam to w najbliższych dniach. Nagle nie wiadomo skąd, poczułam, że moje powieki są ciężkie. Poddałam się i zasnęłam oddając się, w Objęcia Morfeusza.

                                                                        ♣.♣.♣

Siedziałem w pokoju wraz z Georgem. Mój brat pisał jakiś list, najprawdopodobniej do Angeliny. Chciałem podpatrzeć, co do niej pisze jednak bliźniak, co chwilę zatykał kartkę ręką. Bezradny wyszedłem z pokoju. Postanowiłem, że odwiedzę Hermionę, o ile dobrze się orientuję, powinna być w pokoju razem z Ginny. Uchyliłem drzwi, gdyż nikt nie odpowiedział na moje pukanie. Hermiona leżała na łóżku, spała. Podszedłem do niej i odgarnąłem kosmyk, z jej włosów. Oczy miała czerwone, z pewnością płakała. Przykryłem ją kocem i szepnąłem : " Kocham cię Hermiono ". Wyszedłem zostawiając, moją sympatię w pokoju, pogrążoną w śnie.

______________________________________________________

No macie rozdział 11 ♥ 

Krótki mi wyszedł, ale po części jestem z niego zadowolona . 
Komentujcie. 

Dziękuję Crystaleth, za komentowanie i podtrzymanie mnie na duchu ♥ 
Dedykuję jej ten rozdział :)
Od tej pory, rozdziały będą, z tytułami . 
;* Tymbarkowa .

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 10 - " Chcesz słońce, nie okłamuj się. "



