sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 25 ,,...moją bratnią duszą"


Dlaczego to spotkało akurat mnie?! Zasłużyłem sobie na to?! Nie pamiętała mnie, a co gorsza nie kochała. Wiedziałem tylko, że byłem w jej śnie. Oby to był dobry znak, nie chcę żeby pomyślała, że jestem kimś zupełnie dla niej obcy. Wiedziałem, że teraz mogę szukać wsparcia tylko i wyłącznie u George'a. Był dla mnie bardzo ważnym członkiem rodziny, moją bratnią duszą. Wyszedłem z pokoju, chciałem znaleźć George'a. Liczyłem na to, że on mi pomoże. George, był w ogrodzie. Rozmawiał z Ginny, która nie wyglądała za dobrze. Podpuchnięte oczy, niedbałe ubranie, oraz jej ręce przypominające trzęsienie się ziemi. Westchnąłem tylko i podszedłem do brata.
- George, możemy porozmawiać? - spytałem cicho. Od paru dni, nie mogłem mówić normalnie jak zazwyczaj. Zdziwiłem się, wszyscy mówili tak jak powinni. Ale co mogłem zrobić?
Ten widząc w jakim jestem stanie, kiwnął głową. Rzucił Ginny ,,Trzymaj się." I skierował się ze mną do naszego pokoju. Usiedliśmy na swoich łóżkach.
- Dlaczego nic nie pamięta? - spytałem George'a po chwili. - Uderzenie nie mogło być tak silne. Nasz brat to wątły gówniarz!
- Uderzyła o blat, czego mogliśmy się spodziewać? - odparł bliźniak, zarazem pytając.
- Urazu, a nie utraty pamięci. - zdefiniowałem krótko.
- Fred, wiem, że jest ci ciężko. Kochasz ją, a ona kochała ciebie. Nic do stracenia.
- Właśnie George. Kochała, nie wiadomo czy pokocha. - szepnąłem cicho.
Teraz po stracie pamięci może być całkiem inną osobą. Kto wie czy drugi raz pokocha tego samego człowieka? Hermiona przez utratę pamięci, może zmienić wszystkie poglądy, jakie wcześniej wygłaszała. Nie musi już zatracać się w książkach, tak samo jak być nieśmiałą osobą. Mam nadzieję, że nie wpłynie to też na jej charakter. Mogłoby to poskutkować zmianą domu w Hogwarcie.
- Gdzieś w głębi na pewno coś do ciebie czuje. Musimy pomóc jej przełamać blokadę. - powiedział George, uważnie badając mnie wzrokiem. Chciał wiedzieć jak zrozumiem te słowa.
Blokadę? Czyżby George, miał na myśli, że Hermiona ta, którą tak dobrze wszyscy znamy, jest jeszcze z nami, tylko jakieś wspomnienie, myśl, lub coś niedokończonego nie pozwala jej na bycie sobą? Może gdyby pokazać jej, uświadomić jak dla nas jest ważna, wróciłaby do nas?
- Masz na myśl, że gdyby Hermiona nas bliżej poznała wszystko by wróciło do normy?
George spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem. Myślał o tym samym, ale znalazł nowy sposób.
- Tak. - przytaknął. - Jednak nie powinna poznać nas wszystkich. Na początek powinieneś być to ty. Na osobę, którą kochała zareaguje najlepiej. Potem Harry, Ron, Ginny i ja.
Na dźwięk imienia Ron zagotowało się we mnie. Ale George miał rację. Skoro nic nie pamiętała to być może Rona może uznać za przyjaciela.
- Spróbuję George. - powiedziałem i wyszedłem z pokoju, kierując się do pokoju obok.
Zapukałem cicho do drzwi. Po chwili usłyszałem ciche ,,Proszę" i już wchodziłem do środka.
Na łóżku leżała dziewczyna, o której przed chwilą rozmawiałem z George'm.
- Jak się czujesz? - spytałem podchodząc do niej.
Uśmiechnęła się i wskazała na miejsce obok siebie.
- Wszystko w porządku, nie musisz się martwić.
- Nie chcę cię męczyć, ale... Przypomniałaś sobie coś? - spojrzałem na nią, próbując wyczytać coś z jej pięknych, brązowych oczu. Na próżno.
Starałem się od nich oderwać, ale nie mogłem. To było silniejsze ode mnie. Kiedy w nie spoglądałem zawsze w nich tonąłem. Zdarzało mi się to coraz częściej, od kiedy się w niej zakochałem. Dlaczego tak się działo? Nie wiedziałem.
- Nie. Opowiesz mi coś o mnie? - spytał pośpiesznie, pełna ciekawości.
Tak to z pewnością ta Hermiona, którą znamy.
