piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 26 ,,Świat jest taki niesprawiedliwy!"


Wyznałam mu miłość?! Czy byłam w nim aż tak zakochana żeby wyznawać miłość? Skąd mogę to wiedzieć, skoro straciłam pamięć. A co jeśli się całowaliśmy?! Przecież nic o nim nie wiem, a on mówi, że jesteśmy parą! Prawda, jest przystojny, ale to nie zmienia faktu, że nic o nim nie wiem. Czemu wszystko musi się tak komplikować?
- Czy my... No wiesz? - jąkałam się niemiłosiernie. Bałam się usłyszeć całej prawdy. A może nie chciałam jej usłyszeć?
- Czy się całowaliśmy? - spytał patrząc się na mnie uważnie. Widocznie próbował odgadnąć, moje uczucia i emocje, które tak bardzo dusiły mnie w środku.
Kiwnęłam głową.
- Tak.
Nie! Przecież bym tego nie zrobiła! Nie mogłabym go aż tak bardzo pokochać! Co się dzieje, czemu mnie to spotyka?!
- Kochasz mnie? -  nie chciałam się o to zapytać, a jednak. Nawet nie wiem kiedy te słowa wypłynęły mi z ust.
Milczał. Oby dwoje milczeliśmy, z taką różnicą, że ja czekałam na odpowiedź. Co jeśli na prawdę mnie kochał? Nie chciałam go ranić. Nie mogłam mu tego zrobić. Ale, co jeśli miłości się nie wybiera? Jeśli znowu by mnie w sobie rozkochał byłoby tak jak dawniej. Być może... Teraz jestem całkiem inną osobą, nic nie wiem o sobie, ani o nim! Nie zapędzaj się, Hermiono! Nie wiesz, co może Ci odpowiedzieć.
- Możemy o tym nie mówić? - zamiast odpowiedzi usłyszałam pytanie.
- Dlaczego?
- Nie chcę o tym teraz rozmawiać. - powiedział, nie patrząc na mnie. - Nie czas na takie rozmowy...
- A kiedy będzie czas?! - wybuchłam, było mi źle, bardzo źle. Gryzłam się sama z sobą. - Chce poznać prawdę! Dobrze wiesz, że jest mi ciężko!
- Hermiono, musisz mnie zrozumieć. Nie chcę Cię wystraszyć swoim uczuciami. Nie uważasz, że jeszcze za wcześnie? 
Ruszyłam lekko, głową. Przyznałam mu rację, nie mogłam oczekiwać odpowiedzi od zaraz. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego akurat mnie musiał spotkać taki los. Zawiniłam czymś? Byłam dla kogoś niedobra? Co zrobiłam nie tak w własnym życiu?! Fred mówi, że nie byłam zła, to fakt miałam charakterek, ale...? Nie! Nie! Nie! To na pewno nie moja wina! Kto mógłby być tak okropny i spowodować utratę wszystkich dotychczasowych wspomnieć i wiedzy o sobie? 
Nagle, nie wiadomo skąd, zaczęłam płakać. Nie wiedziałam dlaczego, po co. Męczyłam się sama z sobą nie wiedząc kim jestem. Świat jest taki niesprawiedliwy!
- Hej, dlaczego płaczesz? - spytał rudzielec. Słyszałam przerażenie w jego głosie, ale nie przejęłam się tym. Pewnie nie raz widział jak płaczę.
Nie odpowiedziałam na jego pytanie, wstałam i zaczęłam desperacko chodzić po pokoju. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, czy zawsze taka byłam? Ni stąd, ni zowąd, zapragnęłam czymś rzucić. Pierwsze co przyszło mi namyśl, to jakaś torba, ewentualnie kufer. Spod łóżka ,,wyfrunął" kufer, nie wiele myśląc pomyślałam, że rzucę nim o ścianę. Kufer trzasnął o ścianę, z głośnym hukiem. Spojrzałam zaskoczona na swoje ręce, a potem na ścianę i miejsce gdzie leżał kufer. Stwierdziłam, że nawet nie ruszyłam rękami! To było tak bardzo irracjonalne, że chciało mi się śmiać. 
Spojrzałam na Freda, który wyglądał jakby dostał w twarz. Zaskoczenie na jego twarzy, było nie do odwzorowania. Przestraszyłam się, czyżby było coś ze mną nie tak? Poczułam, że jest mi słabo, słaniając się na nogach, doszłam do Freda i z łoskotem rzuciłam się na łóżko. Zamknęłam oczy i starałam się nie zemdleć z przerażenia jakże i z takowego wycieńczenia. Z pewnością spowodowało to... To coś. Ciekawe jak to w świecie czarodziej nazywają. 
Zmęczenie wygrało.



