czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział 14 - " Panno Granger, wie pani, że zapłaci mi za to! "


Minęliśmy pierwsze piętro i znaleźliśmy się na drugim. Długi korytarz, koloru czerwonego, raził w oczy. Weszliśmy do pierwszego pokoju po prawej stronie. Granatowy pokój jak każdy, który tutaj się znajdował. Jedno łóżko stało w kącie pokoju, komoda, szafa i na prosto drzwi duże okno. Podeszłam do niego i rozsunęłam zasłony. Od razu zrobiło się jaśniej. O dziwo w tym oknie, było widać spacerujących ludzi po ulicach. Westchnęłam i oparłam się rękami o parapet. Był brudny i zakurzony, jednak nie przeszkadzało mi to. Chciałam wyjść do ludzi, zaczerpnąć świeżego powietrza, a tymczasem siedzieliśmy tutaj jak w klatce ! Czemu nas tutaj sprowadzili ? Przecież w Norze byliśmy też przed Turniejem Trój Magicznym, pojechaliśmy na Mistrzostwa Świata w Quidditchu i tam zaatakowali Śmierciożercy. Dlaczego w zeszłe wakacje, nie przyjechaliśmy tutaj po mistrzostwach ? Przecież, równie dobrze, moglibyśmy być ponownie zaatakowani. Nic nie rozumiałam. Do tego doszedł jeszcze, nagły wyjazd Harry'ego z Grimmauld Place 12. Dumbledore, uważał, że bezpieczniejszy będzie u mugoli. Ale dlaczego ? Przecież dom był zamaskowany i nie do zlokalizowania, przez Śmierciożerców. Cóż, chyba trzeba było się pogodzić, z tym, że dyrektor Hogwartu, tak zadecydował. Ostatni raz spojrzałam w okno i odwróciłam się w stronę Freda. Myślałam, że zaczął już sprzątać, jednak on, położył się na zakurzonym  łóżku. Podeszłam do niego i lekko go szturchnęłam. Ten spadł z kanapy, z głośnym hukiem. Zdezorientowany popatrzył na mnie. Śmiałam się, nie wiadomo dlaczego. 
- Panno Granger, wie pani, że zapłaci mi za to! - powiedział i podniósł się z podłogi. 
Zaczęłam uciekać, a on gonił mnie po całym pokoju. Śmiałam się, tak bardzo, że złapała mnie kolka. Zwolniłam, a on to wykorzystał i złapał mnie w pasie. Podniósł mnie lekko do góry, tak jakbym, ważyła tyle co i piórko. Uśmiechnął się szelmowsko, a ja zachichotałam. Zaczął się obracać, wirować po całym pokoju. Zaczęłam piszczeć, z przerażenia. Bałam się, że mnie upuści, albo upadniemy na podłogę. Rzeczywiście, tak się stało. Fred, potknął się. Upadł na podłogę z głośnym trzaskiem, a ja pisnęłam i upadłam na niego. Jeknął tylko, ponieważ musiał go zaboleć upadek na podłogę, jak i ja upadłam na niego. 
- Zwariowałeś ?! Mogło ci się coś stać ! - krzyczałam i waliłam do pięściami po klatce piersiowej. 
- Spokojnie. - odparł tylko, i podniósł mnie. 
Trzymał mnie w tali, a kiedy stanęłam na nogi, podrzucił mnie, i złapał. Pisnęłam i zamknęłam oczy. Przestraszyłam się nie na żarty. Pomyślałam, że znowu rąbiemy o podłogę, a tym razem to by się źle skończyło. Jednak, nic takiego się nie stało. Jego silne, męskie ręce, spoczywały na moich biodrach. Trzymał mnie tak już kilka minut, jakbym ważyła tyle co i piórko. 
- Możesz mnie już postawić ? - spytałam. Dalej miałam zamknięte oczy. 
Kiedy poczułam twardy grunt pod nogami, otworzyłam oczy i poszłam po płyn i ścierkę, aby wytrzeć kurze. 
- Ty umyj podłogę. - powiedziałam i zabrałam się do pracy. 
Wytarłam parapet, przyglądając się oknie. Tylu ludzi spacerowało, nie martwiąc się o nic, a my sprzątaliśmy zaknięci w domu, bez żadnego kontaktu. Nawet do Harry'ego nie mogliśmy napisać ! Wytarłam też szafkę, komodę, oraz umyłam okno. Stało się teraz przejrzyste i wyraziste. Obraz był lepszy, jaśniejszy. Odwróciłam się na moment i spostrzegłam, że Fred, myje podłogę, tylko jakoś mu to nie wychodzi. Podeszłam do niego i wzięłam mopa. 
- Musisz to odsączyć z wody. - powiedziałam i odsączyłam mopa z wody. 
Uśmiechnął się do mnie delikatnie i kontynuował pracę. Ja natomiast, odkurzyłam łóżko. Przyszła pora na zasłony. O dziwno kiedy zdjęłam zasłony, nie było tam żadnych bahanek. Kiedy skończyliśmy pracę w pierwszym pokoju, przeszliśmy do drugiego. Pokój ten był identyczny jak poprzedni, tylko nie było w nim okna. Było ciemno, a do tego jeszcze światło wysiadło. 
- Lumos. - szepnął bliźniak. 
W pokoju pojawiło się małe światło. 
- Nie mówiłeś, że masz różdżkę. Mama wam ich nie zabrała ? - spytałam łypiąc na niego groźnie. 
- Powiedziała nam, że różdżkami możemy tylko zapalać światło, nic po za tym. - starał się uśmiechnąć, ale na jego twarzy pojawił się grymas. 
Tak jak w poprzednim pokoju, wytarłam kurze i poodkurzałam. Bliźniak umył podłgę i zdjął zasłony. Wydawało nam się, że szybko skończyliśmy, jednak moją uwagę przykuło coś jeszcze. Na podłodze, leżał stos kartek. Podniosłam je i zaniosłam do siebie do pokoju. Nie zwróciłam uwagi na bliźniaka. Chciałam sprawdzić co jest w tych aktach. Usiadłam no swoim łóżku i pierwsze co przykuło moją uwagę, to nazwisko Potter. Był tam wycinek z gazety o śmierci Potterów. Kilka informacji i nic po za tym. Później zobaczyłam akt urodzenia mamy Harry'ego i jego ojca. Znalazłam również akt urodzenia Harry'ego, a nawet jego... Siostry ?! Czyli Harry miał siostrę ?! Otworzyłam szybko akt i zaczęłam czytać. 

Akt urodzenia 
Victoria Izabella Potter
ur. 31 lipca 1980 roku w Świętym Mungu.
Bliźniaczka Harry'ego Pottera.