Siedziałam w jakimś pustym przedziale, płakałam po raz kolejny. Skulona, i samotna. Tak bardzo chciałam, aby on tu był. Fred Weasley. Przez ten pocałunek, straciłam nad sobą kontrolę, i zdrowy rozsądek. Chciałam aby zdarzyło się to jeszcze raz, ale... " Co ja gadam ?! " - pomyślałam rozgoryczona, zapłakana. - " Ja nie chcę żeby on tu był !"
Stało, się. Fred wszedł do mojego przedziału, i spojrzał na mnie tymi swoim oczami, które tak bardzo mi się podobały i śniły po nocach. Uległam im i patrzyłam tak, cały czas, na nie, na niego. Usiadł obok mnie, a ja automatycznie się ocknęłam. Odsunęłam się od niego, na tyle, aby utrzymać bezpieczną odległość między nami. Spojrzałam w okno, i westchnęłam cicho. Nie chciałam odwracać głowy, jednak zmusił mnie do tego.
- Hermiono... spójrz na mnie. - powiedział i chwycił mnie, za podbródek i zmuszając mnie, aby na niego popatrzyła. Westchnęłam tym razem głośniej. - Przepraszam, że cię pocałowałem.
Ledwo przeszły mu przez gardło, słowa które wypowiedział.
- Musimy porozmawiać, Mionka. Spotkamy się w ogrodzie o 19 ? - spytał z uśmiechem, tak wielkim, że otworzyłam szeroko oczy. Czyżby coś pił ?
- A-ale, oczywiście. - powiedziałam, nie mogąc się otrząsnąć. Właśnie zdałam sobie sprawę, z tego co zrobiłam. Przecież nie chciałam się z nim umawiać ! Na żadne spacerki, pogawędki.
" Chcesz słońce, nie okłamuj się. " - powiedział cichy głosik w mojej głowie, jednak ja dalej się upierałam.
Spostrzegłam, że rudzielca już nie ma. Odetchnęłam z ulgą i wróciłam do przedziału w którym, siedziałam razem z przyjaciółmi. Bez problemu, przeszłam przez korytarz, nie napotkając nikogo, nie proszonego. Otworzyłam drzwi do przedziału, i usiadłam na swoim miejscu. Harry dalej przyglądał mi się badawczo. Ginny, właśnie się obudziła, tak samo jak George. Ron jeszcze smacznie spał, lekko pochrapując. Odetchnęłam głęboko i oparłam się głową o szybę. Słońce nie zachodziło, na niebie nie było ani jednej chmurki. Było goraco, a do tego nie było ani krzty wiatru. Przejeżdżaliśmy teraz przez pola, lasy i łąki, pojawiały się góry, oraz pagórki i wzgórza. Wjechaliśmy do tunelu. Nastała ciemność, zamknęłam oczy, aby jeszcze bardziej pogrążyć się, w ciemnościach.
Nagle pocią zaczął się zatrzymywać, przestraszona, otworzyłam oczy. Usłyszałam cichy szept. Ktoś wypowiedział zaklęcie, i pojawiły się dwa światła z końca, różdżki. Fred i George, użyli zaklęcia Lumos. Fred stał obok mnie, a George obok Ginny. Była bardzo przestraszona, spojrzała na mnie, a ja zdezoriętowana otowrzyłam lekko usta. George, teleportował się wraz z rudowłosą siostrą, która zdążyła mi posłać przestraszone spojrzenie. Zdezoriętowana spojrzałam na Freda, który zaraz pośpieszył z wyjaśnieniami. Chociaż nie były one zbyt szczegółowe.
- Hermiono, musimy się natychmiast deportować. Śmierciożercy, są tutaj. - powiedział i objął mnie ramieniem, gdy zobaczył, że się osuwam.
- A-ale, Harry ... i Ron ! A reszta ?! - prawie krzyczałam, jednak nie miałam siły by wypowiadać więcej słów.
- Harry'ego, już dawno tu nie ma, tak samo jak Rona, Dumbledore ich osobiście deportował. Resztą się nie przejmuj, musimy się deportować. - powiedział i poczułam, charakterystyczny skurcz w brzuchu. Świat zawirował mi przed oczami, zamknęłam je, aby nie patrzeć co się dzieje.
Kiedy poczułam twardy grunt pod nogami, dalej nie otwerałam oczu. Oddychałam głęboko, aby się uspokoić. Poczułam, dziwny zapach, tak jakby stęchlizny. Otworzyłam oczy. To co zobaczyłam, kompletnie zbiło mnie z tropu. Znajdowałam się, w jakimś mi nie znamnym dotąd domu. Razem z Fredem stałam na korytarzu. Ciemne, granatowe ściany, stare ciemnobrązowe schody, portrety na których byłi głownie czarodzieje ubrani w czarne lub szkarłatne szaty. Obok schodów, stał stojak na płaszcze, ale co najdziwniejsze było to, że był w krztałcie nogi trolla.
- Fred... Gdzie my jesteśmy ? - spytałam, dalej przyglądając się tajemniczemu miejscu w osłupieniu, to z pewnością nie była Nora.
- Miona, jesteśmy w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa. - powiedział Fred i spojrzał na nią, jakby o tym nie wiedziała. - Ah... No tak, precież ty nie podsłuchiwałaś. - teraz zniżył głos do szeptu.
- Gdzie ? Czego nie podsłuchiwałam ? - spytałam, jeszcze bardziej oszołomiona i zdiwiona.
- Jeszcze rok temu, w poprzednie wakacje, ja i George podsłuchaliśmy rozmowę, właśnie o Zakonie Feniksa. - powiedział Fred najciszej jak mógł. - Wszystkiego dowiesz się później, jednak to nie będzie za wiele.
Poszłam za bliźniakiem. Znaleźliśmy się w salonie, w którym siedzieli nasi przyjaciele. Ginny siedziała przestraszona, oparta głową o Harry'ego. Ron siedział obok Georga, grali w Eksplodującego Durnia. Kiedy weszliśmy do pokoju, wszystkie oczy zwróciły się na nas. Ginny wstała i podbiegła do mnie, przytulając. Ron zerwał się na nogi i wyszedł, nie mówiąc ani słowa. Harry, podszedł do mnie. Odetchnęłam z ulgą widząc wszystkich w jednym kawałku. Najbardziej na widok Harry'ego odetchnęłam, gdyż z pewnością chodziło o jego. Śmierciożercy, na pewno chcieli go porwać i dostarczyć Voldemortowi. Kiedy Ginny oderwała się ode mnie, przytulił się do mnie Harry.
- Harry .... w porządku ? - szepnęłam mu do ucha.
- Tak. - powiedział i poszedł na górę, pewnie do Rona.
Spojrzałam na Freda. Oczekiwałam na wyjaśnienia a on, to widocznie zauważył. Usiadłam razem z Ginny na kanapie, a bliźniacy na fotelach.
- Jak już wiecie, znajdujemy się w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa. Jest to tajna orgaizacja, która walczy z Voldemortem. - powiedział Fred.
- Z tego co wiemy to należą do niego nasi rodzice, Alastor Moody, Lupin, Syriusz Black, Tonks, oraz Dumbledore. NIestety więcej o tym miejscu nie wiemy. - kontynuował George, ale po chwili zamilkł.
