sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 23: ,,Hermiona, moja ukochana Hermiona..."


Co się mogło jeszcze stać? Czemu to tak długo trwa? Dlaczego jest na operacji?! Widziałem jej ranę, to było rozcięcie, chociaż krwi było dużo. Może tylko zszywają rozcięcie? Chciałem się uspokoić jednak nie mogłem. Wszystko już się układało tylko, mój głupi brat musiał się wtrącić! Mógł się o nią starać, póki nie pokochała mnie... W ogóle od kiedy on żywi do niej takie uczucie? 
Gdyby się dłużej i dogłębniej zastanowić, można by stwierdzić, że od czwartego roku w Hogwarcie, parę miesięcy przed Balem Bożonarodzeniowym. Jak mogłem tego nie zauważyć? 
I kolejny problem. To wszystko przeze mnie! Mogłem wcześniej zareagować! Teraz miałbym ją przy sobie, nie bojąc się, że ktoś nam przeszkodzi albo znowu ją chwilowo stracę. Tak jak wtedy, gdy nasz dom się zawalił. Tylko ona została w środku, a to na niej mi najbardziej zależało. I znowu sytuacja się powtarza. Nie chcę jej tracić zwłaszcza teraz, kiedy już jesteśmy razem... Kocham ją do szaleństwa i nie mogę przestać o niej myśleć! Czuję się jakbym unosił się trzy metry nad niebem, a nawet wyżej. Nie wyobrażam sobie mojego dalszego życia bez niej. Zupełnie straciłem głowę dla dziewczyny, która wcześniej była tylko przyjaciółką mojego młodszego brata. Wtedy kiedy jeszcze tak dobrze się nie znaliśmy, była bliżej z George'm niż ze mną. Cieszę się, że mogę ją co dziennie ją poznawać i odkrywać na nowo. Hermiona jest wyjątkową osobą i każdy powinien ją doceniać i wielbić, każdego dnia. Dziwię się, że do tej pory nie miała żadnego chłopaka. Jest piękna, mądra, inteligentna, poczucia humoru jej nie brakuje. Fakt, czasami zatraca się w nauce, zapominając o całym otaczającym ją świecie, jednak nie mam jej tego za złe. Rozumiałem to, że lubi się uczyć, najwidoczniej tak odpoczywa. Ale teraz nie kiedy już ją mam przy sobie nie oddam jej nikomu. Chce się nią nacieszyć, jednak również nie przeszkadzać wtedy kiedy będzie chciała porozmawiać z innymi. Muszę dać jej swobodę, aby nie wyjść na egoistę czy zazdrośnika, który od razu gdy z kimś porozmawia oskarży ją o zdradę. 
Kiedy tak rozmyślałem podszedł do mnie lekarz. Spojrzałem na niego z nadzieją, że wszystko w porządku, jednak nie mogłem odczytaj jego wyrazu twarzy.
- Wszystko powinno być dobrze. Dopiero jutro może ją pan odwiedzić. Jak na razie musi odpocząć.
Pokiwałem tylko głową i deportowałem się do domu. Mogłem już tylko czekać. Wiedziałem tylko, że wszystko jest dobrze, chociaż stu procentowej pewności nie miałem. 

~*~ 

Miałam dziwny sen. Przed moimi ukazywała się polana, z pięknymi, kolorowymi kwiatami, w około pełno drzew, a przede mną stoi wysoki, rudowłosy chłopak, o brązowych tęczówkach. Był przystojny i to bardzo. Miałam wrażenie, że już go gdzieś widziałam, jednak nie mogłam sobie przypomnieć kim jest. Czyżbym go znała? Kiedy mnie zobaczył podbiegł do mnie i wziął mnie w ramiona. Ja zaskoczona, spojrzałam mu w oczy, a w nich zobaczyłam radość, ciepło, troskę, miłość. On natomiast dalej nie zważając na moje spojrzenie, tulił mnie dalej. Mimo to, że go nie znałam było mi wspaniale. Ciepło emanujące od niego i jego piękne oczy wpatrzone we mnie. Teraz gdy tak trwaliśmy w ucisku, nie chciałam aby ta chwila się zakończyła. Jednak kiedyś musiało się tak stać. Jak na zawołanie, chłopak oderwał się ode mnie. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, jednak on najwidoczniej tego nie zauważył. Przybliżył swoją twarz do mojej. Zrozumiałam, że chce mnie pocałować. Znaliśmy się aż tak dobrze, że moglibyśmy się pocałować? Czy byłam jego dziewczyną? 
Zrozumiałam, że nie mogę go pocałować. Nie znam go! 
Odsunęłam się od niego gwałtownie, rumieniąc się i spuszczając głowę w dół. Nie odważyłam się podnieść głowy, więc czekałam aż usłyszę jego głos. Chciałam aby coś powiedział, cokolwiek.
- Nie pamiętasz mnie? 
Jego głos był aksamitny, gładki i spokojny. Jednakże można było wyczuć nutkę goryczy, strachu. 
- Nie, znamy się? - zebrałam się na odwagę i podniosłam głowę. 
Wtedy gdy usłyszał moje słowa, jego wyraz twarzy zaczął się gwałtownie zmieniać. Wyglądał jakby stracił wszystko najważniejsze co miał. Oczy wyrażały jedną, wielką pustkę. Przestraszyłam się, bo co jeśli byłam dla niego kimś ważnym? 
- Hermiona? - spytał poważnie, jednak głos mu drżał. Za pewne ze strachu.
Spojrzałam na niego, jak na głupiego. Kim była Hermiona? Nie znam żadnej Hermiony! Może mnie z kimś pomylił? 
- Jaka Hermiona? - zapytałam patrząc na niego uważnie. Z każdą sekundą zaczęłam być coraz bardziej ciekawsza niż wcześniej. 
Rudowłosy chłopak spojrzał na mnie. Widocznie stwierdził, że to nie ja jestem osobą, której szuka. Uśmiechnęłam się lekko do niego i zaczęłam się rozglądać. Było lato, powiewał lekki wietrzyk, słońce świeciło. Ale nie mogłam się tym nacieszyć. Chłopak dalej nie dawał mi spokoju.
- Jak masz na imię? - spytał, świdrując mnie wzrokiem. Widocznie bardzo obawiał się mojej odpowiedzi.
Właśnie! Jak mam na imię? Nie zastanawiałam się nad tym. Usiłowałam sobie przypomnieć, cokolwiek z mojego życia, co pomogłoby mi odpowiedzieć na pytanie, zadane przez rudego chłopaka. Pomimo pytania, z jego strony, dla mnie było to tak samo ważne jak dla niego. Nie wiem ile się tak zastanawiałam, może godzinę, więcej? Odważyłam się i odpowiedziałam:
- Nie wiem. 
Wtedy nawet nie zdążyłam na niego spojrzeć, a obraz zaczął się rozpływać. Wszystko w około stało się zamazane i czarne, miejscami nawet białe. 
Obudziłam się cała zlana potem. Nie wiedziałam nawet dlaczego tak się stało. Chciałam się uspokoić jednak nie potrafiłam. Musiałam zapomnieć o tym śnie, bo z pewnością nic nie znaczył. Nie znałam żadnego rudowłosego chłopaka, ale jednak wiedziałam, że być może gdzieś go widziałam. Jednak to mi nie wystarcza. Muszę się dowiedzieć kim on jest. Sen był taki tajemniczy, dziwny, nie spodziewany... Co mógł oznaczać? Przecież doskonale wiem jak mam na imię! Mam na imię... Mam na imię... Czemu nie mogę sobie przypomnieć jak mam na imię? Przecież nie urodziłam się dopiero teraz! Wybudziłam się ze snu, a to co innego. Co się takiego stało, że nie pamiętam swojego imienia?
Rozejrzałam się wokoło i stwierdziłam ponownie, że nie wiem gdzie jestem. W ciemności wszystko wyglądało inaczej, ale wydawało mi się, że jestem w białej sali. Nic więcej nie mogłam dostrzec. Mimo to, że w sali było okno i była pełnia księżyca, ja nic nie widziałam. Przeraziłam się. Gdzie mogłam być? Nie dane mi było się zastanowić ponieważ zasnęłam, oddając się w objęcia Morfeusza.