Oddychałam ciężko. Harry miał siostrę ?! Była jego bliźniaczką, a on nic o tym nie wiedział. Przecież, urodziła się tego samego dnia co on ! Ale czemu nie ma jej tutaj z nami teraz ?! A może jest w Hogwarcie, a nawet w Gryffindorze, tylko my nigdy jej nie widzieliśmy ?! Czemu Harry nie pamiętał, że ma siostrę ?! To wszystko nie trzymało się kupy. Przecież, by pamiętał, tak ważne zdarzenie. Postanowiłam, że napiszę do niego później, a tym czasem zawiadomię Zakon. Może, coś o niej wiedzą ? Zeszłam na dół, z aktem urodzenia. Pani Weasley, krzątała się po kuchni. 
- Pani Weasley, muszę coś pani powiedzieć. - powiedziałam, niespokojnym głosem.
- Coś się stało, kochanieńka ?  - spytała pani Weasley.
- Harry ma siostrę. - powiedziałam na jednym wydechu. 
Molly spojrzała na mnie, jak na wariatkę. Nie dziwiłam się jej. Przecież była pewna, że Harry jest jedynakiem. Podałam jej akty a kiedy je przeczytała, jej oczy rozszerzyły się do rozmiarów tłuczka. 
- Gdzie to znalazłaś ? - spytała Molly. Była przestraszona.
- W pokoju w którym sprzątaliśmy. - powiedziałam, oddychając głęboko.
- Muszę zwołać zebranie Zakonu. Idź do pokoju ! - powiedziała Molly prawie krzycząc. 
Wbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi do pokoju bliźniaków. 
- Puka się ! - powiedział oburzony George.
- Harry ma siostrę ! - powiedziałam, oszołomiona. 
- Co ?! - wybuchnęli bliźniacy, nie kryli zdziwienia. 
- Znalazłam akty urodzenia ! Wasza mama zwołuje zebranie Zakonu ! - powiedziałam i wybiegłam, szukać Ginny.
Wpadłam na nią na korytarzu. Była cała w skowronkach, jednak kiedy zobaczyłam moją minę, zbladła.
- Hermi, co się stało ? 
- Harry ma siostrę. Znalazłam akty urodzenia. Twoja mama zwołuje zebranie Zakonu. - powiedziałam na jednym wydechu. Zaczęłam głośno dyszeć. 
- Pójdę po Rona ! Ty idź do bliźniaków. 
Ginny, pobiegła do pokoju Rona. Ja natomiast skierowałam sie do pokoju bliźniaków. Weszłam do ich pokoju zapominając o pukaniu, jednak nikt się już nie odezwał. Po chwili przyszła Ginny z Ronem. 

♣.♣.♣

Nowy rozdział jest :) Mam nadzieję, że się podoba. Musiałam dodać nową postać, ponieważ moje opowiadanie musi być różnorodne. Wena jest i mam nadzieję, że nie przeminie. 
Pozdrawiam :)

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 13 - " Chwileczkę ? Czy to byłam ja ?! "


Na drzwiach pokoju był napis : " Dla mojej jedynej córki ". Zastanawiałam się o którą córkę chodzi. Może o Andromedę ? Była taka ładna i wyglądała na bardzo uporządkowaną i rozsądną. Równie dobrze, mogła to być Bellatrix, albo Narcyza. Czyżby kobieta, która jest tak oddana Czarnemu Panu, była najlepszą córką ? A może nie chodzi o żadną z trzech kobiet, które były na tutejszych fotografiach ? Rudzielec otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Kolor ścian był fioletowy, co zdziwiło mnie bardzo. Stało tam łóżko, toaletka i wielka szafa. Meble były koloru brązowego, jedynie toaletka była biała. Gdy tak przyglądałam się temu tajemniczemu miejscu, stwierdziłam, że przypomina mi mój pokój. Lubiłam kolor fioletowy i biały. Była to idealna kompozycja. Właśnie takie kolory miałam w swoim pokoju. Nad łóżkiem był wielki, rozłożysty baldachim. Nie daleko stała toaletka. O dziwno była tutaj też kanapa, na której usiedliśmy. W pokoju stała również komoda, a na niej... Chwileczkę ? Czy to byłam ja ?! Tak na tych portretach byłam ja, jako mała dziewczynka. Odetchnęłam głęboko. Te wszystkie zdjęcia sprawiały mi ból. Dlaczego akurat ja musiałam mieć takiego pecha ? Zawsze myślałam, że jestem wychowana w mugolskiej rodzinie, mam wspaniałych rodziców, dom w którym czułam się bezpiecznie i miłość od opiekunów. Tylko zastawiałam się dlaczego nikt mi o tym nie powiedział ? Przecież, mam już 15 lat. Zrozumiałabym, chociaż byłoby mi ciężko. Nie każdy, dowiaduje się, że ma innych rodziców. A zwłaszcza takich, którzy służą Voldemortowi. Gdyby teraz zastanowić się jakby wyglądało moje nowe życie, załamałabym się. Ciocia Bellatrix, wariatka, która zrobiłaby wszystko dla Czarnego Pana, ma fioła na punkcie czystości krwi, nienawidzi szlam. Ciocia Andormeda, którą znam tylko z obrazka. Wygląda na miłą, ale należy do rodziny Black'ów, pozory mogą mylić. Syriusz Black, chrzestny Harry'ego, był bardzo miły i należy do Zakonu Feniksa. Jedyny normalny. Mama Narcyza, oddana Czarnemu Panu, kocha swojego syna Dracona ponad życie. Lucjusz Malfoy, ten cholerny arystokratyczny dupek, który widzi czubek własnego nosa. No i  brat Draco. Z niego też jest niezłe ziółko, nienawidzi szlam, taki sam jak jego ojciec. Reszty rodziny nie znam i nie chcę poznać. Wykorzystaliby fakt, że przyjaźnię się z Harrym. Nie chciałabym, aby został zaprowadzony do Voldemorta i zabity, na moich oczach. To by było zbyt przerażające i tragiczne. Nie wybaczyłabym sobie tego do końca życia. Po głęboki przemyśleniach i obejrzeniu zdjęć, stwierdziłam, że ten pokój należy do mnie. Napis na drzwiach, był od Narcyzy dla mnie. Byłam jej jedyną córką i nadal jestem, co oznaczało, że jestem czystej krwi, a do tej pory uchodziłam za mugola. Ostatnio nawet Draco, przestał mnie nazywać szlamą. Powodem tego, było to, że dowiedział się. Tylko jak ? Akty urodzenia były tutaj. Zaraz ! Akty urodzenia ! Miałam je spalić, kiedy tylko się obudzę. Teraz jednak przełożyłam to na inną chwilę. Skoro akty były tutaj, a Draco dowiedział się, to kto mu o tym powiedział ? Pamiętam, że kiedy czytałam akty, znalazłam list od Narcyzy do jej mamy. Było w nim napisane, że Draco cierpi i obwinia się za to co się stało. Ale, na pewno pamiętałby takie zdarzenie. Może użyli zaklęcia Oblivate ? Wszystko było możliwe. 
Spojrzałam na Freda. Siedział obok mnie i rozglądał się po pomieszczeniu. Najwidoczniej, jeszcze nie zauważył, że na zdjeciach jestem ja, we własnej osobie.
- Fred. Wiesz kto jest na zdjęciach ? - postanowiłam przerwać ciszę. 
Kiedy pokiwał przecząco głową, wykrztusiłam z siebie : - Ja. 
Spojrzał na mnie, a jego oczy gwałtownie się rozszerzyły. Jego usta lekko się rozchyliły, spoważniał jeszcze bardziej, niż przedtem. Objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego torsie. Był dla mnie wsparciem, za które w duchu mu dziękowałam. Słyszałam bicie jego serca. Kołatało spokojnie i rytmicznie. Słychać miarowe bicie, zasnęłam oddając się w objęcia Morfeusza.