Zamyśliłam się. A więc byliśmy w siedzibie, Kwatery Głównej Zakonu Feniksa, która walczyła z Voldemortem. Jednak nie to mnie martwiło, tak bardzo. Wiedziałam, żę w tym roku wszystko się zmieni, ale nie przypuszczałam, że już w pierwszy dzień wakacji. Nie byłam w stu procentach przekonana, kiedy to się stanie, ale myślałam, że to będzie w kolejnym roku szkolnym. Rozglądnęłam się po salonie. Granatowy pokój, tak samo jak hol. Stała w nim jednak kanapa i dwa fotele. Na ścianach były różne portrety, przypominały mi trochę rodzinę Malfoy'a. W pewnym momencie, spostrzegłam, że na jednym portrecie jest dziewczyna bardzo podobna do mnie. Miała brązowe włosy, lekko kręcone, i tak samo brązowe tęczówki. Wstałam i podeszłam do portetu. Przyjżałam mu się z bliska. Dziewczyna miała może z 3 lata. Obiecałam sobie, że zapytam się kogo kolwiek, do kogo należy ten portret i jest na nim namalowany. Usiadłam spowrotem na swoim miejscu, dalej przyglądając się pomieszczeniu. Były tu stare meble, koloru ciemnegobrązu. Szafki stały przy ścianie z portretami, a na nich zdjęcia rodzin. Na jednym z nich z pewnością, była młoda Bellatrix Leastrange. Czyżby ten dom należał do jej przodków ? Obok niej, stała mi nie znana kobieta. Miała długie bląd włosy, brązowe oczy, mały nos, pełne malinowe usta. Stała obok, jeszcze jednej kobiety, która na pewno była matką Draco Malfoy'a. Pełne malinowe usta, zielone oczy i te charakterystyczne biało - czarne włosy. Tylko jedna z nich nie była do nich podobna. Blondynka była zupełnym przeciwieństwem matki Dracona i Bellatrix. Jej rysy twarzy były przyjazne, jednak oczy nie były już takie jak twarz. Natomiast Leastrange i matka Ślizgona były do siebie podobne, jednak nie aż tak. Łączyły je tylko rysy twarzy i to, że służyły Czarnemu Panu. Oczy zupełnie inne. Spojrzałam na drugie zdjęcie. Znowu stały na nim trzy kobiety. Tym razem pod zdjęciem były imiona kobiet. Imię pierwszej z nich to Narcyza, matka Draco. W środku stała Bellatrix, jednak jej imienia nie trzeba było czytać, każdy w świecie czarodziejów znał jej imię, każdy dobrze wiedział, że służy Czarnemu Panu. A obok, stała ta sama osoba co na pierwszym zdjęciu, jednak miała inny kolor włosów, teraz były czarne. Była to nie jaka Andromeda. Spostrzegłam, że ta kobieta musiała być metamorfologiem. Umiała zmieniać kolor włosów, na taki jaki zapragnęła. Z pewnością umiała zmienić wszystko w swoim wyglądzie, jednak tutaj na tych zdjęciach zmieniała tylko, kolor włosów. Na kolejnych zdjęciach stały te same trzy kobiety. Wszytkie zdjęcia były magiczne, jednak mnie bardziej zastanawiało czy te trzy kobiety, które są na tych zdjęciach to przypadkiem nie siostry ? Albo, do kogo należy ten dom ? Spojrzałam teraz na moich przyjaciół. O dziwo siedział tam tylko Fred Weasley, natomiast Ginny i Georga nie było. Nawet nie zauważyłam kiedy zniknęli stąd nic nie mówiąc. Być może coś mówili jednak ja byłam aż za bardzo, pogrązona w własnych myślach. Spojrzałam na Freda, a nasze spojrzenia się zetknęły. Wiedziałam, że muszę to przerwać dlatego zaczęłam rozmowę.
- Kiedy będą tu twoi rodzice ? - spytałam aby uniknąć kontaktu wzrokowego, z bliźniakiem.
- Za chwilę powinni tu być. - powiedział i zaczął rozglądać się, po pomieszczeniu.
Jak na zawołanie usłyszałam trzask. Na środku pokoju stali Molly i Arthur. Spojrzeli na mnie i na Freda i od razu do nas podbiegli.
- Dzieci ! Nic wam nie jest ?! - spytała spanikowana Molly. - Nie mogliśmy przybyć wcześniej. Gdzie Harry, Ron, Ginny i George ?
- Poszli na górę. - powiedział Fred patrząc na swoją matkę.
- Och, to ja do nich pójdę. Chodźćie, z pewnością zajęli już pokoje... - powiedziała pani Weasley i wspięła się po schodach, prowadzacych na piętro.
Razem z Fredem wstaliśmy i poszliśmy za panią Weasley. Czy to miało oznaczać, że tutaj zostajemy ? Myślałam, że deportowaliśmy się tu tylko po to aby ochłąnąć, a później wrócić do Nory. A teraz ? Mieliśmy zostać w tym domu, nie wiedząc o co chodzi. Prawdę mówiąc wiedząc od czego jest Zakon, oraz ilu ma człąków. Podobno było ich więcej. Wiedzieliśmy tylko tylę, ale najwidoczniej nikt nie kwapił się, aby cokolwiek nam wyjaśnić. Byłam trochę zdenerwowana, ponieważ wcześniej zawsze przyjeżdżałam do Nory i nie mieliśmy żadnych problemów, nie przenosiliśmy się nigdzie. A teraz ? Przenieśliśmy się w nieznane dotąd nam miejsce, nie widząc gdzie ono się znajduje. Zaczęłam się poważnie martwić co do tego, czy Śmierciożercy nie wypili Eliksiru Wielosokowego i nie zamienili się w Arthura i Molly. Chociaż Molly, była zbyt troskliwa, żaden Śmierciożerca nie potrafił by być tak miły i opiekuńczy. Odetchnęłam z ulgą.
- Hermiono, tutaj jest pokój twój i Ginny. Fred twój pokój jest na prosto. - powedziała Molly, miłym głosem, jednak słychać w nim było nutkę ... Nie wiem jak to określić. Władczego tonu lub zdenerwowania. - Rozpakujcię się, potem zawołam was na obiad.
Molly zeszła po schodach. Spojrzałam na Freda, który już wchodził do swojego pokoju. Jednak kiedy zobaczył moje spojrzenie, zamknął drzwi i podszedł do mnie.
- Pamiętaj, dzisiaj o 19 w pokoju u mnie. - powiedział i wszedł do pokoju.
Westchnęłam ciężko i otworzyłam drzwi do pokoju mojego i Ginny. W tym pomieszczeniu było inaczej. Kolor ścian był fioletowy, a, meble brązu, jednak jasnego. Widać, że był to pokój jednej z dziewczyn na zdjęciu. Pomyślałam, że był to pokój Andromedy, metamorfologa. Obok wielkiej szafy, stało duże lustro w kształcie okręgu, jednak było bardziej owalne niż okrągłe. Można było powiedzieć, że było jak wielkie jajko. Po jednej stronie stało łóżko, które było zaścielone, niebieską pościelą, co mnie bardzo ździwiło. Drugie łózko natomiast było po drugiej stronie, ale zaścielone zieloną pościelą. Siedziała na nim Ginny i przyglądała mi się. Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku, które najwidoczniej Gin, przeznaczyła dla mnie. Wiedziała, że lubię jasne kolory, jednak fioletowy nie był zły. Rudowłosa natomiast, uwuelbiała zielony kolor. Czy to ciemny, czy to jasny, dla niej po prostu był wspaniały.
- Ginny, jak myślisz... Dlaczego tu jesteśmy ? - spytałam, musiałam się komuś wygadać z tego co zaoobserwowałam i o tym czego się obawiałam.
- Nie wiem. Ale myślę, że dowiemy się wszystkiego na obiedzie. - powiedziała Ginny i wstała.
Wyjęła z kufra czyste rzeczy i poszła się przebrać, do łazienki. Jakieś dziesieć minut później wyszła już całkowicie odświerzona. Była ubrana w czarną bluzkę na ramiączkach, dżinsowe spodenki oraz czerwone tampki. Włosy miała spięte w wysokiego kucyka. Rzęsy pomalowała tuszem, a usta błyszczykiem. Uśmiechnęła się promiennie, do mnie po czym wstała i podeszła do mnie.
- Hermiono ... może byś się umalowała ? Tak dla odmiany... - powiedziała, spoglądając na mnie tajemniczo. - Proszę.
Kiedy Ginny, prosiła mnie o coś, nie umiałam odmówić. Uległam, jak zawsze. - Och, no dobrze.
Młodsza Gryfonka, rzuciła mi się na szyję, dusząc mnie przy tym. - Dobrze, dobrze Ginny. Już ... Bo mnie udusisz.
Dopiero po tych słowach, rudowłosa odeszła ode mnie lekko chichocząc. Wyjęłam z kufra czyste ubrania, i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i umyłam ciało płynem, lawendowym. Wytarłam się puszystym ręcznikiem, i ubrałam się w letnią sukienkę, która była koloru białego. Miała niebieski pasek, w miejscu wcięcia w tali. Włożyłam czarne balerinki, a rzęsy pomalowałam tuszem, usta błyszczykiem i wyszłam z łazienki. Ginny spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko, usatysfakcjonowana z tego, że udało jej się mnie namówić na makijaż.  Zachichotałam.
- Dzieci ! Obiad ! - krzyknęła pani Weasley.
Razem z Ginny wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się na dół. To co zobaczyłyśmy kompletnie zbiło nas z tropu.