~*~

Powoli otwierałem oczy. W końcu ostatecznie się obudziłem. Spałbym dalej gdyby nie promienia słońca, wpadające do pokoju mojego i George'a. W ułamku sekundy przypomniałem sobie, co się wczoraj stało. Hermiona, moja ukochana Hermiona, leży w szpitalu, a to wszystko przez tego głupka Rona! I on ma czelność nazywać się moim bratem? Też mi coś...
Przeciągnąłem się i wstałem z łóżka. George nadal spał, a ja nie postanowiłem go budzić. Wziąłem czyste rzeczy i skierowałem się ku łazience. Szybki prysznic, ciuchy już na sobie. Brakowało mi tylko tego łobuzerskiego uśmiechu, który zawsze mi towarzyszył. Ale co miałem poradzić. Uśmiech wróci tylko wtedy, gdy upewnię się, że z Hermioną wszystko w porządku. 
Zszedłem na dół i zastałem tylko moją matkę. Widocznie musiało być bardzo wcześnie skoro, nikogo nie było przy stole. Mama zawsze nad budziła, przy tym karcąc nasze lenistwo. Zawsze z moim bratem bliźniakiem wstawaliśmy najpóźniej w całym domu. 
- Cześć. 
Matka wzdrygnęła się i kiedy się obróciła, uznałem, że coś jest nie tak. Miała podkrążone i podpuchnięte oczy, tak jakby płakała. Czyżby chodziło o Hermionę?
- Mamo co się stało? Płakałaś? Chodzi o Hermionę? - zasypałem ją górą pytań, a odpowiedzi dalej nie usłyszałem.
- Freddie... Hermiona... Bo ona.. - matka nie mogła z siebie wykrztusić niczego. Ja natomiast cały z nerwów gotowałem się w środku.
- No powiesz wreszcie?! - prawie krzyknąłem, trudno było kontrolować mi to co ze mną się dzieje.
- Ona... nas nie pamięta... Nikogo... 
Stałem i patrzyłem na nią, wielkimi, brązowymi, zawsze radosnymi oczyma, które teraz wyrażały kompletną pustkę. Jakby były czarną dziurą. Moja mała, słodka Miona mnie nie pamięta? 


~*~ 

I oto nowy rozdział, mam nadzieję, że się spodoba. Starałam się jednak dla mnie znowu jest za krótki. Dziękuję, za pozytywne komentarze i zachęcam do kolejnych!


~Tymbarkowa.


3 komentarze:

  1. Oo! Bardzo wspaniały rozdział! Tak przyjemnie mi się go czytało. Podobało mi się także ten sen Miony. Nie mam żadnego Ale. Porostu cudo! Nie przejmuj sie krótkością rozdziału! Dla mnie był w sam raz! Znowu kończysz na takim ważnym momencie.
    No to czekam na kolejny rozdział! Weny życzę! Pisz szybko
    #Narcyza

    OdpowiedzUsuń
  2. http://oceniamyblogii.blogspot.com/2014/08/mimo-ze-serce-pragnie-rozum-nie-pozwala.html <-- w naszej ocenialnii właśnie pojawiła się ocena twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie wiadomości, spamy zostawiajcie w zakładce " Sowiarnia " .