                                                                            ♣.♣.♣

Obudziłam się w nieznanym mi pokoju. Ściany były koloru granatowego. W pokoju było duże okno, zasłonięte czarnymi zasłonami. Dwa łóżka, na jednym z nich leżałam ja, drugie zaś, było puste. Dwie komody i dwie szafy, były w kolorze ciemnego brązu. Nie było tu żadnej toaletki, ani lusterka, więc był to pokój chłopców. Zastanawiało mnie tylko jedno. Czy Syriusz miał brata ? Bo być może, był to jego pokój. Na komodzie, leżały Bombonierki Lesera i Uszy Dalekiego Zasięgu i wiele innych wynalazków. Znajdowałam się w pokoju bliźniaków Weasley. Wstałam i podeszłam do dużego okna. Odsunęłam zasłony, ale nic nie zobaczyłam. Okno może i było, ale nic w nim nie było widać. Tak jakby było zaczarowane. Westchnęłam i zasłoniłam okno. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Na przeciwko był pokój, który dzieliłam razem z Ginny. Współlokatorki nie było, za co podziękowałam w duchu. Otworzyłam szafkę, która stała przy łóżku rudowłosej i wyjęłam akty. Tak jak sobie obiecałam, spalę je. Jednak musiałam poczekać na Freda, ponieważ może już używać czarów, poza Hogwartem. Odetchnęłam i włożyłam akty do półki. Nie było sensu na niego czekać, mógł się zjawić w każdej chwili. Zeszłam na dół do kuchni, starając się nie obudzić portretu pani Black. Stara kobieta o czarnych włosach, które już powoli siwiały. Do złudzenia przypominała mi Narcyzę i Bellatrix, natomiast wcale nie była podobna do Andromedy, a przecież to była jej córka. W kuchni była pani Weasley, Arthur oraz ich córka, Ginny. Uśmiechnęłam się do niej pogodnie, a ona odpowiedziała mi tym samym. 
- Dzień Dobry ! - powiedziałam radośnie, mimo strasznej prawdy, której dowiedziałam się nie dawno.
- Och, dzień dobry, kochana ! Siadaj. - powiedziała pogodnie Molly i wskazała ręką na jedno z krzeseł. 
Usiadłam i wzięłam do ręki tosta. Zaczęłam go powoli przeżuwać. Do szklanki nalałam soku dyniowego. Siedziałam obok rudowłosej osóbki, która była bardzo uśmiechnięta. Wyglądała jakby wypiła Felix Felicis. Może dostała list od Harry'ego ? Przecież byli w sobie zakochani, a nikt nie potrafił zrobić pierwszego kroku. Pasowali do siebie, jak nikt inny. Westchnęłam cicho, gdy po schodach zeszli bliźniacy. Fred nie wyglądał na szczęśliwego, a Geroge wręcz przeciwnie. Fred usiadł obok mnie, a jego brat obok jego. Szturchnęłam bliźniaka łokciem i uśmiechnęłam się. Widząc, że wszystko jest w porządku, on odwzajemnił gest. 
- Dzieciaki dzisiaj sprzątamy. - oznajmiła pani Weasley. Słychać było ciche pomruki niezadowolenia.  - Ginny pomożesz mi w kuchni, Ron będzie sprzątał z Georgem, a Fred z Hermioną.
Uśmiechnęłam się na myśli, że będę mogła sprzątać z bliźniakiem. Ginny napewno zadręczałaby mnie pytaniami, na temat tego, dlaczego jestem taka smutna. Co jak co, ale Ginny umiała wydusić prawdę z człowieka. 
- Ale mamo ! - zaprotestowała Ginny, wielce oburzona. - Chciałam sprzątać z Hermioną !
- Bez dyskusji, Ginny. Jesteś mi potrzebna tutaj. - odpowiedziała Molly władczym tonem. - Ron i George, posprzątacie salon, hol, natomiast Fred i Hermiona, dwa pokoje na drugim piętrze. Jutro posprzątamy dalszą część. Wszystko co jest potrzebne wam do sprzątania, czeka w pokojach. 
Wstaliśmy niechętnie. Razem z Fredem poszłam na górę, na drugie piętro. Zapowiadał się dość ciekawy i pracowity dzień. Chociaż z bliźniakiem, mogło być na odwrót.

                                                                            ♣.♣.♣

Rozdział jest, gotowy. Wena po części wróciła. Mała Rewolucja na blogu została zakończona, chociaż jeśli widzielibyście gdzieś jakieś błędy, proszę pisać w komentarzach. Na pewno je poprawię. Dodałam też nowe zakładki, w których moglibyście znaleźć mnie na innych portalach, lub się ze mną skontaktować. Bardzo proszę, jeśli zauważycie jakieś błędy, piszcie w komentarzu. Jest to dla mnie bardzo ważne. Dziękuję Crystaleth, za miłe słowa :) 

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 12 - " Pamiętaj, jestem przy tobie. "


Otwierałam powoli oczy. Promienie słońca, padały na moją twarz, lekko ją oświetlając. Przeciągnęłam się leniwie w łóżku i wstałam. Moja współlokatorka jeszcze spała, na łóżku Narcyzy. Tak na łóżku, mojej matki, tej prawdziwej. Wzięłam czyste ciuchy i poszłam do łazienki, która znajdowała się obok naszego pokoju. Weszłam i zamknęłam drzwi na klucz. Nie chciałam, aby ktoś niepowołany przez przypadek, otworzył drzwi i wtargnął nieproszony. Położyłam ubrania na szafce i spojrzałam w lustro. Przeraziłam się nie na żarty. Oczy podkrążone, opuchnięte i czerwone. Wzięłam głęboki wdech, jak to miałam w zwyczaju i weszłam pod prysznic. Namydliłam ciało olejkiem lawendowym. Po dziesięciu minutach tuszowałam zapuchnięte oczy. Nie chciałam aby ktokolwiek widział mnie w takim stanie. Obiecałam sobie, że nikt nie dowie się o tym, że jestem córką Malfoy'ów. Nawet moja najlepsza przyjaciółka Ginny, nie mogła o tym wiedzieć. Postanowiłam, że będę zachowywać się tak jakby nic się nie wydarzyło. Ubrałam się w bluzkę z krótkim rękawkiem w kolorze brzoskwini oraz spodenki w kolorze brązu. Na nogi założyłam neonowe czerwone trampki. Oczy pociągnęłam tuszem, a usta błyszczykiem. Byłam zadowolona z efektu pracy. Wyszłam z pomieszczenia i spojrzałam na zegarek. Była dopiero szósta rano ! O ile dobrze pamiętałam to poszłam spać o dwudziestej drugiej. Spałam tylko osiem godzin, ale najwidoczniej tyle wystarczyło. Rudowłosa dalej spała, a na jej twarzy raz po raz, pojawiał się mały uśmiech, ale jakże promienny. Za pewne śniła o chłopaku do którego wzdychała od kiedy tylko przekroczyła próg Hogwartu. Ginny obdarzyła uczuciem Harry'ego, który jak na złość nie widział, że jest w niego zapatrzona. Wyszłam cicho z pokoju i zamknęłam drzwi. Zeszłam po schodach i o dziwno zastałam tam Freda Weasleya. Opierał się o blat plecami. Jadł płatki z mlekiem. Na mój widok uśmiechnął się promiennie. 
- Czemu nie śpisz ? 
- Jakoś... Nie mogę ... - skłamałam szybko, jednak chyba się zorientował, że coś jest nie tak. 
- W porządku ? Źle się czujesz ? - spytał troskliwie. Podeszłam bliżej do niego. 
Fred widząc, że do niego podchodzę odłożył miskę i spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem. Przytuliłam się do niego a on tak po prostu zagarnął mnie, w swoje ramiona. Poczułam się bezpieczna. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Zapomniałam o wszystkich troskach i cieszyłam się chwilą. Tak bardzo potrzebowałam, tego aby on mnie przytulił, ten jego dotyk był jak... Ukojenie, dla mnie i dla mojego umysłu. Odetchnęłam głęboko. Podniosłam wyżej głowę i spojrzałam w jego oczy. Były takie brązowe i piękne. Utonęłam w nich w tym momencie. Fred patrzył w moje oczy i najwidoczniej także utonął. Gdy tak patrzyłam w jego oczy, zobaczyłam coś czego się nie spodziewałam. Miłość. Tak widziałam w nich to uczucie, którego nigdy nie zaznałam. Ale czy nie błędnie odczytałam to z jego oczu ? Może chodziło o coś innego, niż o to co mi chodziło po głowie. Nie wiedząc kiedy po moim policzku spłynęła samotna łza. Ukryłam głowę w jego torsie. On poczuł, że płaczę. Otarł samotną łzę spływającą po moim policzku. 
- Czemu płaczesz ? - spytał, a ja uległam. 
Miałam nikomu nie mówić o tym, o czym się wczoraj dowiedziałam. Jednak przy nim, było jakoś inaczej. Czułam, że mam od niego wsparcie, większe nawet od Ginny. Postanowiłam wyjawić prawdę, tylko jemu. 
- Malfoy.... - powiedziałam i rozpłakałam się. 
- Skrzywdził cię ? - spytał łagodnie, jednak czułam, że jego mięśnie napinają się. Z pewnością był zły. 
- Nie. - powiedziałam i zawahałam się. Powiedzieć mu czy nie ? - Jest moim bratem. 
Spojrzałam w jego oczy, które się rozszerzyły. Było w nich widać zdziwienie. Nie dziwiłam się, przecież Fred był pewny, że jestem córką Granger'ów, a nie Malfoy'ów. 
- Hermiono... Jesteś pewna ? - spytał Fred, cały czas niedowierzając. 
- Tak. Wczoraj znalazłam mój akt urodzenia. Wszystko się zgadza. - powiedziałam i poczułam kolejną ulgę. Wyżaliłam się, jednak czy to zaakceptuje ? 
- Nie martw się, będzie dobrze. - powiedział Fred, i przytulił mnie. - Pamiętaj, jestem przy tobie. 
Wziął mnie na ręce i zaniósł do jakiegoś pokoju, którego w ogóle nie widziałam od początku pobytu tutaj. 