___________________________________________________

Zmieniłam na narrację pierwszoosobową, bo jakoś tak mi lepiej pisać.

Mam nadzieję, że wam się spodoba. Proszę, skomentujcie.



poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 9 - " Spojrzała w jego oczy i stwierdziła, że mogłaby patrzeć na nie wiecznie. "


Hermiona wyjrzała przez okno. Pogoda była piękna. Słońce świeciło, ptaki świergotały i ani jeden listek nie poruszył się. W tak upalny dzień, nie było ani lekkiego podmuchu wiatru.
Pomyślała, że ciężko będzie jej teraz opuszczać Hogwart. Choćby nawet na te dwa miesiące. Był to niesamowity rok. Harry wygrał Turniejtrój Magiczny, który był bardzo niebezpieczny. Harry musiał wykonać, trzy zadania. Jednak w ostatnim zadaniu, stało się coś czego, nikt nie przewidział. Zginął Cedric Diggory. Cho Chang załamała się po jego śmierci. Do tej pory nie może się powstrzymać, przed wybuchem nagłego płaczu. Był również Bal Bożonarodzeniowy, na który Hermiona poszła wraz z Wiktorem Krumem. Ron nie był z tego zadowolony, to mało powiedziane, był wściekły ! Poczuła jak ktoś ją obejmuje w pasie od tyłu. Wiedziała kto to, tak dobrze znała te perfumy. I ten przyjemny dreszcz. Zawsze to czuła kiedy ją dotykał.
- Freddie. - szepnęła, odwracając się w jego stronę. Spojrzała w jego oczy i stwierdziła, że mogłaby patrzeć na nie wiecznie.
Fred uśmiechnął się i spojrzał w jej oczy. Były takie piękne i ... radosne. Utonął w nich. Zbliżył twarz do jej twarzy i pocałował ją. Całował ją delikatnie, jakby bał się, że mu ucieknie. Jednak kiedy, nic się takiego nie stało, zaczął ją całować tym razem pewniej. Przygryzł jej wargę, a tak rozchyliła usta, pozwalając mu na głębsze pocałunki. Jedną ręką dotykał jej włosów, a drugą policzka. Fred poczuł, że uginają mu się kolana. Zawsze myślał, że to nie możliwe, do tej pory jeszcze nigdy mu się to nie zdarzyło. Opadli razem, na łóżko, jednak Hermiona odepchnęła go od siebie.
- Nie.... My nie.. Możemy. Nie możemy, Fred.... - głos jej się załamywał, raz po raz. Patrzyła na niego i chciała żeby to się nie kończyło, jednak zdrowy rozsądek mówił co innego. A tego miała aż za dużo.
- Hermiono.... ja... - jąkał się Fred, jednak Hermiona nie pozwoliła mu dokończyć.
- Proszę.... Wyjdź... - powiedziała cicho, starając się nie rozpłakać.
Fred posłusznie wyszedł, zostawiając Gryfonkę samą z własnymi myślami. Zakryła twarz poduszką i pozwoliła aby łzy, spłynęły po jej zaróżowionych policzkach.

                                                                           ♣.♣.♣

 Gryfonka, siedziała w przedziale Ekspresu Hogwart - Londyn. Patrzyła się w okno i starała zapomnieć, o dzisiejszych wydarzeniach. Chciała zapomnieć, jednak to nie było takie proste. Była w przedziale wraz z Ginny, Ronem,Harrym, Grorge'm i Fredem. Bliźniacy oraz ich rodzeństwo spali, tylko Harry nie. Wiedziała, że jej się przygląda jednak postanowiła, że nie odwróci się w jego stronę. Nie chciała mu mówić co się działo. Ledwo co, zatuszowała zapuchnięte i podkrążone oczy. Dobrze, że mogła powiedzieć o wszystkim Ginny, a ona nie pisnęła ani słówka. Była szczęśliwa, że mogła się jej wyżalić. To było do tej pory najlepsze co ją spotkało. Rozglądnęła się po przedziale i wiedziała, że to co zrobiła było błędem. Harry kiedy spostrzegł, że się rozgląda, zapytał :

- Miona. Widzę, że coś się dzieje.
- Nic, na prawdę, nic Harry. - powiedziała, wymuszając sztuczny uśmiech na twarzy. Nie lubiła okłamywać i
nie umiała tego robić.
- Hermiona, ty nie umiesz kłamać. - uśmiechnął się lekko i kontynuował. - Powiesz ? Wiesz, że mi możesz ufać, znamy się nie od dziś.
Hermiona wzięła głęboki wdech i odważyła się powiedzieć. - Fred... On mnie pocałował, a ja ... mu się nie opierałam i ... w końcu go odepchnęłam. Och, Harry. Ja ... na prawdę straciłam wtedy kontrolę i ...
- Nie musisz mi się tłumaczyć Mionka. Zadaj sobie jedno pytanie.... Co do niego czujesz ? - przerwał jej zielonooki chłopak.
- Ja ... ja nie wiem.  - powiedziała Hermiona.
W tym samym czasie, obudził się Fred i ziewnął szeroko. Hermiona spojrzała na niego i się przestraszyła. Wstała i wybiegła z wagonu. Fred spojrzał zdezorientowany na Harry'ego, jednak ten tylko wzruszył ramionami  i popatrzył się w okno. Rudowłosy wstał i poszedł szukać Hermiony.

______________________________________________________

No rozdział jest . Chociaż, nie widzę komentarzy. Mówiłam, że rozdział nie pojawi się do końca lipca a nawet dłużej, jednak postanowiłam napisać krótką notkę. Może napiszę coś w czasie mojego popytu na wakacjach z rodzinką, chociaż wątpię.

JEŚLI NIE POJAWI SIĘ TU CHOĆBY JEDEN KOMENTARZ TO ZAWIESZAM BLOGA.


Pozdrawiam ;*

piątek, 12 lipca 2013

:/


Przepraszam, że rozdziału tak długo nie ma i go na razie nie będzie. Przyznam, że kiepsko mi idzie z pisaniem tego rozdziału, ale cóż. Tak, tak wiem. Są wakacje i powinnam mieć czas na pisanie choćby najkrótszej notki, jednak nie mam do tego głowy. Za 4 dni, wyjeżdżam, i nie będzie mnie aż do 31 lipca.
Nie liczcie, że jeszcze na początku sierpnia pojawi się rozdział, chociaż, kto wie :).
Przepraszam, i mam nadzieję, że ktoś tu zajrzy.

Ps. W rozdziale 9, no cóż... będzie coś... Nietypowego :/ ale tak właśnie mi się  umyśliło.

Pozdrawiam .!

I mam nadzieję, że ktoś tutaj zajrzy :/

czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 8 - ,, Nawet nie wiesz jak bardzo mi ciebie brak ``



Hermiona, powoli otwierała oczy. Znajdowała się teraz w skrzydle szpitalnym. Przetarła powoli oczy, i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Sala była wielka, koloru białego oraz beżowego. Łóżka białe, parawany także. Zdecydowanie dominował tu kolor biały. W skrzydle była tylko ona sama, najwidoczniej tylko ona miała wypadek.
Tylko jaki? Hermiona nie pamiętała co zdarzyło się wczoraj, czy kilka dni temu. Jedyne co pamiętała to to, że ktoś ją tu przyniósł. Z pewnością był to ktoś z rodziny Weasley'ów, bo pamiętała rudą czuprynę.
Nagle drzwi do sali się uchyliły. Hermiona szybko, zamknęła oczy i odwróciła się plecami do drzwi. Ten ktoś podszedł do jej łóżka i usiadł na krześle. Szatynkę najbardziej ciekawiło, kim była ta osoba. Chciała się już odwrócić, gdy usłyszała cichy szept : ,,Nawet nie wiesz jak bardzo mi ciebie brak``. Poznała ten głos, był to Fred Weasley. Hermiona zaskoczona, odwróciła się powoli, jednak rudowłosego już nie było. Szatynka odetchnęła.
Ale, może jej się tylko wydawało, że chłopak tak powiedział? A co jeśli nie?
Hermiona uznała, że się tylko przesłyszała. Zamknęła oczy i zasnęła.

                                                                         ~*~

Fred siedział w Wielkiej Sali. Mieszał widelcem w swojej sałatce. Cały czas myślał o Hermionie. Wiedział już na pewno. Kochał ją, do szaleństwa. Tak bardzo, że nie wyobrażał sobie życia bez niej. Uświadomił to sobie, kiedy tak leżała nieprzytomna w skrzydle szpitalnym. W jej oczy mógłby patrzeć bez końca. Chciał ją w końcu pocałować. Zanurzyć się w jej pełnych malinowych ustach, dotknąć jej włosów. Teraz nie mógł jeść, ani myśleć o czymkolwiek innym. Może i zasypiał jednak, śniła mu się szatynka. Na jego twarzy nie było uśmiechu, widniał tylko smutek.
- Fred... Miona jedzie do was do Nory? - spytał Harry, który również zamartwiał się o swoją przyjaciółkę.
- Mówiła, że tak. Ale kto wie, kiedy się obudzi. - powiedział Fred, ze smutną miną.
- Nie martw się. - powiedział Wybraniec, chociaż on również martwił się o przyjaciółkę.

                                                                     ~*~

Hermiona, otworzyła oczy. Zobaczyła, że pani Pomfry, krząta się po pomieszczeniu. Najwidoczniej czegoś szukała. Kiedy zobaczyła, że Hermiona się obudziła, podeszła do niej.
- Kochaniutka, jak się czujesz?
- Dobrze. Czy mogłabym już dzisiaj wyjść? - spytała z nadzieją w głosie Hermiona
- Och.. No dobrze. - pielęgniarka zrobiła niezadowoloną minę, ale zgodziła się.
Hermiona ubrała się w swoje szkolne szaty i wyszła ze skrzydła. Na korytarzach było pusto, pewnie teraz była pora śniadaniowa. Weszła do Wielkiej Sali, wszystkie oczy skierowane był właśnie na nią. Poczuła jak się czerwieni. Spojrzała na stół Gryfonów. Wszyscy byli uśmiechnięci i radośni. Hermiona usiadła obok Harry'ego, który uśmiechnął się jeszcze bardziej.
Szatynka spojrzała na Freda i uśmiechnęła się do niego. Fred również odpowiedział jej tym samym. Dziewczyna nałożyła sobie sałatki i nalała do pucharu soku dyniowego.
- Hermiono jedziesz do Nory? W końcu jutro koniec roku. - spytał Fred
- Jadę. - powiedziała z uśmiechem Hermiona - A jutro jedziemy z samego rana?
- Tak. Mamy tylko śniadanie.
Hermiona nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ usłyszała stukanie łyżeczki o kielich. Widocznie dyrektor chciał zabrać głos.
- Drodzy Uczniowie! Już jutro pojedziecie do swoich domów aby spotkać się z rodziną, a także przyjaciółmi. Tak więc na umilenie tego dnia, ogłaszam, że dzisiejsze lekcje zostają odwołane! Życzę udanego dnia i udanych wakacji!
Uczniowie zaczęli klaskać i wiwatować na cześć dyrektora. Połowa uczniów z Gryffindoru wstała i wyszła z Wielkiej Sali.
- Idziemy na błonia, idziecie? - spytał Harry do Freda i Hermiony
- Ja jeszcze zostanę. - odpowiedzieli jednocześnie Hermiona i Fred, po czym wybuchnęli niepohamowanym śmiechem.
Harry wyszedł z sali, mając nadzieję, że między tą dwójką coś zaiskrzy.

                                                                             ~*~

Fred, przyglądał się szatynce. Miała taki piękny śmiech. Jakby słyszał miliony dzwoneczków.
- Idziemy się przejść? - spytała szatynka
- Jasne. - powiedział Fred.
Wstali od stołu i wyszli z Wielkiej Sali. Poszli w kierunku błoni. Rozmawiali na różne tematy. Śmiali się, wygłupiali. Nie wiedzieli jednak, że przyjaciele ich obserwują.
- Słuchaj Hermiono....
- Tak? - powiedziała szatynka z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Tylko się nie obraź, ale ... Miałaś już chłopaka ? - spytał Fred, modląc się w duchu aby się nie obraziła.
Przez chwilę dziewczyna chciała odejść, jednak widząc, że Fred jest zakłopotany postanowiła odpowiedzieć.
- Nie. - powiedziała szatynka, uważnie badając wzrokiem Freda.
- No bo widzisz, ja ... - zaczął chłopak jednak nie dane było mu skończyć.
Biegła do nich Angelina, ubrana w strój do gry w Quidditcha, z miotłami w ręku.
- Fred! Dzisiaj ostatni trening w tym roku! Chodź. - powiedziała i dała Fredowi jego miotłę, a ona sama wzbiła się w powietrze, lecąc w kierunku boiska.
- Wybacz Hermiono, muszę iść. - powiedział ze smutkiem w głosie.
- Nie szkodzi. - powiedziała szatynka i pocałowała rudowłosego w policzek.
Chłopak zrobił się czerwony na twarzy i odleciał na miotle w kierunku boiska.