- No cóż... Jesteś inteligentna, mądra, piękna, zabawna, dowcipna, przyjacielska, ambitna, bystra, cierpliwa, czuła, kochana, delikatna, dobra, energiczna, miła, nieśmiała, niezależna od innych, obowiązkowa, odpowiedzialna, odważna, olśniewająca, pełna życia, pilna, niekiedy pewna siebie... Dużo by wymieniać. Pracowita, przyjemna, punktualność, to twoja najważniejsza cecha. Zawsze przychodziłaś na czas. Co jeszcze mógłbym o tobie powiedzieć? Rozmowna, samodzielna, niekiedy potrzebujesz czyjegoś wsparcia. Czasami myślisz tylko o dobru innych,ąż za bardzo.Skromna, słodka, stanowcza, zdarza ci się być surową osobą. Jest tego jeszcze więcej...
- Ciekawe, mów dalej. - powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się do mnie jeszcze szerzej.
- A więc... Sympatyczna, szczera, tolerancyjna, jednakże nie do przesady. Jesteś uparta, jak postawisz na swoim to koniec. Uprzejma, urocza, urzekająca, czarująca, utalentowana. wdzięczna, wrażliwa, wspaniała, wyrozumiała.
- Dlaczego mówisz o mnie w samych superlatywach? Ani jednej wady? - spytała zaskoczona. - Piękna, kochana, olśniewająca, słodka, urocza, urzekająca, czarująca? Nie sądzę bym taka była. 
- Ależ jesteś. Wiem co mówię. Większa połowa Hogwarckich chłopców, wymieni połowę twoich cech. Oczywiście w dobrym znaczeniu. 
- Jak na ciebie mówię? 
- Fred, Freddie. - odparłem. Czy mogło być to dla niej takie ważne?
- Więc Freddie, opowiedz mi coś o sobie. - zaskoczyła mnie. Czyżby chciała mnie bliżej poznać?
- Na prawdę muszę? - spytałem robiąc minę słodkiego psiaczka. Nie lubiłem mówić o sobie. Zawsze byłem gorszy od innych i za takiego się uważałem. 
Hermiona zachichotała. W końcu uległem, pod jej błagalnym spojrzeniem. 
- Cóż... W Hogwarcie uważają mnie za żartownisia, jednego z najprzystojniejszych od czasów Huncwotów. - spojrzałem na nią, z pytającym spojrzeniem. Chciałem wiedzieć czy tłumaczyć jej kim byli Huncwoci. Ona tylko kiwnęła głową, na znak, że nie. - A tak na prawdę jestem... Trochę arogancki, ciekawski, denerwujący, dowcipny, zdarza mi się bycie dumnym, urażając tym innych. Energiczny, gadatliwy, ironiczny. Muszę się wykłócać, o to co mi nie pasuje. Lekkomyślny, leniwy, zbyt pewny siebie...
Nie dokończyłem bo szatynka mi przerwała. 
- Nie, wcale tak nie jest. Tutaj przede mną, jesteś skromny, mało rozmowny. Mówisz dopiero wtedy jak cię o to poproszę. Jakbyś się mnie bał, albo czekał na przyzwolenie. Skoro mówisz, że jesteś największym żartownisiem w Hogwarcie, to co prawda nie musisz być obowiązkowy, co za tym idzie oceny nie są wybitne, ale dobre. Pełen życia, przyjemny, miły. Z pewnością jesteś mądry i inteligentny, cierpliwy. Sympatyczny. Mam wrażenie, że jesteś też uparty, bo sądząc po twoim nastroju wcale być tu nie przyszedł gdyby nie ja. Mam racje? 
Nie wiedziałem co jej powiedzieć. Mimo, że straciła pamięć, znała mnie na wylot. George miał rację nie wszystko jest stracone!
- Tak... Straciłaś pamięć, a jednak wiesz o mnie więcej niż własna matka. 
- Mam dziwne wrażenie, że jesteś dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem. Ginny, Ron, George, nie przyszli jeszcze tutaj ani razu. Za to ty nie dajesz mi spokoju. Powiedziałeś mi, że łączy nas więcej niż tylko przyjaźń. Więc co?
Serce mi zamarło. Czy ona w ogóle straciła pamięć?! Cały czas czuję jakby była tą samą Hermioną co zawsze! Nic, a nic się nie zmieniła! Jak to możliwe, że kierując się tylko i wyłącznie wrażeniem i uczuciami potrafi powiedzieć o mnie więcej niż ja sam?! Chyba zwariowałem, ale przez to jeszcze bardziej ją kocham. Co jej odpowiedzieć? Mam powiedzieć, że jesteśmy parą, ja kocham ciebie, a ty mnie? Zbyt oklepane i zbyta banalne. Jak ona na jakąkolwiek wersje zareaguje? Mimo wszystko domaga się odpowiedzi i powinna ją znać cokolwiek się stanie.
- Zanim straciłaś pamięć, w tym samym dniu wyznałem ci miłość. Zostaliśmy parą, a potem miałaś już ten wypadek.
- Wyznałeś mi...  Co? - spytała rozkojarzona i zaskoczona. 
Wiedziałem, że tak się stanie. 
- Miłość. Wyznałem ci miłość. I ty zrobiłaś to samo. 

