Dawno już się tak nie czułam. Leżałam na łóżku w jakimś pokoju, a obok mnie Fred. Miałam zamknięte oczy, ułożona na jego umięśnionym torsie, delikatnie gładził mnie po plecach. Jego dotyk, taki miły, ciepły i przyjazny. Przy nim nie musiałam martwić o nowy, niepewny dzień, każda chwila była skarbem. Sekundy były jak minuty, zamieniające się w godziny. Razem czas biegł szybciej, natomiast rozdzieleni dłużył się niemiłosiernie. Zachowywaliśmy się jak, dzieci, które spędzają ze sobą czas na grach. Zupełnie jak siedmiolatki biegające po trawnikach za piłką, walcząc z matkami o przedłużenie wszelkich zabaw. O każdą cenną minutę. Z jedną różnicą: my nie musieliśmy martwić się o nie zgodę między naszymi rodzinami. Nie widzieli w naszym związku niczego co by mogło zagrażać naszemu życiu, ewentualnie Fred mógłby mnie sprowadzić na złą drogę. Jednak rudowłosy to prawdziwy, czuły chłopak. Pewnie gdyby teraz słyszał moje przemyślenia, stwierdził by, że przesadzam i wyolbrzymiam i to ja jestem idealna. Moglibyśmy się o to spierać i pytać każdego kogo byśmy napotkali. Zdania zapewne były by bardzo zróżnicowane.
Będąc tutaj przy nim myślałam o nim. Czy to nie było dość dziwne? Powinna mi wystarczyć jego obecność. Są jeszcze inne sprawy. Odzyskując pamięć przypomniałam sobie jak przekazałam ważną wiadomość Harry'emu. A mianowicie chodziło o jego siostrę. Victoria Isabella Potter. Jak to możliwe, że nic o niej nie wiemy? Chodzi do Hogwartu! Ciekawe do jakiego domu? Czy aż tak dobrze się ukrywała, może nie chciała zostać znaleziona lub była w niebezpieczeństwie jak Harry? Może jak on ma bliznę. Nie mogłam wytrzymać, tej presji i tych wszelkich pytań. Chciałam porozmawiać z Harrym. Podniosłam się tak gwałtownie, że Fred podskoczył.
- Przepraszam, przestraszyłam Cię? - bardzo szybko spytałam, nie miałam chwili do stracenia.
- Gdzie Ci się tak śpieszy?
- Muszę porozmawiać z Harrym.
- Coś się stało? - zapytał unosząc brew do góry.
- Nie, chodzi o jego siostrę. - podeszłam do niego i dałam mu buziaka w policzek. - Zobaczymy się później?
Kiwnął głową, a ja zamknęłam drzwi i poszłam szukać Harry'ego. Ciekawe czy wie o tym, że odzyskałam całe moje życie?
Zeszłam do kuchni a tam zastałam Ginny, która na mój widok uśmiechnęła się. Widocznie wiedziała już o wszystkim. Kiedy Fred wyszedł na chwilę musiał zapewne z euforii opowiedzieć wszystkim co się stało.
- Ginny, nie wiesz gdzie jest Harry? Mam ważną sprawę do obgadania.
- No cóż, Harry, Harry. Chyba jest w ogrodzie.
- Dzięki, Ginny, pogadamy wieczorem.
Wybiegłam na dwór i zaczęłam rozglądać się za przyjacielem. Tak bardzo chciałam go zobaczyć. Chyba nie odwiedzał mnie, ani nie widział od czasu wypadku. Musiał to bardzo przeżyć. Czarnowłosy zawsze dusił sobie wszelkie uczucia i przemyślenia. Czasami zastanawiałam się jak znaleźliśmy wspólny język. Łączyła nas cudowna przyjaźń, z której nigdy nie zamierzałam zrezygnować. Każdego dnia, myślałam o tym co wydarzy się między nim a Czarnym Panem na ostatecznym starciu. Ktoś musi to zakończyć.
Zobaczyłam jak siedział sam na ławce. Najwidoczniej doskwierała mu samotność. Być może pokłócił się z Ronem o mój wypadek, w końcu rudowłosy chłopak za tym stoi. Odkąd pamiętam, zawsze był zazdrosny, ciekawy, zadziorny i aż za bardzo natarczywy.
- Harry! - krzyknęłam.
Odwrócił głowę i z niedowierzania poprawi okulary, ale bardzo niedbale. Podeszłam do niego, a on wstał i przytulił mnie. Krótko, ale jak prawdziwy przyjaciel.
- Pamiętasz moje imię?
Wtedy uświadomiłam sobie, że Fred nie dotarł do wszystkich z jakże cudownymi dla niego wieściami. On cieszył się po stokroć razy bardziej niż ja. Widocznie okularnik lubił pobyć w ciszy, samotności i z dala od natłoku wydarzeń. A co najważniejsze, niekiedy od ludzi.