_____________________________________________________

Przepraszam, że taki krótki, ale mam brak weny. Niestety. Ale myślę, że będę coś powoli pisać, i w końcu wena przyjdzie. Pozdrawiam ;*


piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 11 - " Kocham cię Hermiono ".


To co zobaczyły kompletnie zbiło je z tropu. W kuchni, przy stole siedział Syriusz Black. Hermiona spojrzała na Ginny pytającym wzrokiem, jednakże młodsza Gryfonka, tylko wzruszyła ramionami. Usiadły obok Syriusza. Nic się nie zmienił. Miał brązowe do ramion włosy, brązowe oczy, i podłużną twarz. Ubrany w brązowy garniutur w paski.
- Witaj Hermiono, witaj Ginny. - powiedział Syriusz, wymuszając sztuczny uśmiech.
- Cześć Syriusz. - powiedziałyśmy oby dwie.
- Syriusz, do kogo należy ten dom ? - spytałam i poczułam, że ulżyło mi. To pytanie bardzo mnie dręczyło.
- Do mnie. - powiedział i uśmiechnął się. - To dom moich przodków Black'ów. Z pewnością zauważyłaś zdjecia.
Pokiwałam głową a on kontynuował :
- Andromeda, Bellatrix, Narcyza to moje siostry. - powiedział beznamiętnym tonem. Najwidoczniej nie spodobało mu się to, że musi mówić o swoich siostrach.
Nie odezwałam się już ani słowem. Na obiad przyszli Ron, Fred i George. Zdziwiłam się, że nie było Harry'ego.  Fred usiadł obok mnie, a George obok Ginny. Ron usiadł na prosto mnie. Nałożyłam sobie sałatki i zaczęłam ją powoli przeżuwać. Tak na prawdę nie byłam głodna. Ale wiedziałam, że pani Weasley zaraz będzie nalegać, abym cokolwiek przełknęła. Więc zmusiłam się do jedzenia. Zastanawiało mnie to, gdzie jest Harry. Zawsze schodził na posiłki, kiedy tutaj był. A może coś się stało ? A nikt nie chce nam tego powiedzieć ? Obiecałam sobie, że zapytam się o wszystko Syriusza.
Po nie długim czasie rodzina Weasley poszła na górę. Ja zostałam wraz z Syriuszem i panią Weasley. Wiedziałam, że rudowłosa kobieta może być nie zadowolona z tego, że będę wypytywać o wszystko. Jednak spodziewałam się, że nie dostanę kilku istotnych informacji. Musiałam zaryzykować i zapytać.
- Syriusz... Gdzie jest Harry ? - spytałam, jednak nie usłyszałam odpowiedzi.
Jak na zawołanie po schodach, zszedł Harry. Widać było, że był bardzo zły. Spojrzałam na niego, lecz posłał mi tylko gniewne spojrzenie.
- Harry ! Co się dzieje ?
- Zapytaj Syriusza ! - wrzasnął, a ja byłam już pewna, że coś poszło nie tak.
- Co się dzieje ? - spytałam Syriusza i dostałam odpowiedź.
- Harry musi, wrócić do swojego wujostwa. - powiedział Syriusz przez zaciśnięte zęby. Nie spodobało mu się to.
- Ale to dla jego dobra. - powiedziała pani Weasley. - Dumbledore, zdecydował, że tam będzie bezpieczny. Sam - Wiesz - Kto, nie zaatakuje go.
- A co jeśli jednak się odważy ? - spytał z podniesionym głosem jeden z Huncwotów. - Molly ! Harry będzie bezpieczniejszy tutaj !
- Nie Syriuszu ! Całkowicie się z tobą nie zgodzę ! - wrzasnęła Molly. - A ty Harry, kochaneczku pożegnaj się, potem na peron odprowadzą cię Tonks, Lupin, Arthur, oraz Kingsley. - jej ton stał się nagle bardzo miły i trochę przesłodzony.
- Dobrze. - Harry starał się być miły jednak mu to nie wychodziło.
Wstałam i podeszłam do niego. Przytuliłam i powiedziałam :
- Harry... Nie martw się, będziemy wysyłać Ci sowy...
- Hermiono, nie możemy wysyłać żadnych sów Harry'emu. Mogą zostać przechwycone. - powiedziała Molly gniewnym tonem.
Westchnęłam. Tak bardzo nie chciałam się z nim rozstawać. Byliśmy jak rodzeństwo. Przecież miał spędzać te wakacje z nami. A nie u wujostwa, które się nim nie interesowało, gardziło, poniżało. Było mi bardzo smutno.
- Nie martw się... Dam radę. - powiedział Harry i westchnął. Jemu też było ciężko.
- Wieżę. - powiedziałam i uroniłam łzę, jednak szybko ją otarłam. - Pożegnałeś się już ze wszystkimi ?
- Tak. - powiedział i usłyszałam głos pana Weasley'a.
- Harry musimy już iść.
Harry spojrzał na mnie i wyszedł z kuchni, aby pojechać na dworzec Kings Cross. Nie odzywając się ani słowem, weszłam po schodach. Było mi strasznie smutno. Przecież to miały być wakacje w wspólnym gronie ! A nie wakacje, na których nie ma Harry'ego. Martwiłam się nie tylko o to. Co jeśli napadną Harry'ego na Privet Drive 4 ? Przecież Voldemort był nieobliczalny ! Mógł zrobić wszystko. Na domiar tego, nie mogliśmy przesyłać żadnych sów Harry'emu.
Weszłam do pokoju, który dzieliłam razem z Ginny. Zastałam tam nie tylko ją, ale także bliźniaków i Rona. Wszyscy byli przygaszeni, smutni i nie odzywali się ani słowem. Dopiero kiedy usiadłam, Ginny szturchnęła mnie ramieniem.
- Możemy pogadać ? - spytała Ginny.
Kiwnęłam głową i wyszłyśmy z pokoju. Stałyśmy na korytarzu.
- Chciałam cię przeprosić. Za tamto. - powiedziała Ginny i spuściła głowę, patrząc na swoje buty.
Wtedy przypomniałam sobie, że nie pogodziłam się z Ginny ! A przecież z nią normalnie rozmawiałam, jednakże nie potrafiłam się na nią gniewać. - W porządku Ginny.
- Na prawdę ?! - krzyknęła Ginny i zawiesiła mi ręce na szyi.
- Tak. Ginny bo mnie udusisz ! - powiedziałam śmiejąc się. Razem z Ginny weszłyśmy do pokoju i usiadłyśmy koło bliźniaków.
- Hermiono, czego się dowiedziałaś ? - spytał George.