~*~

Cześć i czołem!
Rozdział jak obiecałam pojawił się jeszcze w tym tygodniu. Co prawda późno, ale lepiej późno niż wcale. Wyszedł mi fatalnie, zupełnie nie tak jak chciałam. Wydaje mi się krótszy niż zazwyczaj i jakże oklepany. 
Pozdrawiam wszystkich czytelników mojego bloga i zachęcam do komentowania! ;*

~Tymbarkowa  

wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 24 ,,nie odstępowała na krok książek"


Stałam przed bardzo dziwnym domem. Wielki, potężny budynek,który mógł się nie długo rozpaść na części. Dom ten, miał trzy piętra i jedno wielkie poddasze. Dach był jakby różowo-bordowy. Po podwórku ganiały się kury, ale to nie było wszystko. W rogu ogródka stał jakiś stary samochód, zapewne nie nadający się do użytku. Ciekawiło mnie to, czy w tym domu jest coś co chociaż trochę przypominałoby ogród, bo dobrze by było posiedzieć, w tak ciepłe dni na dworze. W końcu jak dowiedziałam się od bardzo miłej kobiety, a dokładniej Molly Weasley, właścicielki tego domu, miałam tutaj spędzić resztę wakacji. Kobieta była niska, pulchna, jednak nie gruba. Ale istotnym faktem było to, że miała rude włosy. Może to był zbieg okoliczności, ale pomyślałam, że to ma jakiś związek z moim snem. Chłopak też był rudy.
Dzisiaj rano zostałam wypisana ze szpitala i od razu trafiłam do rąk tej kobiety. Nie wiedziałam kim dla mnie była, jednak czułam, że jest dobrą osobą. Usłyszałam, jak lekarz mówił do rudowłosej kobiety, że straciłam pamięć. Najgorsze było to, że nie wiedzą kiedy wróci. Obawiałam się, że nigdy nie dowiem się kim jestem. Jak każdy chciałabym mieć normalne życie takie jak wcześniej, bo jakieś na pewno miałam, prawda? Kobieta zdążyła mi powiedzieć, że uczęszczam do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Wytłumaczyła mi, że jestem czarodziejką, która nie odstępowała na krok książek. Zdziwiłam się. Czy byłam aż tak dobra w czarach? To się jeszcze okaże. Innymi dobrymi informacjami było dla mnie to, że dowiedziałam się jak mam na imię. Hermiona, Jean Granger. Dodatkową rzeczą, która się wyjaśniła był sen. Chłopak musiał mnie znać, bo skąd znałby moje imię? Moi rodzice to mugole, czyli nie magiczni ludzie. Uśmiechnęłam się, po raz pierwszy tego dnia. Nareszcie! Nie wszystko pozostaje zagadką. Oby tylko pamięć wróciła do końca wakacji... Nie chcę żyć, tak jakbym musiała zaczynać wszystko od nowa. Deportowaliśmy się pod dom, w którym miałam zamieszkać. I tak oto, teraz mu się przyglądam.
- Kochanieńka mam nadzieję, że twoja pamięć powróci. Witaj w Norze. - powiedziała pulchna kobieta i uśmiechnęła się szczerze.
Odpowiedziałam jej tym samymy i przekroczyłam próg Nory. Zaparło mi dech w piersiach. Dom był niezwykły! Piękny duży salon, z wielką kanapą i fotelami, jadalnia z widokiem na polanę i las w oddali. Kuchnia również była piękna. Ale najbardziej zainteresował mnie zegar, z twarzami za pewne jej synów, męża i córki. Zegar ten wskazywał miejsce, w którym znajdowały się jej dzieci. Byłam zafascynowana tym miejscem, nigdy nie widziałam czegoś tak niesamowitego! Przecież, nie pamiętasz niczego, więc jak mogłaś to widzieć... Jednak wydawało mi się, że musiałam tutaj być, bo skąd znałaby mnie ta kobieta?