~*~


Usłyszałam czyjeś głosy, jednak nie byłam skora do otworzenia oczu. Wręcz nie mogłam tego zrobić, jakby coś mnie przed tym powstrzymywało. Czułam ból, niesamowity. Jakby całe moje ciało rozdzierało się na dwie części. Nie mogłam ruszyć rękami, nogami. Tak jakbym bała się poruszyć, lub UMARŁA. Czy to możliwe, że mam aż tak świadomy sen? Wszystko, podobnież odczuwa się o wiele razy mocniej, niż w normalnym życiu. Na dodatek czułam jakbym wirowała, delikatnie w powietrzu. 
- Co się stało? - szepnął ktoś, jednak można było go usłyszeć. Musiałam być blisko niego. Po głosie rozpoznałam, że to chłopak. 

- Dom, w którym była zawalił się a ona jako jedyna została w środku. Jednak zabraliśmy ją tutaj, może jeszcze nie jest za późno. - jak bardzo byłam ważna dla kobiety, która przemawiała? - Idź. Powiemy ci czy da się ją uratować.
Może to było przyczyną utraty pamięci? Byłoby to bardzo rzeczowe i logiczne. Ale, przecież żyję! Czyżby te osoby, użyły zaawansowanej magii (bo na pewno jakaś jest), aby mnie uratować? Co mogłam przez to rozumieć? Za dużo pytań i zero odpowiedzi. 
- Lucjuszu musimy coś zrobić! Dopiero co ją odzyskaliśmy! - krzyczała kobieta, która przed chwilą się o mnie martwiła. Lucjuszem musiał być jej mąż, próbujący przywrócić mnie do żywych. 
-  Enlartsa! - z pewnością było to zaklęcie, tylko brzmiało, jak... Coś w innym języku? Nie wiedziałam jak mogłam sobie to wyperswadować. 
Nie czekając długo, zaczęłam odczuwać skutki zaklęcia. Nie odczuwałam już bólu, w każdym kawałku mojego ciała. Usłyszałam swój oddech, wszystko wróciło do normalnego stanu, oprócz oczu. Dalej nie mogłam ich otworzyć. Wydawało mi się, że ktoś je skleił, tak abym nic nie mogła zobaczyć.
- Co to za zaklęcie? - ktoś znowu przemówił.
- To nie jest teraz ważne. - odpowiedział mężczyzna ratujący mi życie, Lucjusz.
- Chcę aby się do nas przyłączyła, jednakże na razie nie jest jeszcze na to gotowa. Może odeślemy ją do Weasley'ów? Ważne, że już wiemy kim jest nasza córka.
- Jesteś tego pewna? Możemy zacząć życie od nowa, razem z nią. Wystarczy tylko Oblivate. - 

- Tak. 
To musiała być rodzina znająca ludzi, u których mieszkam! Może nawet znali się bliżej niż mi się wydaje?  Oblivate? ,, Możemy zacząć życie od nowa, razem z nią. Wystarczy tylko Oblivate" Skoro zacząć życie od nowa, to mogło by to być zaklęcia nieodwracalnego wymazania pamięci? Usłyszałam tupot stóp, a potem już nic nie słyszałam. Byłam w nicości. 