- Oczywiście, Fred Ci nie powiedział?
- Niby co takiego miał mi powiedzieć?
Opowiedziałam mu to samo co Fredowi. Słuchał mnie bardzo uważnie, tak jakby spijał każde słowo z moich ust.
- Ale nie po to tutaj przyszłam Harry.
- Dokładniej?
- Chodzi o twoją siostrę, Victorię.
Harry westchnął. Chyba nie chciał rozmawiać na ten temat. Wiedziałam, że sprawia mu to ogromny ból, ale bardzo chciałam mu pomóc. Kiedyś i tak musielibyśmy o tym porozmawiać, więc dlaczego nie teraz? Lepiej późno, niż wcale.
- Musimy o tym teraz rozmawiać? Nie wiem nic.
- Nie o to mi chodzi. Na prawdę nie wiedziałeś, że masz siostrę? Takich rzeczy z przypadku się nie zapomina Harry i ty dobrze o tym wiesz.
- Na prawdę! Nic a nic! Zawsze miałem pojęcie, że jestem jedynakiem, a tu takie zaskoczenie. Mogę być pewny, że jest choć trochę podobna do mnie. Na pewno będzie miała czarne włosy, ewentualnie ciemny brąz. Może mieć okulary, mieć jakąś małe draśnięcie, choćby bliznę, po tej nocy.
- Harry, znasz kogoś takiego? Na pewno jest osobą magiczną. Musi uczęszczać do Hogwartu. Nie możliwe żebyśmy nigdy jej nie zauważyli?
- Kiedyś na pewno ją widzieliśmy. Gorzej, jeśli należy do Gryffindoru, wtedy byśmy się tylko zbłaźnili... A czy kogoś takiego znam? Jedynie bliźniaczki Patil, ale on mają ciemne oczy. A ty Hermiono?
- Znam, tak samo jak ty. Chociaż u mnie w dzielnicy jest jedna dziewczyna, która wyglądem pasuje.
- Dlaczego nic o tym nie wiem?!
- Widziałam ją może kilka razy, nie zwracałam na nią szczególnej uwagi. Ale teraz wszystko może być możliwe.
- Wszystko jest takie zagmatwane...
Uśmiechnęłam się do przyjaciela i poklepałam go przyjaźnie po ramieniu.
- Więc teraz wiesz, jak ja się czułam nie wiedząc nic.
Przez chwilę, na jego twarzy było widać cień uśmiechu, jednak szybko zniknęło, jak pękająca bańka mydlana.
- Harry, nie rób sobie na początku jakiś wielkich nadziei. Ona wcale nie musi być z mojej dzielnicy.
- Wiem, ale chciałbym już wiedzieć.
- Tak, najgorsza jest nie pewność.
Uśmiechnął się. - Tak masz rację. Jak się zdaje, nie rozmawiałaś z Ronem?
Mina mi zrzedła. Zapomniałam, o tym, że to Ron przyczynił się do mojej nie przytomności, dzięki temu też, reaktywował moją utratę pamięci.
- Nie. Nie chcę go widzieć.
- Rozumiem Cię, ale będziesz mu musiała wytłumaczyć, że powinien przestać wariować. Pani Weasley miała ochotę co najmniej go udusić, sądząc po jej wyrazie twarzy...
- Rozumiem ją. W końcu to jej syn, a ona uważała, że jesteśmy przyjaciółmi. A może nawet myślała, że coś kiedyś z tego wyniknie.
- Tak, możliwe. Ale Ron zawsze był do Ciebie, w stosunku nadzwyczaj nie raz okrutny. Potrafi zgasić największego optymistę.
- Prawda. Ciężki charakter.
Nastała cisza. Chyba oboje powiedzieliśmy sobie wszystko co chcieliśmy usłyszeć, a przede wszystkim wiedzieć. Postanowiłam, że jeśli znajdę Rona dzisiaj, albo go zobaczę całkiem przypadkowo, poproszę go o rozmowę. Chcę to zakończyć raz na zawsze. Za dużo razy mnie skrzywdził, musi to zrozumieć. Za każdym razem kiedy z nim próbowałam rozmawiać, mówił, że się zmieni i, że przeprasza. Też mi coś! Stara śpiewka. Każdy tak mówi, ale nie robi tego co obiecał. Innymi słowy rzuca słowa, na wiatr. Nie lubię ludzi, którzy nie dotrzymują obietnicy. A od przyjaciół wręcz oczekuję deklaracji, spełnienia danej mi obietnicy. Jednakże mogłam się tego spodziewać bo nim. Ron zawsze był impulsywny, lubił zadzierać nosa. Niekiedy, niektóre sytuacje brał zbyt poważnie, wręcz był wtedy nie do zniesienia. Chodził jak struty, nadąsany, zły na cały świat i potrafił wszystkich obarczać winą i swoim, jakże dla niego ,,wielki problem". Zarzucał innym, że go nie słuchają, mają gdzieś jego problemy, kiedy to on właśnie wysłuchuje i doradza jak prawdziwy kolega, co najmniej przyjaciel. Po kłótni, zawsze musiał wyżyć się na kimś innym, nie raz potrafił kogoś ofuknąć. Po takich sytuacjach zawsze zmagała się jego agresja w postaci słów, nie potrzebnie poruszanych i ujawnionych na światło dzienne, ale także agresja fizyczna. Wydawało mu się, że może się na kimś wyładować emocjonalnie, czyli uderzyć. Nigdy nie pochwalałam jego zachowania, ale jakoś je tolerowałam. Teraz widząc skutki, zaprzestanę. Już na dobre.