- Hermiona wróciła! - wykrzyknęła, a ja usłyszałam tupot stup na schodach.
W tym momencie ukazały mi się cztery rude czupryny! Byłam w szoku! Czy tutaj cała rodzina była ruda? Prawdę mówiąc, od razu kiedy ich zobaczyłam stwierdziłam, że podobają mi się ich czupryny.
Spojrzeli na mnie wyczekującym wzrokiem. Chyba już wiedzieli, że straciłam pamięć. Ja tylko się uśmiechnęłam jednak po chwili zbladłam... Chłopak w moim śnie... Był tutaj! Tylko, że było ich aż dwóch! Stali obok siebie, jeden wpatrywał się we mnie, a drugi miał spuszczony wzrok. Pierwszy chłopak był wyższy od drugiego zaledwie parę centymetrów. Od razu poznałam, że to nie on. Chłopak z mojego snu miał ciemniejsze oczy. Piękne, czekoladowe oczy. Niestety, nie mogłam zobaczyć oczu drugiego chłopca bo miał spuszczoną głowę. Obok stał niższy chłopiec. Brązowe oczy, chyba w moim wieku. Nie zainteresował mnie zbytnio, bo po jego lewej stronie stała długowłosa, ruda osóbka. Była najmniejsza z nich wszystkich, jednak z wyglądu byli bardzo podobni. Widać było, że są rodziną.
- Pamiętasz ich? - odezwała się kobieta, która przyprowadziła mnie tutaj.
Spojrzałam na nich i zauważyłam, że chłopak, który miał spuszczoną głowę podniósł ją tak, że mogłam spojrzeć mu w oczy. Tak! To był on! Chłopak, z którym rozmawiałam  śnie.
- On wydaje mi się znajomy... - wskazałam lekko palcem, na drugiego chłopaka, a jego oczy zaszkliły się blaskiem i zaczęły w nich skakać wesołe ogniki. - To chłopak z mojego snu.
Nagle jego twarz zmieniła się. Znowu stał się smutny i jakby odpłynął gdzieś daleko. Czyżbym sprawiła mu jakąś większą przykrość niż powinnam?
- Może Ci ich przedstawię... Mam siedmioro dzieci, z czego czwórka tutaj mieszka. Bill, Charlie, Percy, są najstarsi. George i Fred, są zaraz po nich. - wskazała kobieta palcem najpierw na pierwszego chłopaka, a potem na tego obok. - Ron, chodzi z tobą do klasy. A to Ginny, moja jedyna córka.
Uśmiechnęłam się do nich wszystkich, jednak oni nie podzielali mojego entuzjazmu. Musiałam być dla nich bliską osobą, bo nieznajomi by tak nie zareagowali. Patrzyłam się na nich na próżno próbując sobie coś przypomnieć. Westchnęłam cicho i spuściłam głowę. Było mi przykro, widząc ich puste oczy, brak uśmiechu. Doszłam do wniosku, że musieli mnie bardzo dobrze znać. Może nawet byliśmy gdzieś daleką rodziną? Teraz pozostaje mi tylko zdać się na ich pomoc, a przede wszystkim pamięć. Czekałam tylko aby ktokolwiek z nich się odezwał choćby słowem. Nie wiem ile tak staliśmy w milczeniu, ale czułam, że trwa to za długo. Chciałam to przerwać, lecz nie wiedziałam jak. Ku mojemu zdziwieniu, odezwała się rudowłosa dziewczyna o imieniu Ginny.
- Chodź Hermiono, pokażę Ci twój pokój.