- Pamiętacie jak wczoraj przyglądałam się fotografią, w salonie ? - kiwnęli głową, więc kontynuowałam.  - To siostry Syriusza. Andromeda, Bellatrix, Narcyza. Jednak z nich to metamorfolog druga to dobrze nam znana osoba, a trzecia kobieta to matka Dracona. Ten dom należy do Syriusza. Wiem również, że nie możemy wysyłać jakichkolwiek sów Harry'emu. Ktoś mógłby je przechwycić.
- Ale dlaczego, Harry musi wracać do wujostwa ! - powiedziała Ginny, nie była z tego zadowolona.
- Dlatego, że Dumbledore tak chciał. Uważa, że Harry będzie bezpieczniejszy na Privet Drive. Syriusz nie był z tego wcale zadowolony. - powiedziałam i oparłam od dłonie głowę.
- W takim razie, my powinniśmy być w Norze a nie tutaj. - powiedział George.
- Ty nie nie rozumiesz George. - powiedziałam kręcąc przecząco głową. - Najprawdopodobniej, nie bylibyśmy już bezpieczni w waszym domu. Mogliby nas dopaść śmierciożercy, a zwłaszcza Harry'ego. Dumbledore chce aby był bezpieczny ponieważ, Sami - Wiecie - Kto, będzie chciał go zabić. Chciał to już zrobić, podczas Turnieju.
George pokiwał głową, jednak nie byłam pewna czy zrozumiał. Jednak po chwili pokiwał zrozumiale głową.
- A więc nie pozostaje nam nic innego, jak iść do Syriusza i wyciągnąć od niego coś więcej. - powiedział Fred i ruszył do drzwi.
Zeszliśmy wszyscy na dół. Przy stole siedział Syriusz i pił kawę. Usiedliśmy przy stole, patrząc na Syriusza.
- Przyszliście bo chcecie się co nieco dowiedzieć ? - Huncwot, odgadł nasze myśli. - Niestety mogę wam powiedzieć tyle, że zostajemy tu do końca wakacji. W Norze nie bylibyśmy już bezpieczni. A Harry, najwidoczniej musiał wrócić do, wujostwa.
- Syriusz... A może coś więcej ? - spytała z nadzieją w głosie Ginny.
Syriusz rozejrzał się, po pokoju. Najwidoczniej, patrzył czy kogoś tu nie ma. Na pewno chodziło mu o Molly, która była przeciwna temu, abyśmy się czegokolwiek dowiedzieli.
- Słuchajcie mnie uważnie. Lord Voldemort... - wzdrygnęliśmy się wszyscy na imię, najpotężniejszego czarodzieja, Czarnego Pana. - próbuje odbudować swoją armię. Chce zabić Harry'ego. W końcu to on przeszkodził mu w dotychczasowych planach. Więcej nie mogę wam powiedzieć.
Westchnęliśmy, to było niewiele. Ale zawsze coś. Postanowiłam, że zapytam Syriusza o portret, który dzisiaj oglądałam. Fred i George oraz Ron i Ginny wstali. Ponagliłam ich, i powiedziałam bezgłośnie : " Zaraz przyjdę ". Rodzeństwo Weasley wspięło się po schodach, a ja zapytałam się Syriusza :
- Syriusz... Kto jest na tym portrecie. - wskazałam na portret, na którym była dziewczyna, tak bardzo podobna do mnie.
- To jest córka Narcyzy i Lucjusza, a zarazem siostra Draco. Zaginęła gdy miała trzy lata. Nigdy jej nie odnaleziono. Jest bardzo podobna do ciebie. - powiedział na jednym wydechu i zaczął mi się przyglądać badawczo.
- Może i jest ale... Już nie ważne... - powiedziałam i wbiegłam po schodach.
Była bardzo podobna do mnie, jednak to nic jeszcze nie znaczyło. Ja miałam na nazwisko Granger i miałam biologicznych rodziców. Pochodziłam z rodziny mugoli, nie byłam ani trochę spokrewniona z Malfoy'em. On uważał mnie za szlamę, a ja jego, za arystokratycznego dupka ze Slytherinu. Zawsze mi dokuczał i upokarzał, jednak ja odpłacałam mu tym samym. Nie był z tego zadowolony, wręcz nawet wściekły, lecz mnie to nie obchodziło. Postanowiłam, że przestanę o tym myśleć. W końcu mógł być to przypadek, ale czy na pewno ?
Weszłam do pokoju i opadłam na łóżko. W pokoju nikogo nie było, więc mogłam w spokoju pomyśleć. Dzisiaj miałam spotkać się z bliźniakiem w jego pokoju, o dziewiętnastej. Nie chciałam się z nim spotkać, lecz nie umiałam odmówić. W końcu był przy mnie, kiedy wszyscy mnie zostawili. Był przy mnie razem z Harrym. W duchu dziękowałam mu za to, nie czułam się wtedy samotna. Postanowiłam, że pójdę o dziewiętnastej na spotkanie. Jednak wciąż nie dawała mi spokoju sprawa, z córką Narcyzy. Byłam do niej tak bardzo podobna. Czyżby to było możliwe, że jestem siostrą Dracona ? Nie chciałam w to za bardzo wierzyć, lecz moja mama i tata, nie wspominali nic o tym, jaka byłam jak byłam mała. Nie wspominali nic o mnie jak miałam 3 lata. Zaczęli mówić, jaka byłam mając 4 lata. Zdziwiło mnie to, ale pomyślałam wtedy, że po prostu nie pamiętają. Przecież mieli do tego prawo. A teraz ? Zaczęłam podejrzewać, że nie mówili mi tego tylko dlatego, że mnie adoptowali, albo znaleźli jak miałam 3 latka. Nie pokazywali mi zdjęć z porodu mamy, albo moich pierwszych chwil życia. I jeszcze mój pierwszy list z Hogwartu. Inni mugole też go dostawali, jednak teraz nawet to wydawało mi się dziwne.
Dopiero teraz spostrzegłam, że ten pokój należy do Narcyzy i Andromedy. Na ścianach, były napisane ich imiona. Obok mojego łóżka był napis : Andromeda. A tam gdzie łóżko Ginny napis : Narcyza. Wstałam i podeszłam do szafki, i otworzyłam ją.  Może znajdę jakieś dokumenty, poświadczyły by o zaginionym dziecku ? Zaczęłam przeszukiwać szafkę, w razie czego trzymając różdżkę w dłoni. Tak na prawdę nie wiedziałam, czego się mogę spodziewać po tym domu. W szafce były jakieś papiery, pożółkłe, pomięte, ale dało się z nich odczytać potrzebne informacje. Były tam akty urodzenia, Narcyzy, Andromedy, Bellatrix, Syriusza. Otworzyłam pierwszy z nich.

AKT URODZENIA 
Narcyza Lillien Black 
ur. 5 listopada 1973 roku w Świętym Mungu. 

Nic więcej nie było podane, więc wzięłam kolejny akt.

AKT URODZENIA
Andromeda Victoria Black 
ur. 18 czerwca 1975 roku w Świętym Mungu. 

Kolejny akt urodzenia był identyczny jak dwa poprzednie.

AKT URODZENIA 
Bellatrix Anie Leastrange.
ur. 22 grudnia 1974 roku w Świętym Mungu. 

Teraz, pozostał mi już tylko jeden akt do przeczytania. Zdziwił mnie fakt, że było tam tylko pełne imię i nazwisko Syriusza.

AKT URODZENIA
Syriusz Norbert Black 
ur. 

Nie było daty urodzenia. Zdziwiło mnie to bardzo, ponieważ we wszystkich aktach urodzenia, zawsze zawarta była data i miejsce. Może Syriusz został adoptowany ? Szybko odpędziłam od siebie te myśli i spostrzegłam, że w ostatniej szufladzie leży kilka kartek papieru.  Serce zabiło mi mocniej, sięgnęłam drżącą ręką po zwój i już po chwili go czytałam.

Mamo,
  twoja ukochana, wnuczka zaginęła. Jest nam strasznie smutno i przykro. Wiemy, że chciałabyś aby przyjechała do ciebie na święta Bożego Narodzenia. Będziemy jej szukać, chociaż wiemy tyle, że porwali ją mugole. Draco nie może się pozbierać,  obwinia się o to, że jej nie upilnował chociaż to nie była jego wina.
Ps. Nie martw się, Hermionka szybko się znajdzie.  Dołączam ci jej, zapasowy akt urodzenia.
                                                                                                                          Narcyza


Wzięłam głęboki wdech. A więc ta dziewczyna z portretu, miała na imię Hermiona. Teraz chwila prawdy, jeśli na tym akcie będzie data identyczna i reszta będzie się zgadzać, to oznacza, że mogę być siostrą Malfoy'a... Ale czy to nie zbieg okoliczności, że zaginiona siostra Ślizgona ma na imię tak samo jak ja i jest diabolicznie do mnie podobna ? Otworzyłam akt, jeszcze raz zaczerpując głęboko powietrza.


AKT URODZENIA
Hermiona Jean Malfoy 
ur. 18 maja 1998 roku w Świętym Mungu.

Zaginęła dnia : 23 stycznia 2001 roku, w nieznanych okolicznościach. Najprawdopodobniej, została porwana z kołyski, z posiadłości Malfoy Manor.
Obecne miejsce zamieszkania : ----- 

Odetchnęłam z ulgą. Być może nie jestem córką Malfoy'ów, tak jak przypuszczałam. Spojrzałam jeszcze raz na szafkę i zobaczyłam, że jest tam jeszcze jeden akt urodzenia. Wzięłam go, pełna obaw. To co zobaczyłam było dla mnie prawdziwym szokiem.

MUGOLSKI AKT URODZENIA
Hermiona Jean Granger
ur. 18 maja 1998 roku w Londynie w Szpitalu " Bielański "
Córka Narzyzy Lillien Black - Malfoy oraz Lucjusza Fabiana Malfoy.
Rodzeństwo : Draco Malfoy.
Obecnie zamieszkuje : U państwa Granger'ów, w Londynie. Ul. Rose Street 21.

Rozpłakałam się. Wrzuciłam pośpiesznie akty urodzenia i zamknęłam z hukiem szafkę. Położyłam się na łóżku i w jednej sekundzie postanowiłam, że nikt się nie dowie o tym, że jestem córką Malfoy'ów. Moje życie jest takie jak powinno być. Nie chcę nic zmieniać a tym bardziej, być córką Narcyzy i Lucjusza. Z pewnością musiałabym zostać sługuą Czarnego Pana. Nie chce tego, pragnę być dobrym człowiekiem. Nie mogę dopuścić do tego aby, ktoś z rodziny Weasley'ów dowiedział się o tych aktach. Postanowiłam, że spalę je jutro, przy najbliższej okazji. Najbardziej bałam się tego, że po tym jak się dowiedzą stracę moich najlepszych przyjaciół. Tak jak to było kiedyś. No nie kiedy, tylko tydzień temu. Malfoy dodał eliksiru do dyniowego soku, a moi przyjaciele zwariowali na punkcie, czystości krwi. Później dziwna rozmowa, Draco z Ginny. Rudowłosa najwyraźniej nie chciała wypić eliksiru, tylko... Jakiego ? Może Draco, dowiedział się o tym, że jestem jego siostrą ? I chciał odizolować wszystkich ode mnie, aby móc mi wszystko powiedzieć ? Postanowiłam, że zbadam to w najbliższych dniach. Nagle nie wiadomo skąd, poczułam, że moje powieki są ciężkie. Poddałam się i zasnęłam oddając się, w Objęcia Morfeusza.

                                                                        ♣.♣.♣

Siedziałem w pokoju wraz z Georgem. Mój brat pisał jakiś list, najprawdopodobniej do Angeliny. Chciałem podpatrzeć, co do niej pisze jednak bliźniak, co chwilę zatykał kartkę ręką. Bezradny wyszedłem z pokoju. Postanowiłem, że odwiedzę Hermionę, o ile dobrze się orientuję, powinna być w pokoju razem z Ginny. Uchyliłem drzwi, gdyż nikt nie odpowiedział na moje pukanie. Hermiona leżała na łóżku, spała. Podszedłem do niej i odgarnąłem kosmyk, z jej włosów. Oczy miała czerwone, z pewnością płakała. Przykryłem ją kocem i szepnąłem : " Kocham cię Hermiono ". Wyszedłem zostawiając, moją sympatię w pokoju, pogrążoną w śnie.

______________________________________________________

No macie rozdział 11 ♥ 

Krótki mi wyszedł, ale po części jestem z niego zadowolona . 
Komentujcie. 

Dziękuję Crystaleth, za komentowanie i podtrzymanie mnie na duchu ♥ 
Dedykuję jej ten rozdział :)
Od tej pory, rozdziały będą, z tytułami . 
;* Tymbarkowa .

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 10 - " Chcesz słońce, nie okłamuj się. "