- Harry, wybacz muszę iść. Może wpadnę gdzieś na Rona, nie mogę odkładać jednej rozmowy w nieskończoność.
Czarnowłosy uśmiechnął się i tylko kiwnął głową. Wstałam i weszłam do domu, przez wielkie drzwi ogrodowe. Na moje szczęście, czy też nieszczęście, przy stole w kuchni siedział Ron. Jadł kurczaka. Zawsze był okropnym łasuchem.
Usiadłam na przeciwko niego i spojrzałam na niego, tak aby na chwilę przestał, że tak powiem torturować to mięso, swoimi zębami.
- Co chcesz? - powiedział to z taką złością, że aż zaczęłam się zastanawiać czy dobrze postanowiłam z tą niby ,,rozmową".
Z nim może być tylko krzyk i nawet rękoczyny. Być może się z nim przyjaźniłam, ale tak na prawdę mogłam tylko przypuszczać i wyobrażać sobie do czego jest zdolny, ten wysoki, rudowłosy chłopak.
- Chciałabym z Tobą porozmawiać.
Odłożył kurczaka a wraz z nim talerz na bok i zaczął mi się uważnie przyglądać.
- Ron z naszą przyjaźnią koniec, po tym wszystkim co zrobiłeś, jak zmusiłeś mnie siłą, abym była z Tobą w tym lesie, obwiązana sznurem przy drzewie... To jak chciałeś abym odeszła od Freda! Na brodę Merlina! Czyś ty zwariował?!
Spojrzał na mnie wielkimi oczami, pełnymi zaskoczenia, ale po chwili zauważyłam złość.
- Ja?! Nie! Kocham Cię i nie odpuszczę!
- Gdybyś kochał, byłbyś gotowy usunąć się w cień! Bo ja Ciebie nie kochałam, nie kocham i kochać nie będę! Chcesz to na piśmie?!
Zacisnął pięści w dłonie. Wzięłam głęboki oddech, nie mógł mi nic zrobić, wszyscy byli w domu. Jednak wiem, że będzie próbował. Podchodził do mnie powoli a ja za każdym razem cofałam.
- Zrobię dla Ciebie wszystko! A ten dupek, pobawi się Tobą i Cię zostawi!
- Nie nazywaj go tak! Nigdy Cię nie pokocham rozumiesz?! Nie zbliżaj się do mnie więcej!
Chwila nie uwagi i dostałam w twarz, a dokładniej pod okiem. Złapałam się za ranę. Z zaskoczenia i przerażenia jednocześnie, rozchyliły mi się lekko usta, a ja sama spojrzałam na niego, wzrokiem strachu. Po chwili kiedy zrozumiał co zrobił, zaczął do mnie powoli podchodzić.
- Odejdź, nie zbliżaj się! Zostaw mnie w spokoju!
Okrążyłam stół i pobiegłam po schodach czym prędzej do łazienki. Nikt nie mógł mnie zobaczyć w takim stanie, a zwłaszcza Fred. Nie miałam pojęcia jakby zareagował, na pewno impulsywnie. Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam, na zimnych kojących moją skórę płytkach. Oddychałam szybko, to z ogólnego strachu. Jak on mógł posunąć się do takiego czegoś!
Nie było mi dane, posiedzieć w samotności ponieważ ktoś zapukał do drzwi.
- Kto tam?
- To ja.
Rozpoznałam ten głos, Freddie. Nie chciałam żeby zobaczył mnie w takim stanie. Być może już miałam limo pod okiem.
- Poczekaj chwilkę!
Ponieważ jeszcze się nie malowałam, ba nie miałam na to czasu postanowiłam się trochę odświeżyć. Najpierw nałożyłam puder na twarz, tak aby zamaskować miejsce, w którym miał powstać siniak. Dopiero teraz wyszłam do Freda.
Stał pod drzwiami, wyczekując na moje nadejście. Jednak ja jeszcze nie zamierzałam wyjść. Musiałam zmyć z siebie to wszystko.