Weszła po schodach na górę, a ja powlokłam się za nią.
Tak na prawdę nie wiedziałam co mnie czeka w całkiem nowym świecie. W prawdzie, wszystko było dla mnie nowe, tajemnicze, bez rozwiązania. Jednak myśl, że z czasem będzie lepiej dawała mi jakiekolwiek pocieszenie. Tylko, jak długi mógłby być ten czas?
Na piętrze było dużo pokoi. Po lewej stronie trzy, a po prawej dwa. Pierwszy pokój po lewej stronie miał tabliczkę z napisem Ginny, następny Ron. Wyglądało na to, że 3 pokój był niezamieszkany. Po prawej stronie zaś, był pokój Freda i George'a, oraz kolejny pusty pokój. Hol koloru beżowego, idealnie kontrastował z jasnymi, drewnianymi drzwiami. Uśmiechnęłam się w duchu na myśl, że spędzę tutaj dużo czasu.
- Możesz wybrać, który chcesz. - Ginny uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
Zastanowiłam się chwilę. Stwierdziłam, że po prawej stronie będzie mi lepiej mieszkać, gdyż Fred i George wyglądają na zabawnych, ale nie odebrałam jakiegoś negatywnego i złego zachowania z ich strony. Cóż, pozory często mogą mylić, jednak ja poszłam na żywioł.
- Wezmę te po prawej. - wskazałam na pokój i zamrugałam parę razy. Obok mnie pojawił się jeden z bliźniaków. Od razu stwierdziłam, że to Fred.
- Pomogę ci. - powiedział prawie nie słyszalnie.
Ja tylko westchnęłam i poczłapałam za nim do mojego nowego pokoju. Fred postawił moją walizkę obok łóżka a ja zaczęłam się rozglądać. Pokój, jak pokój. Kolor był taki jak w holu, okno, łóżko z niebieską narzutą, komoda, szafa i toaletka. Po prawej stronie były drzwi do łazienki. Uśmiechnęłam, się i stwierdziłam, że na dole będę musiała tylko jeść. A tak, mam całe królestwo dla siebie. 
- Na prawdę nic nie pamiętasz? - spytał, a ja bałam się odwrócić i mu odpowiedzieć. Czemu mu tak na tym zależało?
- Przykro mi, ale nie. - odparłam, jednak się nie odwróciłam. - Mogę Cię o coś spytać? 
Odwróciłam się. Chciałam wiedzieć co nas łączyło. Przyjaźń, czy kochanie? 
Kiwnął tylko głową, a ja odetchnęłam głęboko i zebrałam w sobie odwagę. 
- Miałam sen. Byłeś w nim ty, Fred. Wydawało mi się... Jakbyśmy.. No... Byli kimś więcej... - jąkałam się niemiłosiernie. Dlaczego nie mogłam się w prost zapytać? 
- Co masz na myśli? 
Zdenerwowałam się. To chyba z tych nerwów. No dalej Hermiono! Dasz sobie radę. 
- Łączy nas coś więcej niż przyjaźń? - wypaliłam szybko i spuściłam wzrok. Moje buty wydały się bardzo interesujące. 
Fred nie odpowiedział. Stał i wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Nie wiedziałam co sobie myśleć, przecież może nawet nimi nie byliśmy! Och, boże, co za głupota mi się na myśl nasunęła..
- Tak. 
Odpowiedział i tak po prostu wyszedł. Co miałam sobie pomyśleć? Krótka, ale niezbyt treściwa odpowiedź. Postanowiłam, że się prześpię i potem pomyślę. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Podeszłam do łóżka i wtuliłam się w miękką i pachnącą różami poduszkę. Nie upłynęło dużo czasu a odpłynęłam w głębokie krainy snu. 