Siedziałam w jakimś pustym przedziale, płakałam po raz kolejny. Skulona, i samotna. Tak bardzo chciałam, aby on tu był. Fred Weasley. Przez ten pocałunek, straciłam nad sobą kontrolę, i zdrowy rozsądek. Chciałam aby zdarzyło się to jeszcze raz, ale... " Co ja gadam ?! " - pomyślałam rozgoryczona, zapłakana. - " Ja nie chcę żeby on tu był !"
Stało, się. Fred wszedł do mojego przedziału, i spojrzał na mnie tymi swoim oczami, które tak bardzo mi się podobały i śniły po nocach. Uległam im i patrzyłam tak, cały czas, na nie, na niego. Usiadł obok mnie, a ja automatycznie się ocknęłam. Odsunęłam się od niego, na tyle, aby utrzymać bezpieczną odległość między nami. Spojrzałam w okno, i westchnęłam cicho. Nie chciałam odwracać głowy, jednak zmusił mnie do tego.
- Hermiono... spójrz na mnie. - powiedział i chwycił mnie, za podbródek i zmuszając mnie, aby na niego popatrzyła. Westchnęłam tym razem głośniej. - Przepraszam, że cię pocałowałem.
Ledwo przeszły mu przez gardło, słowa które wypowiedział.
- Musimy porozmawiać, Mionka. Spotkamy się w ogrodzie o 19 ? - spytał z uśmiechem, tak wielkim, że otworzyłam szeroko oczy. Czyżby coś pił ?
- A-ale, oczywiście. - powiedziałam, nie mogąc się otrząsnąć. Właśnie zdałam sobie sprawę, z tego co zrobiłam. Przecież nie chciałam się z nim umawiać ! Na żadne spacerki, pogawędki.
" Chcesz słońce, nie okłamuj się. " - powiedział cichy głosik w mojej głowie, jednak ja dalej się upierałam.
Spostrzegłam, że rudzielca już nie ma. Odetchnęłam z ulgą i wróciłam do przedziału w którym, siedziałam razem z przyjaciółmi. Bez problemu, przeszłam przez korytarz, nie napotkając nikogo, nie proszonego. Otworzyłam drzwi do przedziału, i usiadłam na swoim miejscu. Harry dalej przyglądał mi się badawczo. Ginny, właśnie się obudziła, tak samo jak George. Ron jeszcze smacznie spał, lekko pochrapując. Odetchnęłam głęboko i oparłam się głową o szybę. Słońce nie zachodziło, na niebie nie było ani jednej chmurki. Było goraco, a do tego nie było ani krzty wiatru. Przejeżdżaliśmy teraz przez pola, lasy i łąki, pojawiały się góry, oraz pagórki i wzgórza. Wjechaliśmy do tunelu. Nastała ciemność, zamknęłam oczy, aby jeszcze bardziej pogrążyć się, w ciemnościach.
Nagle pocią zaczął się zatrzymywać, przestraszona, otworzyłam oczy. Usłyszałam cichy szept. Ktoś wypowiedział zaklęcie, i pojawiły się dwa światła z końca, różdżki. Fred i George, użyli zaklęcia Lumos. Fred stał obok mnie, a George obok Ginny. Była bardzo przestraszona, spojrzała na mnie, a ja zdezoriętowana otowrzyłam lekko usta. George, teleportował się wraz z rudowłosą siostrą, która zdążyła mi posłać przestraszone spojrzenie. Zdezoriętowana spojrzałam na Freda, który zaraz pośpieszył z wyjaśnieniami. Chociaż nie były one zbyt szczegółowe.
- Hermiono, musimy się natychmiast deportować. Śmierciożercy, są tutaj. - powiedział i objął mnie ramieniem, gdy zobaczył, że się osuwam.
- A-ale, Harry ... i Ron ! A reszta ?! - prawie krzyczałam, jednak nie miałam siły by wypowiadać więcej słów.
- Harry'ego, już dawno tu nie ma, tak samo jak Rona, Dumbledore ich osobiście deportował. Resztą się nie przejmuj, musimy się deportować. - powiedział i poczułam, charakterystyczny skurcz w brzuchu. Świat zawirował mi przed oczami, zamknęłam je, aby nie patrzeć co się dzieje.
Kiedy poczułam twardy grunt pod nogami, dalej nie otwerałam oczu. Oddychałam głęboko, aby się uspokoić. Poczułam, dziwny zapach, tak jakby stęchlizny. Otworzyłam oczy. To co zobaczyłam, kompletnie zbiło mnie z tropu. Znajdowałam się, w jakimś mi nie znamnym dotąd domu. Razem z Fredem stałam na korytarzu. Ciemne, granatowe ściany, stare ciemnobrązowe schody, portrety na których byłi głownie czarodzieje ubrani w czarne lub szkarłatne szaty. Obok schodów, stał stojak na płaszcze, ale co najdziwniejsze było to, że był w krztałcie nogi trolla.
- Fred... Gdzie my jesteśmy ? - spytałam, dalej przyglądając się tajemniczemu miejscu w osłupieniu, to z pewnością nie była Nora.
- Miona, jesteśmy w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa. - powiedział Fred i spojrzał na nią, jakby o tym nie wiedziała. - Ah... No tak, precież ty nie podsłuchiwałaś. - teraz zniżył głos do szeptu.
- Gdzie ? Czego nie podsłuchiwałam ? - spytałam, jeszcze bardziej oszołomiona i zdiwiona.
- Jeszcze rok temu, w poprzednie wakacje, ja i George podsłuchaliśmy rozmowę, właśnie o Zakonie Feniksa. - powiedział Fred najciszej jak mógł. - Wszystkiego dowiesz się później, jednak to nie będzie za wiele.
Poszłam za bliźniakiem. Znaleźliśmy się w salonie, w którym siedzieli nasi przyjaciele. Ginny siedziała przestraszona, oparta głową o Harry'ego. Ron siedział obok Georga, grali w Eksplodującego Durnia. Kiedy weszliśmy do pokoju, wszystkie oczy zwróciły się na nas. Ginny wstała i podbiegła do mnie, przytulając. Ron zerwał się na nogi i wyszedł, nie mówiąc ani słowa. Harry, podszedł do mnie. Odetchnęłam z ulgą widząc wszystkich w jednym kawałku. Najbardziej na widok Harry'ego odetchnęłam, gdyż z pewnością chodziło o jego. Śmierciożercy, na pewno chcieli go porwać i dostarczyć Voldemortowi. Kiedy Ginny oderwała się ode mnie, przytulił się do mnie Harry.
- Harry .... w porządku ? - szepnęłam mu do ucha.
- Tak. - powiedział i poszedł na górę, pewnie do Rona.
Spojrzałam na Freda. Oczekiwałam na wyjaśnienia a on, to widocznie zauważył. Usiadłam razem z Ginny na kanapie, a bliźniacy na fotelach.
- Jak już wiecie, znajdujemy się w Kwaterze Głównej Zakonu Feniksa. Jest to tajna orgaizacja, która walczy z Voldemortem. - powiedział Fred.
- Z tego co wiemy to należą do niego nasi rodzice, Alastor Moody, Lupin, Syriusz Black, Tonks, oraz Dumbledore. NIestety więcej o tym miejscu nie wiemy. - kontynuował George, ale po chwili zamilkł.
Zamyśliłam się. A więc byliśmy w siedzibie, Kwatery Głównej Zakonu Feniksa, która walczyła z Voldemortem. Jednak nie to mnie martwiło, tak bardzo. Wiedziałam, żę w tym roku wszystko się zmieni, ale nie przypuszczałam, że już w pierwszy dzień wakacji. Nie byłam w stu procentach przekonana, kiedy to się stanie, ale myślałam, że to będzie w kolejnym roku szkolnym. Rozglądnęłam się po salonie. Granatowy pokój, tak samo jak hol. Stała w nim jednak kanapa i dwa fotele. Na ścianach były różne portrety, przypominały mi trochę rodzinę Malfoy'a. W pewnym momencie, spostrzegłam, że na jednym portrecie jest dziewczyna bardzo podobna do mnie. Miała brązowe włosy, lekko kręcone, i tak samo brązowe tęczówki. Wstałam i podeszłam do portetu. Przyjżałam mu się z bliska. Dziewczyna miała może z 3 lata. Obiecałam sobie, że zapytam się kogo kolwiek, do kogo należy ten portret i jest na nim namalowany. Usiadłam spowrotem na swoim miejscu, dalej przyglądając się pomieszczeniu. Były tu stare meble, koloru ciemnegobrązu. Szafki stały przy ścianie z portretami, a na nich zdjęcia rodzin. Na