wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 24 ,,nie odstępowała na krok książek"


Stałam przed bardzo dziwnym domem. Wielki, potężny budynek,który mógł się nie długo rozpaść na części. Dom ten, miał trzy piętra i jedno wielkie poddasze. Dach był jakby różowo-bordowy. Po podwórku ganiały się kury, ale to nie było wszystko. W rogu ogródka stał jakiś stary samochód, zapewne nie nadający się do użytku. Ciekawiło mnie to, czy w tym domu jest coś co chociaż trochę przypominałoby ogród, bo dobrze by było posiedzieć, w tak ciepłe dni na dworze. W końcu jak dowiedziałam się od bardzo miłej kobiety, a dokładniej Molly Weasley, właścicielki tego domu, miałam tutaj spędzić resztę wakacji. Kobieta była niska, pulchna, jednak nie gruba. Ale istotnym faktem było to, że miała rude włosy. Może to był zbieg okoliczności, ale pomyślałam, że to ma jakiś związek z moim snem. Chłopak też był rudy.
Dzisiaj rano zostałam wypisana ze szpitala i od razu trafiłam do rąk tej kobiety. Nie wiedziałam kim dla mnie była, jednak czułam, że jest dobrą osobą. Usłyszałam, jak lekarz mówił do rudowłosej kobiety, że straciłam pamięć. Najgorsze było to, że nie wiedzą kiedy wróci. Obawiałam się, że nigdy nie dowiem się kim jestem. Jak każdy chciałabym mieć normalne życie takie jak wcześniej, bo jakieś na pewno miałam, prawda? Kobieta zdążyła mi powiedzieć, że uczęszczam do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Wytłumaczyła mi, że jestem czarodziejką, która nie odstępowała na krok książek. Zdziwiłam się. Czy byłam aż tak dobra w czarach? To się jeszcze okaże. Innymi dobrymi informacjami było dla mnie to, że dowiedziałam się jak mam na imię. Hermiona, Jean Granger. Dodatkową rzeczą, która się wyjaśniła był sen. Chłopak musiał mnie znać, bo skąd znałby moje imię? Moi rodzice to mugole, czyli nie magiczni ludzie. Uśmiechnęłam się, po raz pierwszy tego dnia. Nareszcie! Nie wszystko pozostaje zagadką. Oby tylko pamięć wróciła do końca wakacji... Nie chcę żyć, tak jakbym musiała zaczynać wszystko od nowa. Deportowaliśmy się pod dom, w którym miałam zamieszkać. I tak oto, teraz mu się przyglądam.
- Kochanieńka mam nadzieję, że twoja pamięć powróci. Witaj w Norze. - powiedziała pulchna kobieta i uśmiechnęła się szczerze.
Odpowiedziałam jej tym samymy i przekroczyłam próg Nory. Zaparło mi dech w piersiach. Dom był niezwykły! Piękny duży salon, z wielką kanapą i fotelami, jadalnia z widokiem na polanę i las w oddali. Kuchnia również była piękna. Ale najbardziej zainteresował mnie zegar, z twarzami za pewne jej synów, męża i córki. Zegar ten wskazywał miejsce, w którym znajdowały się jej dzieci. Byłam zafascynowana tym miejscem, nigdy nie widziałam czegoś tak niesamowitego! Przecież, nie pamiętasz niczego, więc jak mogłaś to widzieć... Jednak wydawało mi się, że musiałam tutaj być, bo skąd znałaby mnie ta kobieta?
- Hermiona wróciła! - wykrzyknęła, a ja usłyszałam tupot stup na schodach.
W tym momencie ukazały mi się cztery rude czupryny! Byłam w szoku! Czy tutaj cała rodzina była ruda? Prawdę mówiąc, od razu kiedy ich zobaczyłam stwierdziłam, że podobają mi się ich czupryny.
Spojrzeli na mnie wyczekującym wzrokiem. Chyba już wiedzieli, że straciłam pamięć. Ja tylko się uśmiechnęłam jednak po chwili zbladłam... Chłopak w moim śnie... Był tutaj! Tylko, że było ich aż dwóch! Stali obok siebie, jeden wpatrywał się we mnie, a drugi miał spuszczony wzrok. Pierwszy chłopak był wyższy od drugiego zaledwie parę centymetrów. Od razu poznałam, że to nie on. Chłopak z mojego snu miał ciemniejsze oczy. Piękne, czekoladowe oczy. Niestety, nie mogłam zobaczyć oczu drugiego chłopca bo miał spuszczoną głowę. Obok stał niższy chłopiec. Brązowe oczy, chyba w moim wieku. Nie zainteresował mnie zbytnio, bo po jego lewej stronie stała długowłosa, ruda osóbka. Była najmniejsza z nich wszystkich, jednak z wyglądu byli bardzo podobni. Widać było, że są rodziną.
- Pamiętasz ich? - odezwała się kobieta, która przyprowadziła mnie tutaj.
Spojrzałam na nich i zauważyłam, że chłopak, który miał spuszczoną głowę podniósł ją tak, że mogłam spojrzeć mu w oczy. Tak! To był on! Chłopak, z którym rozmawiałam  śnie.
- On wydaje mi się znajomy... - wskazałam lekko palcem, na drugiego chłopaka, a jego oczy zaszkliły się blaskiem i zaczęły w nich skakać wesołe ogniki. - To chłopak z mojego snu.