                                                                             ~*~

Hermiona pakowała swoje rzeczy do kufra, w końcu jutro opuszcza Hogwart. Miała zostać w Norze całe wakacje. Była szczęśliwa, wydawało jej się, że wszystko się ułoży, nawet ta sprawa z Ginny. Właśnie! Całkowicie zapomniała, że Ginny chciała z nią porozmawiać a ona, uciekała jak głupia. Może chciała ją przeprosić i wszystko wyjaśnić? Tak, Hermiona była ciekawa tego co powie jej rudowłosa. Chciała dowiedzieć się dlaczego tak dziwnie się zachowywała, ignorowała i obrażała. Do tej pory nie dostała żadnych wyjaśnień, z jej strony. Chociaż, wszystkiego mogła dowiedzieć się od Freda, który na pewno coś wiedział. Rudowłosa jest przecież jego siostrą. ,, A co jeśli on nic nie wie?`` - pomyślała Hermiona - ,, No cóż ... Nie zaszkodzi zapytać!``. 
Hermiona wyszła z dormitorium. Przemierzała korytarze, z nadzieją, że nie będzie musiała dowiadywać się wszystkiego od Ginny. Nie długo potem była już na trybunach. Czekała aż Fred skończy trening i będzie mogła z nim swobodnie pogadać. Szatynka wyjęła książkę do Transmutacji i zaczęła czytać. 
W końcu trening Gryfonów się skończył. Hermiona widząc, że Fred do niej idzie, odłożyła książkę i uśmiechnęła się promiennie. 
- No proszę! Hermiona Granger przyszła na trening Gryfonów! - powiedział Fred zanosząc się śmiechem. 
- Bardzo śmieszne, Freddie. Musimy pogadać. - powiedziała z uśmiechem dziewczyna, jednak jej mina szybko spoważniała.
- Stało się coś? - spytał Fred z niepokojem w głosie. 
- Można tak, powiedzieć. - powiedziała szatynka. - Słuchaj, dlaczego Ginny się tak dziwnie zachowywała? 
Fred, usiadł obok szatynki. Zanim zaczął cokolwiek mówić, minęło sporo czasu. Hermionie to nie przeszkadzało, mieli przecież dużo czasu.
- Miona... Ja chciałbym wiedzieć. Ona przestała mi mówić cokolwiek. - powiedział chłopak.
W jego oczach nie skakały wesołe ogniki. Było w nich widać smutek, żal i troskę. Dziewczynie zrobiło się jej go żal, tak bardzo nie lubiła gdy ktoś jest smutny. Szatynka przytuliła Freda. Poczuła zapach jego perfum, które były jednocześnie delikatne ale także mocne w zapachu. Chłopak objął ją ramieniem.
Siedzieli tak wpatrzeni w zachód słońca, nie martwiąc się niczym, nie martwiąc się o jutro.

                                                                             ~*~

Hermiona siedziała teraz w pokoju wspólnym. Było gdzieś grubo po północy, a ona nie mogła zasnąć. Śnił jej się Fred, całowali się. Tylko dlaczego, jej się to przyśniło?
Teraz zastanawiała się, co czuje do Freda. Na pewno było to coś więcej niż przyjaźń. Tylko co? ,, Miłość? - pomyślała Hermiona - Chłopak taki jak on na pewno nie chciałby takiej kujonicy jak, ja. Zresztą on największy żartowniś w Hogwarcie, nie pasuje do kujonicy, która zawsze ślęczy w książkach. `` 
Lubiła go i to bardzo. On zawsze, był taki miły, czuły, miał poczucie humoru i był troskliwy. Czego można więcej chcieć ? Hermiona marzyła o takim chłopaku. Tylko kto by zechciał taką dziewczyn, jak ona. 
W końcu zasnęła, nie wiedząc jak bardzo mogła się mylić. 


                                                                             ♣.♣.♣


Fred schodził po schodach, do pokoju wspólnego. Rozmyślał o Hermionie. Była inteligentna, mądra, ładna, troskliwa, miła i pomocna. Czego można chcieć więcej ? 

Tylko czy taka dziewczyna jak ona, pokocha największego z żartownisiów w Hogwarcie ? Miona, mogła mieć każdego. W końcu zasługiwała na kogoś lepszego niż on. 
Usiadł w fotelu, przed kominkiem. Dostrzegł szatynkę, spała. Wyglądała tak słodko. Fred wyciągnął różdżkę i powiedział ,, Accio Koc ``. Złapał koc do ręki i przykrył nim szatynkę. Pocałował ją w czoło i poszedł na górę, do swojego dormitorium. 
                                                                           
                                                                            ♣.♣.♣


Hermiona obudziła się. Spała w pokoju wspólnym. Musiało być wcześnie, bo jeszcze nikogo nie było. Spostrzegła, że jest przykryta kocem Freda. Widocznie musiał tutaj być. Rozciągnęła się i wstała. Po cichu weszła do dormitorium. Wzięła ubrania, i poszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, ciało spryskała lawendową mgiełką, włosy spięła w luźnego koka. Ubrała się w niebieską bluzkę na ramiączkach, krótkie spodenki dżinsowe i czarne trampki. Na to wszystko założyła szatę szkolną. Wyszła i wróciła do dormitorium. Rozejrzała się jeszcze raz po pokoju, sprawdzając czy wszystko spakowała. Zamknęła kufer, i spojrzała na zegarek. Jest już 7 : 56. Za nie długo będzie śniadanie. Postanowiła, że zejdzie na dół i poczeka na Harry'ego. W pokoju wspólnym było już parę osób, ale nie wdziała nikogo ze swoich przyjaciół. 

- Hej Miona ! - powiedział czyjś męski głos. 
Dziewczyna wzdrygnęła się i powoli odwróciła w stronę, z której dobiegał ją głos. Był to George. 
Hermiona, nie odzywała się z nim również, tak samo jak z Ginny.
- Cześć. - mruknęła zniesmaczona.
- Słuchaj... Chciałem cię przeprosić, za to, że się tak zachowałem. - powiedział cicho George. - Nie wiem co się ze mną działo.
Dziewczyna patrzyła na niego, swoim wielkim brązowymi oczami. Zastanawiała się nad tym co powiedział. Czyżby nie wiedział co się z nim działo przez dłuższy czas ? Nie chodziło jej teraz o przeprosimy, potrafiła wybaczać nawet najgorsze. Chociaż nie kiedy były wyjątki.
- Przeprosiny przyjęte. Jak to nie wiedziałeś co się z tobą działo ? - spytała zaskoczona Hermiona.
George zorientował się, że Hermiona oczekuje wyjaśnień. W sumie skąd mogła wiedzieć co było powodem ich dziwnego zachowania ?
- To dłuższa historia. - powiedział i usiadł na kanapie, czekając aż Hermiona zrobi to samo.
Szatynka usiadła, obok niego.
- Zacznijmy od początku. Draco Malfoy, jeszcze wtedy kiedy nie było nas w Wielkiej Sali dolał nam, do napojów, jakiś eliksir. Jednak nie zdążył dolać go, Fredowi i Harry'emu. Właśnie na nich, mu najbardziej zależało. Wiedział, że sprawi ci to ból. My wypiliśmy eliksir i sok, a brat i Harry normalny sok. Później eliksir zaczął działać i zaczęliśmy się kłócić. Harry był wściekły, a ja z Fredem się pobiliśmy. Ginny, nie miała jednak eliksiru, w napoju, ona przed tym zdarzeniem była z Draconem na Wierzy Astronomicznej. On wtedy omotał ją. A, że Ginny od jakiegoś czasu zaczęła się w nim bujać, dała się łatwo, bez oporów. Później już sama wiesz, co się działo. Jednak po pewnym czasie, Draco Malfoy, zorientował się, że eliksir który sporządził, nie będzie dział wiecznie. Musiał nam podać kolejną dawkę. Ale nie udało mu się to i kiedy Ginny przejrzała na oczy, uwolniła się od uroku. Malfoy w zemście, rzucił na ciebie urok.
- Ja... Nie wiedziałam. Chyba muszę się pogodzić z Ginny. - powiedziała Hermiona
- Też tak myślę. A tymczasem ja idę na śniadanie. - powiedział George z szelmowskim uśmiechem. - Poczekaj jeszcze trochę, Fred stroi się w dormitorium żeby iść z tobą na śniadanie, mała !
Uśmiechnął się jeszcze i już go nie było.
Hermiona uśmiechnęła się. Fred stroił się w dormitorium tylko po to, aby pójść z nią na śniadanie ?
Postanowiła, że zajrzy do Freda i przy okazji odda mu koc. Weszła po schodach i zapukała do drzwi, dormitorium bliźniaków. Usłyszała ,, Proszę `` i uchyliła drzwi. Fred właśnie próbował zawiązać krawat, jednak niezbyt dobrze mu to wychodziło.
- Freddie, dzięki za koc. - powiedziała z uśmiechem na twarzy dziewczyna.
Kiedy rudowłosy zobaczył, Hermionę, zarumienił się na obu policzkach. Starał się ukryć rumieńce, jednak Hermiona nadal je widziała.
- George mi powiedział, że się szykujesz elegancie. - powiedziała z wielkim uśmiechem pokazując swoje śnieżnobiałe zęby.
- Mój, kochany brat bliźniak. Muszę mu kiedyś .... - chciał dokończyć jednak szatynka mu przerwała.
- Fred !
- Muszę mu kiedyś podziękować. - powiedział uśmiechając się do niej promiennie. - Idziemy na śniadanie ?
- A twój krawat ? - spytała szatynka chichocząc.
Podeszła do niego i zabrała się za poprawne wiązanie krawatu. Teraz gdy to już zrobiła, zeszli do pokoju wspólnego.
Wchodząc do Wielkiej Sali, wszyscy spojrzeli na nich ze zdziwieniem. Hermiona usiadła obok, Harry'ego ale jednocześnie obok Freda, który siedział obok Georga. Hermiona nałożyła sobie sałatki i nalała soku dyniowego do pucharu. W tym czasie dyrektor zaczął swoją przemowę :
- Dziś ostatni dzień nauki w szkole Hogwart, za pewne nie którzy wrócą po wakacjach, a nie którzy już niestety nie. Ale nie martwmy się niczym, życzę smacznego i udanych wakacji !  - powiedział dyrektor, a uczniowie zaczęli klaskać, w dłonie. - Pociąg jak zawsze odjeżdża o 11.
- To jego pierwsza normalna przemowa ! - krzyknął ktoś z tłumu.
Był to Ron, który zawsze nie rozumiał przemów Dumbledora.
Hermiona kiedy skończyła jeść, zaczęła się rozglądać po Sali. Właśnie skończyła, 4 rok nauczy w Hogwarcie. W tym roku dużo się działo. Najpierw Turniej Trójmagiczny, w którym uczestniczył Harry oraz Cedric Diggory, Fleur Delacur i Victor Krum. Harry ledwo uszedł z życiem, tak samo jak Cedric. Cieszyła się, że miała to wszystko już za sobą, jednak Lord Voldemort powrócił. Jeszcze Draco Malfoy i jego głupie pomysł, od których połowa ludzi ucierpiała. Zawsze nie lubił Hermiony, bo była szlamą, według niego. Po wakacjach znowu tutaj wróci i zacznie 5 rok nauki w Hogwarcie. Czekają ją egzaminy, czyli SUM-y. Bała się tego co wydarzy się po wakacjach. Czy Hogwart będzie tak samo bezpieczny jak wcześniej ? Teraz kiedy Lord Voldemort powrócił nic nie może, być już takie samo jak przedtem. Teraz, jednak starała się o tym nie myśleć, bo przecież są wakacje. Znowu spędzi je w Norze chociaż, wcale nie narzekała na nudę. Tam zawsze się coś działo i można było z kimś porozmawiać. Weasley'owie byli miłą rodziną, a Hermionę pani Weasley traktowała jak własną, rodzoną córkę. Troszczyła się o nią i nie pozwalała by stało jej się coś złego. Tak rodzina Weasley, była bardzo dobrą rodziną i opiekuńczą.
- Hermiona ! - usłyszała czyjś głos.
Wołał do niej Fred. - Och, wybacz... Za - zamyśliłam się. - jąkała się Hermiona. Sama nie wiedziała dlaczego.
- Trzeba się powoli zbierać. - powiedział i pocałował szatynkę delikatnie w policzek. Zaraz potem poszedł wraz z Georgem i Lee Jordanem w kierunku, wyjścia z Wielkiej Sali.
Hermiona uśmiechnęła się sama do siebie. Dziewczyna wstała i wyszła z Wielkiej Sali. Udała się do dormitorium. Z walizki wyciągnęła kosmetyczkę, aby się umalować. Weszła do łazienki i zaczęła nakładać makijaż. Najpierw zrobiła kreski eyeliner'em, pomalowała rzęsy tuszem, a usta pomalowała błyszczykiem. Machnęła różdżką, a jej włosy stały się proste. Sięgały jej teraz do łopatek. Zdjęła szatę szkolną, i zeszła na dół. W pokoju wspólnym było parę osób, jednak nie widziała żadnego ze swoich przyjaciół. Tak na prawdę szukała Freda, z którym tak dobrze jej się rozmawiało.




~~~~~~~~
No to rozdział 8 jest ;)

Komentujcie, jest to dla mnie ważne bo nie wiem czy ktoś to jeszcze w ogóle czyta.

1 komentarz - następny rozdział :D



              
                                                                       





wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 7 - " Hermiona rozpoznała ten głos ... "


Hermiona obudziła się. Słońce wpadało przez szpary w kotarze, które padały na jej twarz. Przetarła oczy i wstała. Wzięła czyste ubrania, oraz szatę po czym skierowała się do łazienki. Weszła pod prysznic, ciało namydliła zapachem konwalii. Po chwili wyszła, wytarła ciało ręcznikiem. Ubrała się w naszykowane ciuchy. Do dormitorium poszła po torbę i od razu zeszła po schodach. W pokoju wspólnym było, mało osób. Pewnie nie którzy jeszcze spali. Skierowała się do Wielkiej Sali, zajęła miejsce przy stole gryfonów. Nałożyła sobie sałatki i nalała soku dyniowego, do złotego pucharu. Zauważyła, rudą osobę siedzącą kawałek dalej. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Była to Ginny, siostra Rona i bliźniaków. Odrzuciła Hermionę, a przecież były kiedyś najlepszymi przyjaciółkami. Hermiona po skończonym posiłku, podniosła się i poszła w kierunku wyjścia. Ginny również się poderwała z miejsca i poszła za Hermioną. Szatynka przyśpieszyła kroku, zaczęła biec. Ginny zrobiła to samo.
- Hermiona! Proszę, poczekaj! - krzyczała Ginny
Dziewczyna nie zatrzymała się biegła dalej. Odwróciła głowę i wtedy poczuła, że o coś uderza. Upadła na posadzkę, jednak szybko się podniosła. Rozejrzała się w około, Ginny nie było, ale wiedziała, że zaraz tu przybiegnie. Hermiona schowała się za jednym z posągów, masując obolałą głowę.
- Gdzie pobiegła Hermiona? - spytała Ginny dysząc, ciężko.
- Pobiegła w tamtą stronę. - powiedział czyjś męski głos.
Hermiona rozpoznała ten głos, był to Fred. Szatynka wyszła z ukrycia i podeszła do Freda.
- Przepraszam, że wpadłam na ciebie, dziękuję, że nie powiedziałeś gdzie jestem Ginny. - powiedziała szatynka z lekkim uśmiechem do Freda.
- Nic się nie stało. Nie ma za co. - odpowiedział Fred z szelmowskim uśmiechem. Podszedł do Hermiony i ją przytulił. Pocałował ją lekko w czoło, jakby bał się, że ucieknie.
Szatynka, poczuła zapach męskich perfum. Szybko się jednak ocknęła. Odsunęła się od Freda i odeszła, bez słowa.
Fred poszedł za nią. Zobaczyła jak Hermiona, łapie się za głowę i osuwa pod ścianą. Podbiegł do niej szybko i wziął ją na ręce. Popatrzył na jej twarz i spostrzegł, że ma niebieskie oczy. Przestraszył się i czym prędzej pobiegł. Wpadł do skrzydła szpitalnego i położył Mionę na łóżku. Pani Pomfrey przybiegła od razu, pytała się Freda co się stało a później wysłała go do dormitorium.
Fred padł na łóżko i od razu zasnął. Śniła mu się szatynka.

~*~

Fred obudził się. Wstał z łóżka i poszedł do łazienki. Przypomniał sobie cały wczorajszy dzień. Nie mógł sobie wybaczyć tego, że Hermiona leży w skrzydle szpitalnym. Uważał, że jest winny za to, że się tam znalazła. Nie wiedział dlaczego szatynka zemdlała. W duchu miał nadzieję, że to nie przez niego, bo ona mogłaby mu tego nie wybaczyć. Chociaż Hermiona nie jest obrażalska. ,, Przecież nie wiesz jaka ona jest `` - powiedział cichy głosik w głowie Freda.
To prawda. Rudowłosy nie miał pojęcia jaka jest Hermiona. Zdał sobie z tego sprawę nie dawno, jednak wciąż nie mógł uwierzyć, że wie o niej tak mało. Znali się przecież tyle lat, a Fred nawet nie wiedział jaki ma charakter lub co lubi. Postanowił, że postara się odkryć to w najbliższym czasie. Do końca szkoły pozostały 2 dni.
Wiedział, że Hermiona jedzie do nich na wakacje do Nory. Na całe pełne dwa miesiące. Będzie mógł spędzać z nią więcej czasu i pozna ją.
Po wyjściu z łazienki Fred poszedł do skrzydła szpitalnego.

~*~


krótki ale jest .

Zapraszam do komentowania ;0