~*~

Wow! To już 24 rozdział na tym blogu. Nie mogę w to uwierzyć. Rok temu, zaczynałam i stawałam na 4 rozdziałach mówiąc sobie, że nie dam rady. A tu taki niespodziewany zwrot akcji. 
Dzisiaj wchodzę na bloggera, a tutaj 1717 wyświetleń! Dziękuję wszystkim, którzy komentowali, wchodzili i czytali moje wypociny, mimo, że nie skomentowali. 
Dziękuję między innymi: 
~Crystaleth,
~Narcyzie,
~Tonks Gryfonce.
Tutaj są osoby, które ostatnio komentowały. Jeśli kogoś pominęłam to przepraszam. 
Podziękowania należą się też anonimą, bo pojawiły się tutaj takie komentarze.
Wiem, kolejny krótki rozdział. Jednak chcę aby ten blog potrwał jak najdłużej i muszę was podtrzymać w napięciu :).
Komentujcie!

Pozdrawiam.
~Tymbarkowa.

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 23: ,,Hermiona, moja ukochana Hermiona..."


Co się mogło jeszcze stać? Czemu to tak długo trwa? Dlaczego jest na operacji?! Widziałem jej ranę, to było rozcięcie, chociaż krwi było dużo. Może tylko zszywają rozcięcie? Chciałem się uspokoić jednak nie mogłem. Wszystko już się układało tylko, mój głupi brat musiał się wtrącić! Mógł się o nią starać, póki nie pokochała mnie... W ogóle od kiedy on żywi do niej takie uczucie? 
Gdyby się dłużej i dogłębniej zastanowić, można by stwierdzić, że od czwartego roku w Hogwarcie, parę miesięcy przed Balem Bożonarodzeniowym. Jak mogłem tego nie zauważyć? 
I kolejny problem. To wszystko przeze mnie! Mogłem wcześniej zareagować! Teraz miałbym ją przy sobie, nie bojąc się, że ktoś nam przeszkodzi albo znowu ją chwilowo stracę. Tak jak wtedy, gdy nasz dom się zawalił. Tylko ona została w środku, a to na niej mi najbardziej zależało. I znowu sytuacja się powtarza. Nie chcę jej tracić zwłaszcza teraz, kiedy już jesteśmy razem... Kocham ją do szaleństwa i nie mogę przestać o niej myśleć! Czuję się jakbym unosił się trzy metry nad niebem, a nawet wyżej. Nie wyobrażam sobie mojego dalszego życia bez niej. Zupełnie straciłem głowę dla dziewczyny, która wcześniej była tylko przyjaciółką mojego młodszego brata. Wtedy kiedy jeszcze tak dobrze się nie znaliśmy, była bliżej z George'm niż ze mną. Cieszę się, że mogę ją co dziennie ją poznawać i odkrywać na nowo. Hermiona jest wyjątkową osobą i każdy powinien ją doceniać i wielbić, każdego dnia. Dziwię się, że do tej pory nie miała żadnego chłopaka. Jest piękna, mądra, inteligentna, poczucia humoru jej nie brakuje. Fakt, czasami zatraca się w nauce, zapominając o całym otaczającym ją świecie, jednak nie mam jej tego za złe. Rozumiałem to, że lubi się uczyć, najwidoczniej tak odpoczywa. Ale teraz nie kiedy już ją mam przy sobie nie oddam jej nikomu. Chce się nią nacieszyć, jednak również nie przeszkadzać wtedy kiedy będzie chciała porozmawiać z innymi. Muszę dać jej swobodę, aby nie wyjść na egoistę czy zazdrośnika, który od razu gdy z kimś porozmawia oskarży ją o zdradę. 
Kiedy tak rozmyślałem podszedł do mnie lekarz. Spojrzałem na niego z nadzieją, że wszystko w porządku, jednak nie mogłem odczytaj jego wyrazu twarzy.
- Wszystko powinno być dobrze. Dopiero jutro może ją pan odwiedzić. Jak na razie musi odpocząć.
Pokiwałem tylko głową i deportowałem się do domu. Mogłem już tylko czekać. Wiedziałem tylko, że wszystko jest dobrze, chociaż stu procentowej pewności nie miałem. 

