Siedziałam w jakimś pustym przedziale, płakałam po raz kolejny. Skulona, i samotna. Tak bardzo chciałam, aby on tu był. Fred Weasley. Przez ten pocałunek, straciłam nad sobą kontrolę, i zdrowy rozsądek. Chciałam aby zdarzyło się to jeszcze raz, ale... " Co ja gadam ?! " - pomyślałam rozgoryczona, zapłakana. - " Ja nie chcę żeby on tu był !"
Stało, się. Fred wszedł do mojego przedziału, i spojrzał na mnie tymi swoim oczami, które tak bardzo mi się podobały i śniły po nocach. Uległam im i patrzyłam tak, cały czas, na nie, na niego. Usiadł obok mnie, a ja automatycznie się ocknęłam. Odsunęłam się od niego, na tyle, aby utrzymać bezpieczną odległość między nami. Spojrzałam w okno, i westchnęłam cicho. Nie chciałam odwracać głowy, jednak zmusił mnie do tego.
- Hermiono... spójrz na mnie. - powiedział i chwycił mnie, za podbródek i zmuszając mnie, aby na niego popatrzyła. Westchnęłam tym razem głośniej. - Przepraszam, że cię pocałowałem.
Ledwo przeszły mu przez gardło, słowa które wypowiedział.
- Musimy porozmawiać, Mionka. Spotkamy się w ogrodzie o 19 ? - spytał z uśmiechem, tak wielkim, że otworzyłam szeroko oczy. Czyżby coś pił ?
- A-ale, oczywiście. - powiedziałam, nie mogąc się otrząsnąć. Właśnie zdałam sobie sprawę, z tego co zrobiłam. Przecież nie chciałam się z nim umawiać ! Na żadne spacerki, pogawędki.
" Chcesz słońce, nie okłamuj się. " - powiedział cichy głosik w mojej głowie, jednak ja dalej się upierałam.
Spostrzegłam, że rudzielca już nie ma. Odetchnęłam z ulgą i wróciłam do przedziału w którym, siedziałam razem z przyjaciółmi. Bez problemu, przeszłam przez korytarz, nie napotkając nikogo, nie proszonego. Otworzyłam drzwi do przedziału, i usiadłam na swoim miejscu. Harry dalej przyglądał mi się badawczo. Ginny, właśnie się obudziła, tak samo jak George. Ron jeszcze smacznie spał, lekko pochrapując. Odetchnęłam głęboko i oparłam się głową o szybę. Słońce nie zachodziło, na niebie nie było ani jednej chmurki. Było goraco, a do tego nie było ani krzty wiatru. Przejeżdżaliśmy teraz przez pola, lasy i łąki, pojawiały się góry, oraz pagórki i wzgórza. Wjechaliśmy do tunelu. Nastała ciemność, zamknęłam oczy, aby jeszcze bardziej pogrążyć się, w ciemnościach.
Nagle pocią zaczął się zatrzymywać, przestraszona, otworzyłam oczy. Usłyszałam cichy szept. Ktoś wypowiedział zaklęcie, i pojawiły się dwa światła z końca, różdżki. Fred i George, użyli zaklęcia Lumos. Fred stał obok mnie, a George obok Ginny. Była bardzo przestraszona, spojrzała na mnie, a ja zdezoriętowana otowrzyłam lekko usta. George, teleportował się wraz z rudowłosą siostrą, która zdążyła mi posłać przestraszone spojrzenie. Zdezoriętowana spojrzałam na Freda, który zaraz pośpieszył z wyjaśnieniami. Chociaż nie były one zbyt szczegółowe.
- Hermiono, musimy się natychmiast deportować. Śmierciożercy, są tutaj. - powiedział i objął mnie ramieniem, gdy zobaczył, że się osuwam.
- A-ale, Harry ... i Ron ! A reszta ?! - prawie krzyczałam, jednak nie miałam siły by wypowiadać więcej słów.
- Harry'ego, już dawno tu nie ma, tak samo jak Rona, Dumbledore ich osobiście deportował. Resztą się nie przejmuj, musimy się deportować. - powiedział i poczułam, charakterystyczny skurcz w brzuchu. Świat zawirował mi przed oczami, zamknęłam je, aby nie patrzeć co się dzieje.
Kiedy poczułam twardy grunt pod nogami, dalej nie otwerałam oczu. Oddychałam głęboko, aby się uspokoić. Poczułam, dziwny zapach, tak jakby stęchlizny. Otworzyłam oczy. To co zobaczyłam, kompletnie zbiło mnie z tropu. Znajdowałam się, w jakimś mi nie znamnym dotąd domu. Razem z Fredem stałam na korytarzu. Ciemne, granatowe ściany, stare ciemnobrązowe schody, portrety na których byłi głownie czarodzieje ubrani w czarne lub szkarłatne szaty. Obok schodów, stał stojak na płaszcze, ale co najdziwniejsze było to, że był w krztałcie nogi trolla.
