sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 16 cz.2 - ,, A gdzie jest Hermiona?! ''


Usłyszałam tylko trzask drzwi. Harry'ego już nie było. Westchnęłam ciężko i usiadłam na łóżku obok Freda. Jednak on tylko na mnie spojrzał i wyszedł. Nie wiedziałam dlaczego to zrobił. Może i się prawie pocałowaliśmy, ale przedtem chciał mi coś wyznać. Tylko co? Przecież nie dokończył swojej wypowiedzi, tylko chciał mnie pocałować, a ja jego też. Ale może mi się tylko wydawało? Co on mógł we mnie widzieć? Zamknęłam oczy i zasnęłam zmęczona. 

~*~

Kiedy stamtąd wyszedłem, uspokoiłem się trochę. Nie mogłem patrzeć na nią i nie móc jej pocałować. To było takie trudne. A najgorsze jest chyba to, że ona nic do mnie nie czuje, tylko żywi uczucie do kogoś innego. A mianowicie chodzi mi o Harry'ego... 
Tak nagle ode mnie odskoczyła i zaczęła go przytulać. Może nie pasujemy do siebie? Albo po prostu, nieszczęśliwie się zakochałem. Mógłbym z nią szczerze porozmawiać jednak nie potrafię spojrzeć jej w oczy i powiedzieć co czuję. Może czas dać sobie spokój i znaleźć kogoś odpowiedniego, kogoś komu dawno się podobam? Jest kilka takich dziewczyn, które nie grzeszą urodą. Cóż czas pokaże. 


~*~

Obudziły mnie wrzaski i dziwne dźwięki, które rozchodziły się po całym domu. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że ściany się trzęsą i nie długo wytrzymają. Wstałam i wybiegłam z pokoju. Nikogo nie było na piętrze, więc musieli być na dole. Miałam już chodzić po schodach, jednakże zauważyłam, że były już zawalone. Wpadłam w panikę. Nie wiedziałam gdzie są wszyscy i dlaczego dom się rozpada. ,, Myśl, Hermiono. Myśl! '' - myślałam, co zrobić. Nagle oświeciło mnie. Miałam w kieszeni różdżkę, wyciągnęłam ją, jednak było już za późno. Dach zaczął się walić, tak samo jak ściany. Ostatnie to co zobaczyłam to jego twarz, której prawdopodobnie już więcej nie zobaczę. Potem była już tylko ciemność. 


~*~

Zobaczyłem jak dom się zawala. Wszystko stanęło w gruzach, na szczęście nikt tam nie został. Spojrzałem na moją rodzinę i na Syriusza oraz Harry'ego. Miałam nieoparte wrażenie, że kogoś mi tu brakuje. Nie minęła minuta, aż usłyszałem wrzask mamy.
- A gdzie jest Hermiona?!
Wiedziałem, że kogoś brakuje. Tylko dlaczego akurat jej musiało tutaj nie być! Przecież ją kochałem, tak bardzo. Pobiegłem w stronę zawalonego budynku. Byłem już blisko, jednak pojawili się Śmierciożercy. Jakby znikąd! Wyjąłem różdżkę, ale było już za późno. Kawałki domu za machnięciem różdżki, odleciały we wszystkie strony, aż w końcu zobaczyłem jak ciało Hermiony znika wraz z sługami Voldemorta. Patrzyłem oniemiały na to co się wydarzyło. Czy to była ich sprawka? Przecież, jeśli Hermiona nie żyje nie ma najmniejszego sensu zabierać stąd jej ciała. Teraz, była martwa i nie mogła im nic powiedzieć. Pozostała tylko jedna opcja. Chcieli zwabić Harry'ego. Wiedzą, że będzie chciał odzyskać ciało swojej przyjaciółki, tak samo jak ja.
- Musimy po nią iść. - powiedział czarnowłosy, tak jak się tego spodziewałem.
- Harry... To nie jest  najlepszy moment. Im chodzi o ciebie! Nie możesz iść. - powiedział mój ojciec. - Sami po nią pójdziemy, wraz z Zakonem.
Okularnik chciał interweniować, jednak kiedy zobaczył płaczącą Ginny, nic już nie odpowiedział. Ja natomiast nie wiedziałem co będzie z nami dalej. Prawie wszystkie rzeczy jakie mieliśmy były w tym domu, a w Norze nie jesteśmy i nie będziemy bezpieczni. Raczej nie wrócimy do miejsca, w którym mogliby nas ponownie zaatakować.
- Arturze, gdzie teraz zamieszkamy? W Norze nie jest bezpiecznie, jak również i tutaj... - zaczęła moja matka, zdruzgotanym głosem.
- Harry wróci do wujostwa. A Ginny, George, Fred i Ron pojadą do ciotki Gertrudy. - powiedział Artur, zmartwionym głosem. - A my zamieszkamy u Tonks i Lupina. Mam nadzieję, że się zgodzą.
Tego się obawiałem. Nie chciałem jechać do ciotki Gertrudy. Była okropna i do tego mugolem, który nie toleruje magii. Sądząc po minach mojego rodzeństwa, również nie byli z tego faktu zadowoleni. Spojrzałem na Harry'ego i stwierdziłem, że on tak samo jak my nie jest zadowolony. Wiedziałem jak bardzo nienawidził swojego wujka i ciotki oraz ich okropnego synka Dudley'a. Cała rodzinka była dla niego niemiła, tylko dlatego, że był czarodziejem.
- Dobrze dzieci. Teleportujcie się do ciotki, my natomiast teleportujemy Harry'ego na Privet Drive. - powiedziała matka i zniknęli.
My także zrobiliśmy to samo i po chwili byliśmy w domu cioci.

_____________________________

Przepraszam, że tak długo nie pisałam, jednakże nie miałam weny ani chęci do pisania. Ostatnio w szkole dużo się dzieję i mam jeszcze inne problemy. Ale co tam o mnie...
Nie zanudzam i zapraszam na nowy rozdział!


1 komentarz:

  1. Na wstępie powiem, że bardzo przepraszam iż dopiero komentuje, ale ostatnio nie miałam czasu. Teraz jednak nadrabiam już zaległości :)
    Bardzo podoba mi się opis uczuć Hermiony - widać, że jest rozdarta. Sama nie wie co robić i myśleć. Natomiast Fred widać, że jest w niej bardzo zakochany. Szkoda, że się jednak nie pocałowali :p
    Co do ostatniego fragmentu to jest moim zdaniem najlepszy. Strasznie zaskakujący - śmierciożercy zabierający ciało Hermiony? Bardzo mi się podoba. Jest oryginalnie, a to bardzo dobrze. Szkoda jednak, że rozdział taki krótki :c Czekam na następną notkę.
    Pozdrawiam ciepło!

    ps. zapraszam do siebie na przedostatni rozdział :)

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie wiadomości, spamy zostawiajcie w zakładce " Sowiarnia " .