jednym z nich z pewnością, była młoda Bellatrix Leastrange. Czyżby ten dom należał do jej przodków ? Obok niej, stała mi nie znana kobieta. Miała długie bląd włosy, brązowe oczy, mały nos, pełne malinowe usta. Stała obok, jeszcze jednej kobiety, która na pewno była matką Draco Malfoy'a. Pełne malinowe usta, zielone oczy i te charakterystyczne biało - czarne włosy. Tylko jedna z nich nie była do nich podobna. Blondynka była zupełnym przeciwieństwem matki Dracona i Bellatrix. Jej rysy twarzy były przyjazne, jednak oczy nie były już takie jak twarz. Natomiast Leastrange i matka Ślizgona były do siebie podobne, jednak nie aż tak. Łączyły je tylko rysy twarzy i to, że służyły Czarnemu Panu. Oczy zupełnie inne. Spojrzałam na drugie zdjęcie. Znowu stały na nim trzy kobiety. Tym razem pod zdjęciem były imiona kobiet. Imię pierwszej z nich to Narcyza, matka Draco. W środku stała Bellatrix, jednak jej imienia nie trzeba było czytać, każdy w świecie czarodziejów znał jej imię, każdy dobrze wiedział, że służy Czarnemu Panu. A obok, stała ta sama osoba co na pierwszym zdjęciu, jednak miała inny kolor włosów, teraz były czarne. Była to nie jaka Andromeda. Spostrzegłam, że ta kobieta musiała być metamorfologiem. Umiała zmieniać kolor włosów, na taki jaki zapragnęła. Z pewnością umiała zmienić wszystko w swoim wyglądzie, jednak tutaj na tych zdjęciach zmieniała tylko, kolor włosów. Na kolejnych zdjęciach stały te same trzy kobiety. Wszytkie zdjęcia były magiczne, jednak mnie bardziej zastanawiało czy te trzy kobiety, które są na tych zdjęciach to przypadkiem nie siostry ? Albo, do kogo należy ten dom ? Spojrzałam teraz na moich przyjaciół. O dziwo siedział tam tylko Fred Weasley, natomiast Ginny i Georga nie było. Nawet nie zauważyłam kiedy zniknęli stąd nic nie mówiąc. Być może coś mówili jednak ja byłam aż za bardzo, pogrązona w własnych myślach. Spojrzałam na Freda, a nasze spojrzenia się zetknęły. Wiedziałam, że muszę to przerwać dlatego zaczęłam rozmowę.
- Kiedy będą tu twoi rodzice ? - spytałam aby uniknąć kontaktu wzrokowego, z bliźniakiem.
- Za chwilę powinni tu być. - powiedział i zaczął rozglądać się, po pomieszczeniu.
Jak na zawołanie usłyszałam trzask. Na środku pokoju stali Molly i Arthur. Spojrzeli na mnie i na Freda i od razu do nas podbiegli.
- Dzieci ! Nic wam nie jest ?! - spytała spanikowana Molly. - Nie mogliśmy przybyć wcześniej. Gdzie Harry, Ron, Ginny i George ?
- Poszli na górę. - powiedział Fred patrząc na swoją matkę.
- Och, to ja do nich pójdę. Chodźćie, z pewnością zajęli już pokoje... - powiedziała pani Weasley i wspięła się po schodach, prowadzacych na piętro.
Razem z Fredem wstaliśmy i poszliśmy za panią Weasley. Czy to miało oznaczać, że tutaj zostajemy ? Myślałam, że deportowaliśmy się tu tylko po to aby ochłąnąć, a później wrócić do Nory. A teraz ? Mieliśmy zostać w tym domu, nie wiedząc o co chodzi. Prawdę mówiąc wiedząc od czego jest Zakon, oraz ilu ma człąków. Podobno było ich więcej. Wiedzieliśmy tylko tylę, ale najwidoczniej nikt nie kwapił się, aby cokolwiek nam wyjaśnić. Byłam trochę zdenerwowana, ponieważ wcześniej zawsze przyjeżdżałam do Nory i nie mieliśmy żadnych problemów, nie przenosiliśmy się nigdzie. A teraz ? Przenieśliśmy się w nieznane dotąd nam miejsce, nie widząc gdzie ono się znajduje. Zaczęłam się poważnie martwić co do tego, czy Śmierciożercy nie wypili Eliksiru Wielosokowego i nie zamienili się w Arthura i Molly. Chociaż Molly, była zbyt troskliwa, żaden Śmierciożerca nie potrafił by być tak miły i opiekuńczy. Odetchnęłam z ulgą.
- Hermiono, tutaj jest pokój twój i Ginny. Fred twój pokój jest na prosto. - powedziała Molly, miłym głosem, jednak słychać w nim było nutkę ... Nie wiem jak to określić. Władczego tonu lub zdenerwowania. - Rozpakujcię się, potem zawołam was na obiad.
Molly zeszła po schodach. Spojrzałam na Freda, który już wchodził do swojego pokoju. Jednak kiedy zobaczył moje spojrzenie, zamknął drzwi i podszedł do mnie.
- Pamiętaj, dzisiaj o 19 w pokoju u mnie. - powiedział i wszedł do pokoju.
Westchnęłam ciężko i otworzyłam drzwi do pokoju mojego i Ginny. W tym pomieszczeniu było inaczej. Kolor ścian był fioletowy, a, meble brązu, jednak jasnego. Widać, że był to pokój jednej z dziewczyn na zdjęciu. Pomyślałam, że był to pokój Andromedy, metamorfologa. Obok wielkiej szafy, stało duże lustro w kształcie okręgu, jednak było bardziej owalne niż okrągłe. Można było powiedzieć, że było jak wielkie jajko. Po jednej stronie stało łóżko, które było zaścielone, niebieską pościelą, co mnie bardzo ździwiło. Drugie łózko natomiast było po drugiej stronie, ale zaścielone zieloną pościelą. Siedziała na nim Ginny i przyglądała mi się. Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku, które najwidoczniej Gin, przeznaczyła dla mnie. Wiedziała, że lubię jasne kolory, jednak fioletowy nie był zły. Rudowłosa natomiast, uwuelbiała zielony kolor. Czy to ciemny, czy to jasny, dla niej po prostu był wspaniały.
- Ginny, jak myślisz... Dlaczego tu jesteśmy ? - spytałam, musiałam się komuś wygadać z tego co zaoobserwowałam i o tym czego się obawiałam.
- Nie wiem. Ale myślę, że dowiemy się wszystkiego na obiedzie. - powiedziała Ginny i wstała.
Wyjęła z kufra czyste rzeczy i poszła się przebrać, do łazienki. Jakieś dziesieć minut później wyszła już całkowicie odświerzona. Była ubrana w czarną bluzkę na ramiączkach, dżinsowe spodenki oraz czerwone tampki. Włosy miała spięte w wysokiego kucyka. Rzęsy pomalowała tuszem, a usta błyszczykiem. Uśmiechnęła się promiennie, do mnie po czym wstała i podeszła do mnie.
- Hermiono ... może byś się umalowała ? Tak dla odmiany... - powiedziała, spoglądając na mnie tajemniczo. - Proszę.
Kiedy Ginny, prosiła mnie o coś, nie umiałam odmówić. Uległam, jak zawsze. - Och, no dobrze.
Młodsza Gryfonka, rzuciła mi się na szyję, dusząc mnie przy tym. - Dobrze, dobrze Ginny. Już ... Bo mnie udusisz.
Dopiero po tych słowach, rudowłosa odeszła ode mnie lekko chichocząc. Wyjęłam z kufra czyste ubrania, i poszłam do łazienki. Weszłam pod prysznic i umyłam ciało płynem, lawendowym. Wytarłam się puszystym ręcznikiem, i ubrałam się w letnią sukienkę, która była koloru białego. Miała niebieski pasek, w miejscu wcięcia w tali. Włożyłam czarne balerinki, a rzęsy pomalowałam tuszem, usta błyszczykiem i wyszłam z łazienki. Ginny spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko, usatysfakcjonowana z tego, że udało jej się mnie namówić na makijaż.  Zachichotałam.
- Dzieci ! Obiad ! - krzyknęła pani Weasley.
Razem z Ginny wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się na dół. To co zobaczyłyśmy kompletnie zbiło nas z tropu.

___________________________________________________

Zmieniłam na narrację pierwszoosobową, bo jakoś tak mi lepiej pisać.

Mam nadzieję, że wam się spodoba. Proszę, skomentujcie.