~*~ 

Miałam dziwny sen. Przed moimi ukazywała się polana, z pięknymi, kolorowymi kwiatami, w około pełno drzew, a przede mną stoi wysoki, rudowłosy chłopak, o brązowych tęczówkach. Był przystojny i to bardzo. Miałam wrażenie, że już go gdzieś widziałam, jednak nie mogłam sobie przypomnieć kim jest. Czyżbym go znała? Kiedy mnie zobaczył podbiegł do mnie i wziął mnie w ramiona. Ja zaskoczona, spojrzałam mu w oczy, a w nich zobaczyłam radość, ciepło, troskę, miłość. On natomiast dalej nie zważając na moje spojrzenie, tulił mnie dalej. Mimo to, że go nie znałam było mi wspaniale. Ciepło emanujące od niego i jego piękne oczy wpatrzone we mnie. Teraz gdy tak trwaliśmy w ucisku, nie chciałam aby ta chwila się zakończyła. Jednak kiedyś musiało się tak stać. Jak na zawołanie, chłopak oderwał się ode mnie. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, jednak on najwidoczniej tego nie zauważył. Przybliżył swoją twarz do mojej. Zrozumiałam, że chce mnie pocałować. Znaliśmy się aż tak dobrze, że moglibyśmy się pocałować? Czy byłam jego dziewczyną? 
Zrozumiałam, że nie mogę go pocałować. Nie znam go! 
Odsunęłam się od niego gwałtownie, rumieniąc się i spuszczając głowę w dół. Nie odważyłam się podnieść głowy, więc czekałam aż usłyszę jego głos. Chciałam aby coś powiedział, cokolwiek.
- Nie pamiętasz mnie? 
Jego głos był aksamitny, gładki i spokojny. Jednakże można było wyczuć nutkę goryczy, strachu. 
- Nie, znamy się? - zebrałam się na odwagę i podniosłam głowę. 
Wtedy gdy usłyszał moje słowa, jego wyraz twarzy zaczął się gwałtownie zmieniać. Wyglądał jakby stracił wszystko najważniejsze co miał. Oczy wyrażały jedną, wielką pustkę. Przestraszyłam się, bo co jeśli byłam dla niego kimś ważnym? 
- Hermiona? - spytał poważnie, jednak głos mu drżał. Za pewne ze strachu.
Spojrzałam na niego, jak na głupiego. Kim była Hermiona? Nie znam żadnej Hermiony! Może mnie z kimś pomylił? 
- Jaka Hermiona? - zapytałam patrząc na niego uważnie. Z każdą sekundą zaczęłam być coraz bardziej ciekawsza niż wcześniej. 
Rudowłosy chłopak spojrzał na mnie. Widocznie stwierdził, że to nie ja jestem osobą, której szuka. Uśmiechnęłam się lekko do niego i zaczęłam się rozglądać. Było lato, powiewał lekki wietrzyk, słońce świeciło. Ale nie mogłam się tym nacieszyć. Chłopak dalej nie dawał mi spokoju.
- Jak masz na imię? - spytał, świdrując mnie wzrokiem. Widocznie bardzo obawiał się mojej odpowiedzi.
Właśnie! Jak mam na imię? Nie zastanawiałam się nad tym. Usiłowałam sobie przypomnieć, cokolwiek z mojego życia, co pomogłoby mi odpowiedzieć na pytanie, zadane przez rudego chłopaka. Pomimo pytania, z jego strony, dla mnie było to tak samo ważne jak dla niego. Nie wiem ile się tak zastanawiałam, może godzinę, więcej? Odważyłam się i odpowiedziałam:
- Nie wiem. 
Wtedy nawet nie zdążyłam na niego spojrzeć, a obraz zaczął się rozpływać. Wszystko w około stało się zamazane i czarne, miejscami nawet białe. 
Obudziłam się cała zlana potem. Nie wiedziałam nawet dlaczego tak się stało. Chciałam się uspokoić jednak nie potrafiłam. Musiałam zapomnieć o tym śnie, bo z pewnością nic nie znaczył. Nie znałam żadnego rudowłosego chłopaka, ale jednak wiedziałam, że być może gdzieś go widziałam. Jednak to mi nie wystarcza. Muszę się dowiedzieć kim on jest. Sen był taki tajemniczy, dziwny, nie spodziewany... Co mógł oznaczać? Przecież doskonale wiem jak mam na imię! Mam na imię... Mam na imię... Czemu nie mogę sobie przypomnieć jak mam na imię? Przecież nie urodziłam się dopiero teraz! Wybudziłam się ze snu, a to co innego. Co się takiego stało, że nie pamiętam swojego imienia?
Rozejrzałam się wokoło i stwierdziłam ponownie, że nie wiem gdzie jestem. W ciemności wszystko wyglądało inaczej, ale wydawało mi się, że jestem w białej sali. Nic więcej nie mogłam dostrzec. Mimo to, że w sali było okno i była pełnia księżyca, ja nic nie widziałam. Przeraziłam się. Gdzie mogłam być? Nie dane mi było się zastanowić ponieważ zasnęłam, oddając się w objęcia Morfeusza.

~*~

Powoli otwierałem oczy. W końcu ostatecznie się obudziłem. Spałbym dalej gdyby nie promienia słońca, wpadające do pokoju mojego i George'a. W ułamku sekundy przypomniałem sobie, co się wczoraj stało. Hermiona, moja ukochana Hermiona, leży w szpitalu, a to wszystko przez tego głupka Rona! I on ma czelność nazywać się moim bratem? Też mi coś...
Przeciągnąłem się i wstałem z łóżka. George nadal spał, a ja nie postanowiłem go budzić. Wziąłem czyste rzeczy i skierowałem się ku łazience. Szybki prysznic, ciuchy już na sobie. Brakowało mi tylko tego łobuzerskiego uśmiechu, który zawsze mi towarzyszył. Ale co miałem poradzić. Uśmiech wróci tylko wtedy, gdy upewnię się, że z Hermioną wszystko w porządku. 
Zszedłem na dół i zastałem tylko moją matkę. Widocznie musiało być bardzo wcześnie skoro, nikogo nie było przy stole. Mama zawsze nad budziła, przy tym karcąc nasze lenistwo. Zawsze z moim bratem bliźniakiem wstawaliśmy najpóźniej w całym domu. 
- Cześć. 
Matka wzdrygnęła się i kiedy się obróciła, uznałem, że coś jest nie tak. Miała podkrążone i podpuchnięte oczy, tak jakby płakała. Czyżby chodziło o Hermionę?
- Mamo co się stało? Płakałaś? Chodzi o Hermionę? - zasypałem ją górą pytań, a odpowiedzi dalej nie usłyszałem.
- Freddie... Hermiona... Bo ona.. - matka nie mogła z siebie wykrztusić niczego. Ja natomiast cały z nerwów gotowałem się w środku.
- No powiesz wreszcie?! - prawie krzyknąłem, trudno było kontrolować mi to co ze mną się dzieje.
- Ona... nas nie pamięta... Nikogo... 
Stałem i patrzyłem na nią, wielkimi, brązowymi, zawsze radosnymi oczyma, które teraz wyrażały kompletną pustkę. Jakby były czarną dziurą. Moja mała, słodka Miona mnie nie pamięta? 


~*~ 

I oto nowy rozdział, mam nadzieję, że się spodoba. Starałam się jednak dla mnie znowu jest za krótki. Dziękuję, za pozytywne komentarze i zachęcam do kolejnych!


~Tymbarkowa.