~*~

Co się z nią dzieje? Dlaczego tak nagle zemdlała? I jeszcze ten kufer! Zdawało mi się, że mimo straciła pamięć i dalej była tą samą osobą, wcale tak nie jest. Mogłoby się wydawać, że taka zdolność, przenoszenia przedmiotów jest nienormalna, wręcz dana tylko wybranym. Ale czy tak jest? Może każdy ma w sobie tę moc. Próbowałem ją obudzić, jednak nie udawało mi się to. Chciałem cierpliwie poczekać, ale nie mogłem. Ogarnęła mnie panika.
Jednak na próżno, bo Hermiona otworzyła oczy. Spojrzała na mnie pytającym i żądającym wyjaśnienia wzrokiem, a ja odpowiedziałem jej tym samym. Każdy z nas inaczej myślał, nie wiedzieliśmy wzajemnie, o co każdemu z osobna chodzi.
- Kto to Lucjusz? Co było przyczyną spowodowania mojego wypadku i utraty pamięci? Co to za zaklęcie Enlardsa? - Hermiona zasypywała mnie pytaniami, a ja nie wiedziałem co jej odpowiedzieć.
- Poczekaj opowiedz wszystko od początku. 
Opowiedziała mi jak przyśnił jej się dość dziwny sen. Mogła tylko słyszeć nie widzieć. Mówiła o Lucjuszu i o zawaleniu się domu. Istotną rzeczą było również zaklęcie wypowiedziane przez mężczyznę, dzięki któremu powróciła do nas. 
- Lucjusz jest to ojciec Dracona Malfoy'a, jesteście na jednym roku w Hogwarcie. Tylko on należy do domu Slytherina, a ty do Gryffindoru. Jego matką jest Narcyza Malfoy, kobieta, która w śnie się o Ciebie zamartwiała. Nie znam tego zaklęcia, Hermiono. Pierwszy raz je słyszę.
- A co oznaczał mój sen? Czy to zdarzyło się na prawdę? - dopytywała się. Niestety ja mogłem tylko przypuszczać co to znaczyło.
- Trzy tygodnie temu, zawalił się dom, w którym wcześniej przebywaliśmy. Ty jako jedyna zostałaś w środku. Potem kiedy się zorientowaliśmy, że cię nie ma, zjawili się właśnie oni... Narcyza i Lucjusz... - niedane mi było dokończyć.
- Razem ze Śmierciożercami? Poplecznikami Sam-Wiesz-Kogo, prawda? Wiem o co chodzi w tej kwestii. 
- Skąd? - ledwo co wypowiedziałem to jedno słowo.
- Powoli zaczynam sobie przypominać, Freddie.
Zaskoczyła mnie, nawet nie wiedziała jak bardzo. Czyżby jeden sen mógł przywrócić tak wiele wspomnieć? Przecież to to cztery lata udręki z Czarnym Panem i  przez może pół godziny przypomniała sobie to? Przecież wokół tego krążyło jej życie.
- Dokończ co zacząłeś mówić.
Odetchnąłem głęboko - Wtedy oni cię właśnie zabrali, a my nic nie mogliśmy zrobić, bo...
- Harry'emu groziłoby niebezpieczeństwo, prawda? Od lat prawda? 
Znowu zbiła mnie z pantałyku. Cholera! To istny cud!
- Tak. A potem jak gdyby  nigdy, nic wróciłaś do nas.
- Cóż, chociaż tyle wiem o sobie. 
- Co jeszcze sobie przypomniałaś? - spytałem, sądząc, a raczej mając resztkę nadziei, że wie kim jest do końca.
- Wiem kto spowodował wypadek, oraz początek mojego życia. Pierwszy list z Hogwartu i to zdziwienie w oczach moich rodziców. 
- Hermiono nawet nie wiesz jak się cieszę! - z przypływu nagłych emocji, zagarnąłem ją w swoje ramiona i mocno przytuliłem. Tak bardzo mi tego brakowało.
- Ja bardziej. 
Odsunęła się ode mnie i spojrzała głęboko w oczy. Ja zapomniawszy uprzednio, że nie mogę patrzeć w jej piękne oczy, zgubiłem się. Nie wiedziałem co począć. Zauważyłem, że nasze usta się zbliżają. Dzieliły nas milimetry i w końcu stało się to czego pragnąłem. Nasze usta złączyły się w namiętnym i gorącym pocałunku, jak nigdy. Nawet wtedy gdy wyznawaliśmy sobie miłość, nie było tak jak teraz. Wewnętrznie rozpalał mnie żar, pragnąc więcej, co z pewnością było widać na zewnątrz. Widać było, że Hermionie też się się to podoba, więc brnąłem dalej. 
Jednak nie trwało to długo, bo Hermiona niespodziewanie się ode mnie odkleiła. Spojrzała na mnie i po chwili wybiegła z pokoju. 
Co znowu zrobiłem nie tak?

~*~

Dlaczego to zrobiłam? Przecież nie chciałam żeby tak się stało! Ale mimo to nie protestowałam, to też było faktem. Nie zważając na to jak biegnę po schodach, nie umyślnie się potknęłam i turlając się po schodach, próbując się zatrzymać spadłam, na płytki. Zrobiło mi się słabo, jednak opanowałam ból i się podniosłam. Jednak nie przewidziałam tego, że usłyszę trzask w kręgosłupie i zmieni się całe moje dotychczasowe życie. Za bólem w kręgosłupie zobaczyłam jakby moje życie przeleciało mi przed oczami. Natłok głosów, dźwięków i wydarzeń stał się nie do wytrzymania. 
Przegrałam walkę, upadłam na posadzkę.


~*~

Ajajaj! Jak długo mnie tu nie było, jakby minęła wieczność. Ostatni rozdział zbierał się w kwietniu, a dokładniej 26. No cóż potrzebowałam sporego odpoczynku. Wiem, bardzo tragiczny ten rozdział, same wypadki! Ale to jeszcze nie koniec, także trzymajcie kciuki i do następnego :3!
+ Małe wyjaśnienie.
*Enlartsa- to inaczej kropla astralna. Czytane od tyłu daje ,,astralne". 

3 komentarze:

  1. Noo, ładnie ładnie! Coś mam złe przeczucia co do Hermiony, ale mam nadzieję, że chociaż wróci jej pamięć, bo wróci, prawda? :D Ja też myślałam, że już nie wrócisz, ale na szczęście jesteś :3 Mam nadzieję, że szybko dodasz kolejny rozdział, bo chyba nie wytrzymam! Trzymam więc kciuki za bohaterów, a Tobie życzę weny, kochana! :3
    Oczywiście niezmiennie zapraszam do mnie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju. Przepraszam, że tak późno komentuje ale: poprawy, zrąbane życie, poprawy, kłopoty, poprawy, dywanik, poprawy.
    Co do rozdziału to nie spodziewałam się takeigo obrotu akcji.Miona sobie przypomina ^^ Jeszcze będzie z Fredem, nie? Bo ich cały czas do siebie ciągnie ;)
    Pisz szybko następny ;) Weny.
    Pozdrawiam
    ~Jess

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plus u mnie druga część "miniaturki"
      http://fredhermiona.blogspot.com/2014/06/w-puapce-23.html

      Usuń

Wszelkie wiadomości, spamy zostawiajcie w zakładce " Sowiarnia " .