- Fred... Gdzie my jesteśmy ? - spytałam, dalej przyglądając się tajemniczemu miejscu w osłupieniu, to z pewnością nie była Nora.
- Miona, jesteśmy w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa. - powiedział Fred i spojrzał na nią, jakby o tym nie wiedziała. - Ah... No tak, precież ty nie podsłuchiwałaś. - teraz zniżył głos do szeptu.
- Gdzie ? Czego nie podsłuchiwałam ? - spytałam, jeszcze bardziej oszołomiona i zdiwiona.
- Jeszcze rok temu, w poprzednie wakacje, ja i George podsłuchaliśmy rozmowę, właśnie o Zakonie Feniksa. - powiedział Fred najciszej jak mógł. - Wszystkiego dowiesz się później, jednak to nie będzie za wiele.
Poszłam za bliźniakiem. Znaleźliśmy się w salonie, w którym siedzieli nasi przyjaciele. Ginny siedziała przestraszona, oparta głową o Harry'ego. Ron siedział obok Georga, grali w Eksplodującego Durnia. Kiedy weszliśmy do pokoju, wszystkie oczy zwróciły się na nas. Ginny wstała i podbiegła do mnie, przytulając. Ron zerwał się na nogi i wyszedł, nie mówiąc ani słowa. Harry, podszedł do mnie. Odetchnęłam z ulgą widząc wszystkich w jednym kawałku. Najbardziej na widok Harry'ego odetchnęłam, gdyż z pewnością chodziło o jego. Śmierciożercy, na pewno chcieli go porwać i dostarczyć Voldemortowi. Kiedy Ginny oderwała się ode mnie, przytulił się do mnie Harry.
- Harry .... w porządku ? - szepnęłam mu do ucha.
- Tak. - powiedział i poszedł na górę, pewnie do Rona.
Spojrzałam na Freda. Oczekiwałam na wyjaśnienia a on, to widocznie zauważył. Usiadłam razem z Ginny na kanapie, a bliźniacy na fotelach.
- Jak już wiecie, znajdujemy się w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa. Jest to tajna orgaizacja, która walczy z Voldemortem. - powiedział Fred.
- Z tego co wiemy to należą do niego nasi rodzice, Alastor Moody, Lupin, Syriusz Black, Tonks, oraz Dumbledore. NIestety więcej o tym miejscu nie wiemy. - kontynuował George, ale po chwili zamilkł.
Zamyśliłam się. A więc byliśmy w siedzibie, Kwatery Głównej Zakonu Feniksa, która walczyła z Voldemortem. Jednak nie to mnie martwiło, tak bardzo. Wiedziałam, żę w tym roku wszystko się zmieni, ale nie przypuszczałam, że już w pierwszy dzień wakacji. Nie byłam w stu procentach przekonana, kiedy to się stanie, ale myślałam, że to będzie w kolejnym roku szkolnym. Rozglądnęłam się po salonie. Granatowy pokój, tak samo jak hol. Stała w nim jednak kanapa i dwa fotele. Na ścianach były różne portrety, przypominały mi trochę rodzinę Malfoy'a. W pewnym momencie, spostrzegłam, że na jednym portrecie jest dziewczyna bardzo podobna do mnie. Miała brązowe włosy, lekko kręcone, i tak samo brązowe tęczówki. Wstałam i podeszłam do portetu. Przyjżałam mu się z bliska. Dziewczyna miała może z 3 lata. Obiecałam sobie, że zapytam się kogo kolwiek, do kogo należy ten portret i jest na nim namalowany. Usiadłam spowrotem na swoim miejscu, dalej przyglądając się pomieszczeniu. Były tu stare meble, koloru ciemnegobrązu. Szafki stały przy ścianie z portretami, a na nich zdjęcia rodzin. Na jednym z nich z pewnością, była młoda Bellatrix Leastrange. Czyżby ten dom należał do jej przodków ? Obok niej, stała mi nie znana kobieta. Miała długie bląd włosy, brązowe oczy, mały nos, pełne malinowe usta. Stała obok, jeszcze jednej kobiety, która na pewno była matką Draco Malfoy'a. Pełne malinowe usta, zielone oczy i te charakterystyczne biało - czarne włosy. Tylko jedna z nich nie była do nich podobna. Blondynka była zupełnym przeciwieństwem matki Dracona i Bellatrix. Jej rysy twarzy były przyjazne, jednak oczy nie były już takie jak twarz. Natomiast Leastrange i matka Ślizgona były do siebie podobne, jednak nie aż tak. Łączyły je tylko rysy twarzy i to, że służyły Czarnemu Panu. Oczy zupełnie inne. Spojrzałam na drugie zdjęcie. Znowu stały na nim trzy kobiety. Tym razem pod zdjęciem były imiona kobiet. Imię pierwszej z nich to Narcyza, matka Draco. W środku stała Bellatrix, jednak jej imienia nie trzeba było czytać, każdy w świecie czarodziejów znał jej imię, każdy dobrze wiedział, że służy Czarnemu Panu. A obok, stała ta sama osoba co na pierwszym zdjęciu, jednak miała inny kolor włosów, teraz były czarne. Była to nie jaka Andromeda. Spostrzegłam, że ta kobieta musiała być metamorfologiem. Umiała zmieniać kolor włosów, na taki jaki zapragnęła. Z pewnością umiała zmienić wszystko w swoim wyglądzie, jednak tutaj na tych zdjęciach zmieniała tylko, kolor włosów. Na kolejnych zdjęciach stały te same trzy kobiety. Wszytkie zdjęcia były magiczne, jednak mnie bardziej zastanawiało czy te trzy kobiety, które są na tych zdjęciach to przypadkiem nie siostry ? Albo, do kogo należy ten dom ? Spojrzałam teraz na moich przyjaciół. O dziwo siedział tam tylko Fred Weasley, natomiast Ginny i Georga nie było. Nawet nie zauważyłam kiedy zniknęli stąd nic nie mówiąc. Być może coś mówili jednak ja byłam aż za bardzo, pogrązona w własnych myślach. Spojrzałam na Freda, a nasze spojrzenia się zetknęły. Wiedziałam, że muszę to przerwać dlatego zaczęłam rozmowę.
- Kiedy będą tu twoi rodzice ? - spytałam aby uniknąć kontaktu wzrokowego, z bliźniakiem.
- Za chwilę powinni tu być. - powiedział i zaczął rozglądać się, po pomieszczeniu.
Jak na zawołanie usłyszałam trzask. Na środku pokoju stali Molly i Arthur. Spojrzeli na mnie i na Freda i od razu do nas podbiegli.
- Dzieci ! Nic wam nie jest ?! - spytała spanikowana Molly. - Nie mogliśmy przybyć wcześniej. Gdzie Harry, Ron, Ginny i George ?
- Poszli na górę. - powiedział Fred patrząc na swoją matkę.
- Och, to ja do nich pójdę. Chodźćie, z pewnością zajęli już pokoje... - powiedziała pani Weasley i wspięła się po schodach, prowadzacych na piętro.
Razem z Fredem wstaliśmy i poszliśmy za panią Weasley. Czy to miało oznaczać, że tutaj zostajemy ? Myślałam, że deportowaliśmy się tu tylko po to aby ochłąnąć, a później wrócić do Nory. A teraz ? Mieliśmy zostać w tym domu, nie wiedząc o co chodzi. Prawdę mówiąc wiedząc od czego jest Zakon, oraz ilu ma człąków. Podobno było ich więcej. Wiedzieliśmy tylko tylę, ale najwidoczniej nikt nie kwapił się, aby cokolwiek nam wyjaśnić. Byłam trochę zdenerwowana, ponieważ wcześniej zawsze przyjeżdżałam do Nory i nie mieliśmy żadnych problemów, nie przenosiliśmy się nigdzie. A teraz ? Przenieśliśmy się w nieznane dotąd nam miejsce, nie widząc gdzie ono się znajduje. Zaczęłam się poważnie martwić co do tego, czy Śmierciożercy nie wypili Eliksiru Wielosokowego i nie zamienili się w Arthura i Molly. Chociaż Molly, była zbyt troskliwa, żaden Śmierciożerca nie potrafił by być tak miły i opiekuńczy. Odetchnęłam z ulgą.
- Hermiono, tutaj jest pokój twój i Ginny. Fred twój pokój jest na prosto. - powedziała Molly, miłym głosem, jednak słychać w nim było nutkę ... Nie wiem jak to określić. Władczego tonu lub zdenerwowania. - Rozpakujcię się, potem zawołam was na obiad.
Molly zeszła po schodach. Spojrzałam na Freda, który już wchodził do swojego pokoju. Jednak kiedy zobaczył moje spojrzenie, zamknął drzwi i podszedł do mnie.
- Pamiętaj, dzisiaj o 19 w pokoju u mnie. - powiedział i wszedł do pokoju.
Westchnęłam ciężko i otworzyłam drzwi do pokoju mojego i Ginny. W tym pomieszczeniu było inaczej. Kolor ścian był fioletowy, a, meble brązu, jednak jasnego. Widać, że był to pokój jednej z dziewczyn na zdjęciu. Pomyślałam, że był to pokój Andromedy, metamorfologa. Obok wielkiej szafy, stało duże lustro w kształcie okręgu, jednak było bardziej owalne niż okrągłe. Można było powiedzieć, że było jak wielkie jajko. Po jednej stronie stało łóżko, które było zaścielone, niebieską pościelą, co mnie bardzo ździwiło. Drugie łózko natomiast było po drugiej stronie, ale zaścielone zieloną pościelą. Siedziała na nim Ginny i przyglądała mi się. Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku, które najwidoczniej Gin, przeznaczyła dla mnie. Wiedziała, że lubię jasne kolory, jednak fioletowy nie był zły. Rudowłosa natomiast, uwuelbiała zielony kolor. Czy to ciemny, czy to jasny, dla niej po prostu był wspaniały.
- Ginny, jak myślisz... Dlaczego tu jesteśmy ? - spytałam, musiałam się komuś wygadać z tego co zaoobserwowałam i o tym czego się obawiałam.
- Nie wiem. Ale myślę, że dowiemy się wszystkiego na obiedzie. - powiedziała Ginny i wstała.
Wyjęła z kufra czyste rzeczy i poszła się przebrać, do łazienki. Jakieś dziesieć minut później wyszła już całkowicie odświerzona. Była ubrana w czarną bluzkę na ramiączkach, dżinsowe spodenki oraz czerwone tampki. Włosy miała spięte w wysokiego kucyka. Rzęsy pomalowała tuszem, a usta błyszczykiem. Uśmiechnęła się promiennie, do mnie po czym wstała i podeszła do mnie.
- Hermiono ... może byś się umalowała ? Tak dla odmiany... - powiedziała, spoglądając na mnie tajemniczo. - Proszę.
Kiedy Ginny, prosiła mnie o coś, nie umiałam odmówić. Uległam, jak zawsze. - Och, no dobrze.
Młodsza Gryfonka, rzuciła mi się na szyję, dusząc mnie przy tym. - Dobrze, dobrze Ginny. Już ... Bo mnie udusisz.
Dopiero po tych słowach, rudowłosa odeszła ode mnie lekko chichocząc. Wyjęłam z kufra czyste ubrania, i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i umyłam ciało płynem, lawendowym. Wytarłam się puszystym ręcznikiem, i ubrałam się w letnią sukienkę, która była koloru białego. Miała niebieski pasek, w miejscu wcięcia w tali. Włożyłam czarne balerinki, a rzęsy pomalowałam tuszem, usta błyszczykiem i wyszłam z łazienki. Ginny spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko, usatysfakcjonowana z tego, że udało jej się mnie namówić na makijaż. Zachichotałam.
- Dzieci ! Obiad ! - krzyknęła pani Weasley.
Razem z Ginny wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się na dół. To co zobaczyłyśmy kompletnie zbiło nas z tropu.
Zmieniłam na narrację pierwszoosobową, bo jakoś tak mi lepiej pisać.
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Proszę, skomentujcie.
Bardzo fajnie się zaczyna. :) Prolog w sam raz. Szkoda, że Hermionę tak odrzucają :/ O kurcze po pierwszym rozdziale byłam kompletnie zbita z tropu. Wszyscy najlepsi przyjaciele ją zostawili... Oprócz Freda i Harry'ego. Niestety tak już jest czasami, że nawet przyjaciele mogą potwornie zranić. Fred jak zawsze umie pocieszyć. Słodziak z niego :D No, ale widzę, że przynajmniej Harry trochę się zainteresował Mioną. Mógłby spędzić z nią, ale lepszy rydz niż nic. :) Widzę Draco coś knuje. On i Ginny? Ciekawe dlaczego mu tak zależy żeby Ginevra zapomniała o Mionie. Wypad do Hogsmead był udany. Słodkie było jak Fred złapał ją za rękę. Dobrze, że Ginny nie wypiła tego eliksiru. Może pójdzie do rozum do głowy i spróbuje uratować przyjaźń z Mioną. Ta podła intryga, którą wymyślił Malfoy była niesmaczna. Dobrze, że jednak już wszystko między paczką w porządku. Wakacje w Zakonie zapowiadają się bardzo fajnie. Ciekawe co to za dziewczyna z portretu... Mam już pewne pidejrzenia. Ciekawe czy okażą się słuszne. :) Nie zrażaj się małą ilością komentarzy. Piszesz świetnie choć zdażają Ci się drobne błędy. Ale to nic. Widać, że masz pomysł na to opowiadanie. Tak trzymać. :D Czekam na dalsze (jeszcze dłuższe) rozdziały.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło, weny i oczywiście udanych wakacji! :)
[sciezkami-uczuc]
Dziękuję, za komentarz :)
UsuńNie mogę zdradzić o co chodzi w wszystkim, jednak w następnym rozdziale dowiesz się więcej o portrecie dziewczyny :)
Postaram się pisać dłuższe, jednak nic nie obiecuję. Chociaż pasowałoby aby, były dłuższe.
Na pewno wpadnę na twojego bloga. :)