Nagle jego twarz zmieniła się. Znowu stał się smutny i jakby odpłynął gdzieś daleko. Czyżbym sprawiła mu jakąś większą przykrość niż powinnam?
- Może Ci ich przedstawię... Mam siedmioro dzieci, z czego czwórka tutaj mieszka. Bill, Charlie, Percy, są najstarsi. George i Fred, są zaraz po nich. - wskazała kobieta palcem najpierw na pierwszego chłopaka, a potem na tego obok. - Ron, chodzi z tobą do klasy. A to Ginny, moja jedyna córka.
Uśmiechnęłam się do nich wszystkich, jednak oni nie podzielali mojego entuzjazmu. Musiałam być dla nich bliską osobą, bo nieznajomi by tak nie zareagowali. Patrzyłam się na nich na próżno próbując sobie coś przypomnieć. Westchnęłam cicho i spuściłam głowę. Było mi przykro, widząc ich puste oczy, brak uśmiechu. Doszłam do wniosku, że musieli mnie bardzo dobrze znać. Może nawet byliśmy gdzieś daleką rodziną? Teraz pozostaje mi tylko zdać się na ich pomoc, a przede wszystkim pamięć. Czekałam tylko aby ktokolwiek z nich się odezwał choćby słowem. Nie wiem ile tak staliśmy w milczeniu, ale czułam, że trwa to za długo. Chciałam to przerwać, lecz nie wiedziałam jak. Ku mojemu zdziwieniu, odezwała się rudowłosa dziewczyna o imieniu Ginny.
- Chodź Hermiono, pokażę Ci twój pokój.
Weszła po schodach na górę, a ja powlokłam się za nią.
Tak na prawdę nie wiedziałam co mnie czeka w całkiem nowym świecie. W prawdzie, wszystko było dla mnie nowe, tajemnicze, bez rozwiązania. Jednak myśl, że z czasem będzie lepiej dawała mi jakiekolwiek pocieszenie. Tylko, jak długi mógłby być ten czas?
Na piętrze było dużo pokoi. Po lewej stronie trzy, a po prawej dwa. Pierwszy pokój po lewej stronie miał tabliczkę z napisem Ginny, następny Ron. Wyglądało na to, że 3 pokój był niezamieszkany. Po prawej stronie zaś, był pokój Freda i George'a, oraz kolejny pusty pokój. Hol koloru beżowego, idealnie kontrastował z jasnymi, drewnianymi drzwiami. Uśmiechnęłam się w duchu na myśl, że spędzę tutaj dużo czasu.
- Możesz wybrać, który chcesz. - Ginny uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
Zastanowiłam się chwilę. Stwierdziłam, że po prawej stronie będzie mi lepiej mieszkać, gdyż Fred i George wyglądają na zabawnych, ale nie odebrałam jakiegoś negatywnego i złego zachowania z ich strony. Cóż, pozory często mogą mylić, jednak ja poszłam na żywioł.
- Wezmę te po prawej. - wskazałam na pokój i zamrugałam parę razy. Obok mnie pojawił się jeden z bliźniaków. Od razu stwierdziłam, że to Fred.
- Pomogę ci. - powiedział prawie nie słyszalnie.
Ja tylko westchnęłam i poczłapałam za nim do mojego nowego pokoju. Fred postawił moją walizkę obok łóżka a ja zaczęłam się rozglądać. Pokój, jak pokój. Kolor był taki jak w holu, okno, łóżko z niebieską narzutą, komoda, szafa i toaletka. Po prawej stronie były drzwi do łazienki. Uśmiechnęłam, się i stwierdziłam, że na dole będę musiała tylko jeść. A tak, mam całe królestwo dla siebie. 
- Na prawdę nic nie pamiętasz? - spytał, a ja bałam się odwrócić i mu odpowiedzieć. Czemu mu tak na tym zależało?
- Przykro mi, ale nie. - odparłam, jednak się nie odwróciłam. - Mogę Cię o coś spytać? 
Odwróciłam się. Chciałam wiedzieć co nas łączyło. Przyjaźń, czy kochanie? 
Kiwnął tylko głową, a ja odetchnęłam głęboko i zebrałam w sobie odwagę. 
- Miałam sen. Byłeś w nim ty, Fred. Wydawało mi się... Jakbyśmy.. No... Byli kimś więcej... - jąkałam się niemiłosiernie. Dlaczego nie mogłam się w prost zapytać? 
- Co masz na myśli? 
Zdenerwowałam się. To chyba z tych nerwów. No dalej Hermiono! Dasz sobie radę. 
- Łączy nas coś więcej niż przyjaźń? - wypaliłam szybko i spuściłam wzrok. Moje buty wydały się bardzo interesujące. 
Fred nie odpowiedział. Stał i wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Nie wiedziałam co sobie myśleć, przecież może nawet nimi nie byliśmy! Och, boże, co za głupota mi się na myśl nasunęła..
- Tak. 
Odpowiedział i tak po prostu wyszedł. Co miałam sobie pomyśleć? Krótka, ale niezbyt treściwa odpowiedź. Postanowiłam, że się prześpię i potem pomyślę. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Podeszłam do łóżka i wtuliłam się w miękką i pachnącą różami poduszkę. Nie upłynęło dużo czasu a odpłynęłam w głębokie krainy snu. 

~*~

Wow! To już 24 rozdział na tym blogu. Nie mogę w to uwierzyć. Rok temu, zaczynałam i stawałam na 4 rozdziałach mówiąc sobie, że nie dam rady. A tu taki niespodziewany zwrot akcji. 
Dzisiaj wchodzę na bloggera, a tutaj 1717 wyświetleń! Dziękuję wszystkim, którzy komentowali, wchodzili i czytali moje wypociny, mimo, że nie skomentowali. 
Dziękuję między innymi: 
~Crystaleth,
~Narcyzie,
~Tonks Gryfonce.
Tutaj są osoby, które ostatnio komentowały. Jeśli kogoś pominęłam to przepraszam. 
Podziękowania należą się też anonimą, bo pojawiły się tutaj takie komentarze.
Wiem, kolejny krótki rozdział. Jednak chcę aby ten blog potrwał jak najdłużej i muszę was podtrzymać w napięciu :).
Komentujcie!

Pozdrawiam.
~Tymbarkowa.

3 komentarze:

  1. Jeej! Jako pierwsza komentuję! Gratuluję ci tych 24 rozdziałów. Hmm co mam powiedzieć o tym rodziale? Przedewszystkim przeczytałam go bardzo szybko. Aż za :c. Cudowne, tajemnicze opowiadanie. Za dużo nam nie wyjaśniłaś :< Ale i tak wonderful!!!
    Hm. Bardzo mnie ciekawi czy coś zajdzie między nimi? Czy też nagle sobie przypomni o tym wszystkim. Ale to tylko takie moje refleksje. Dałaś radę i szbko napisałaś ten rodział. Wspaniale! Masz wenę i talent! No to czekam.. Weny życzę oraz miłego dnia!!!
    P.S Świetnie piszesz. Naprawdę
    Pozdrawiam
    #Narcyza

    OdpowiedzUsuń

  2. Szczerze powiem, że bałam się że oprzesz się dalej na moim blogu. po poprzednim rozdziale nie wiedziałam zbytnio co napisać, bo trudno pisać o czymś co jest podobne do swojej twórczości. Jednak pozytywnie mnie zaskoczyłaś i fajnie to wymyśliłaś:D Zobaczymy jak ten wątek dalej rozkręcisz i życzę weny oczywiście, a także wesołych świąt :)
    PS Nowy rozdział u mnie na http://tworcakremowki-namieszlgranger.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie wiadomości, spamy zostawiajcie w zakładce " Sowiarnia " .