- Wiesz chciałabym się odświeżyć. Poczekasz na mnie? - spytałam z jakby wymalowanym uśmiechem na ustach.
- Jasne, będę u siebie.
Posłałam mu ostatni uśmiech po czym zamknęłam drzwi. Oparłam się o nie i odetchnęłam. Przynajmniej będę miała dużo czasu by się uspokoić. Stwierdziłam, że wezmę gorący i orzeźwiający prysznic. Zdjęłam ubrania i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Poczułam się odstresowana i zrelaksowana. Namydliłam ciało zapachem lilii i gardenii, a potem spłukałam. Wyszłam spod prysznica. Osuszyłam ciało rękcznikiem i zabrałam się za nakładanie makijażu. Puder musiałam nałożyć od nowa, ponieważ spłynął podczas mycia. Przeciągnęłam rzęsy tuszem, a usta pomalowałam bezbarwnym błyszczykiem. Chciałam się przebrać w czyste ciuchy, dlatego zgarnęłam poprzednie i owinięta w ręcznik wyszłam z pomieszczenia. Przemknęłam do mojego pokoju, ale nie spodziewałam się kogo tam zastanę. Fred miał czekać w swoim i George'a pokoju a nie u mnie.
- Fred! - wszasnęłam przeraźliwie głośno.
Bliźniak spojrzał na mnie i aż mu szczęka opadła. Przecież widział mnie w bikini, ale chyba w samym ręczniku miał inne wrażenie. Nawet ja miałam inne. Zasłonił ręką oczy, ale zdążył jeszcze zabawnie poruszyć brwiami. Spojrzałam na niego surowo, a on tylko się uśmiechnął.
- Gdzie miałeś być! U SIEBIE! - skarciłam go. Nie chciałam by widział mnie pół nagą, owiniętą jakimś ręcznikiem, który lada chwila mógł spaść.
- Oj, przepraszam chciałem zaczekać na Ciebie tutaj. Skąd mogłem wiedzieć, że będziesz się aż tak odświeżać! - powiedział to spokojnie, ale ja i tak wiedziałam, że powstrzymywał chichot.
- WYNOCHA!
Podniósł się jak strapiony i powlókł się do drzwi. Ale zamiary miał zupełnie inne. Podszedł do mnie i objął mnie rękami w talii, nachylił się i wpił się w moje usta. Przyciągnął mnie do siebie, jedną ręką mnie obejmował a drugą dotykał policzka. Moje ręce były splątane w jego włosach, ledwo co dotykałam stopami twardego gruntu. Fred lekko podniósł mnie, jakbym była niczym piórkiem, a ja oplotłam go nogami. Oparł mnie o ścianę i przeniósł swoje usta na szyję. Było mi tak gorąco, a byłam odziana w sam ręcznik. Niesamowite jaki żar mógł wywołać pocałunek. Po chwili powrócił do ust, a ja czułam, że rozpala mnie jeszcze bardziej niż wcześniej.
Chłopak oderwał się ode mnie i spojrzał mi prosto w oczy. Uśmiechnął się do mnie tak pięknie, że miałam ochotę się rozpłynąć. Oddychałam szybko, to zapewne przez moje serce. Waliło i biło jak na alarm. Poczułam, że ręcznik się obluzował więc instynktownie złapałam za niego. Rudowłosy natychmiast mnie puścił i odszedł ode mnie na bezpieczną odległość. Spojrzałam na niego pytająco, jednak on pokazał swoje śnieżno-białe zęby ale jakby sztucznie. To nie był ten sam prawdziwy, łobuzerski uśmiech.
- Przepraszam, zapędziłem się.
- Jeśli chodzi Ci o ten ręcznik to nie twoja wina. - wiedziałam, że to akurat chodziło po jego głowie. Inaczej by mnie nie przepraszał.
- Poczekam na ciebie w tym miejscu gdzie POWINIENEM BYĆ. - odparł, ale z naciskiem na ostatnie słowa.
Wyszedł powoli zamykając drzwi. A ja zaczęłam zastanawiać się, co go tak zdenerwowało.
~*~
Cześć! Nie było mnie tu od 22 czerwca, a dzisiaj (dzięki Bogu!) mamy 17 lipca. Nie dodawałam długo postu ponieważ chciałam powoli i bez żadnych stresów cokolwiek dodawać. Zresztą, wakacje, długą śpię a potem nie ma mnie w domu. Praktycznie cały dzień wychodne :) Nie martwcie się, rozdział zawsze będzie, krótki czy długi, ale coś będzie. No nie przynudzam, za to zachęcam do komentowania! Jeden mały komentarz, czy pozytywny czy negatywny, dużo dla mnie znaczy :)
Niedawno natrafiłam na twój blog I ... zakochałam się w nim. Masz duży talent. Z niecierpliwością czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuń