wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 7 - " Hermiona rozpoznała ten głos ... "


Hermiona obudziła się. Słońce wpadało przez szpary w kotarze, które padały na jej twarz. Przetarła oczy i wstała. Wzięła czyste ubrania, oraz szatę po czym skierowała się do łazienki. Weszła pod prysznic, ciało namydliła zapachem konwalii. Po chwili wyszła, wytarła ciało ręcznikiem. Ubrała się w naszykowane ciuchy. Do dormitorium poszła po torbę i od razu zeszła po schodach. W pokoju wspólnym było, mało osób. Pewnie nie którzy jeszcze spali. Skierowała się do Wielkiej Sali, zajęła miejsce przy stole gryfonów. Nałożyła sobie sałatki i nalała soku dyniowego, do złotego pucharu. Zauważyła, rudą osobę siedzącą kawałek dalej. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Była to Ginny, siostra Rona i bliźniaków. Odrzuciła Hermionę, a przecież były kiedyś najlepszymi przyjaciółkami. Hermiona po skończonym posiłku, podniosła się i poszła w kierunku wyjścia. Ginny również się poderwała z miejsca i poszła za Hermioną. Szatynka przyśpieszyła kroku, zaczęła biec. Ginny zrobiła to samo.
- Hermiona! Proszę, poczekaj! - krzyczała Ginny
Dziewczyna nie zatrzymała się biegła dalej. Odwróciła głowę i wtedy poczuła, że o coś uderza. Upadła na posadzkę, jednak szybko się podniosła. Rozejrzała się w około, Ginny nie było, ale wiedziała, że zaraz tu przybiegnie. Hermiona schowała się za jednym z posągów, masując obolałą głowę.
- Gdzie pobiegła Hermiona? - spytała Ginny dysząc, ciężko.
- Pobiegła w tamtą stronę. - powiedział czyjś męski głos.
Hermiona rozpoznała ten głos, był to Fred. Szatynka wyszła z ukrycia i podeszła do Freda.
- Przepraszam, że wpadłam na ciebie, dziękuję, że nie powiedziałeś gdzie jestem Ginny. - powiedziała szatynka z lekkim uśmiechem do Freda.
- Nic się nie stało. Nie ma za co. - odpowiedział Fred z szelmowskim uśmiechem. Podszedł do Hermiony i ją przytulił. Pocałował ją lekko w czoło, jakby bał się, że ucieknie.
Szatynka, poczuła zapach męskich perfum. Szybko się jednak ocknęła. Odsunęła się od Freda i odeszła, bez słowa.
Fred poszedł za nią. Zobaczyła jak Hermiona, łapie się za głowę i osuwa pod ścianą. Podbiegł do niej szybko i wziął ją na ręce. Popatrzył na jej twarz i spostrzegł, że ma niebieskie oczy. Przestraszył się i czym prędzej pobiegł. Wpadł do skrzydła szpitalnego i położył Mionę na łóżku. Pani Pomfrey przybiegła od razu, pytała się Freda co się stało a później wysłała go do dormitorium.
Fred padł na łóżko i od razu zasnął. Śniła mu się szatynka.

~*~

Fred obudził się. Wstał z łóżka i poszedł do łazienki. Przypomniał sobie cały wczorajszy dzień. Nie mógł sobie wybaczyć tego, że Hermiona leży w skrzydle szpitalnym. Uważał, że jest winny za to, że się tam znalazła. Nie wiedział dlaczego szatynka zemdlała. W duchu miał nadzieję, że to nie przez niego, bo ona mogłaby mu tego nie wybaczyć. Chociaż Hermiona nie jest obrażalska. ,, Przecież nie wiesz jaka ona jest `` - powiedział cichy głosik w głowie Freda.
To prawda. Rudowłosy nie miał pojęcia jaka jest Hermiona. Zdał sobie z tego sprawę nie dawno, jednak wciąż nie mógł uwierzyć, że wie o niej tak mało. Znali się przecież tyle lat, a Fred nawet nie wiedział jaki ma charakter lub co lubi. Postanowił, że postara się odkryć to w najbliższym czasie. Do końca szkoły pozostały 2 dni.
Wiedział, że Hermiona jedzie do nich na wakacje do Nory. Na całe pełne dwa miesiące. Będzie mógł spędzać z nią więcej czasu i pozna ją.
Po wyjściu z łazienki Fred poszedł do skrzydła szpitalnego.

~*~


krótki ale jest .

Zapraszam do komentowania ;0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszelkie wiadomości, spamy zostawiajcie w zakładce " Sowiarnia " .