niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 21- ,,LEPIEJ ŻEBY UMARŁA!"


Zastanawiałem się jak on mógł jej to zrobić. Ufała mu, traktowała jak przyjaciela. A on? O mało jej nie zabił! Co go napadło?
- Fred, wszystko będzie dobrze. - usłyszałem czyjś głos na uchem. Był to mój brat bliźniak.
- Dlaczego to zrobił?!
- Na prawdę niczego nie zauważyłeś? Czy może wiedziałeś, ale ona tobie, także przesłoniła oczy?
- Co masz na myśli mówiąc: ,,przesłoniła oczy"? - spytałem podejrzliwie, patrząc na brata.
- Pamiętasz w ogóle, że Ron się w niej buja? - spytał, a ja nagle zrozumiałem wszystko.
- Faktycznie... Wybacz.
- A pamiętasz, że masz brata? - spytał patrząc na mnie, podejrzliwym wzrokiem. Nie wiedziałem czy uznać to za żart, czy prawdziwe, szczere pytanie.
- Oczywiście, że tak! - odpowiedziałem z oburzeniem.
George, patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, a potem jak gdyby nigdy nic roześmiał się. Spojrzałem na niego urażonym wzrokiem, a ten spoważniał.
Ja zastanawiałem się, a raczej zamartwiałem co z Hermioną. Rodzice nie pozwolili mi jechać wraz z nimi więc, musiałem czekać. Ale jak mam być cierpliwym skoro, tam jest osoba, na której mi zależy?! Nie mogłem znieść myśli, że ją stracę na zawsze... Nie dałbym sobie rady. Tak bardzo ją kocham i nie wyobrażam sobie ani jednego dnia bez niej. A to wszystko wina Rona. Kiedy on się pojawia, zawsze dzieje się coś złego... A wtedy cierpi Hermiona. Już wiele razy zastanawiałem się dlaczego to jej musi się coś stać a nie mnie.
Nagle do usłyszałem znajomy trzask. Rodzice wrócili!
Wbiegłem jak szalony do pokoju. Moja mama była na skraju wytrzymania, a ojciec miał poważną minę.
- Co z nią?! Wszystko w porządku?! Kiedy wróci?! Kiedy ją zobaczę?! Co jej jest?! Czy to coś poważnego?! - wrzeszczałem jak opętany, jednocześnie próbując złapać oddech.
- Jej stan jest krytyczny. Lekarze walczą o jej życie. Doktor powiedział, że jeszcze nigdy nie widział tak posiniaczonego ciała... - mówiąc to była bardzo smutna i prawie płakała.
Nagle dostałem jakiegoś napadu. Nie wiem co we mnie wstąpiło.
- Gdzie jest Ron?! - wrzasnąłem.
- U siebie w pokoju... Ale Fred...
Nie zdążyła dokończyć ponieważ ja już wpadłem do pokoju Rona. Siedział jakby nieprzytomny, nie zdający sobie sprawy co zrobił.
- Czy to wiesz co narobiłeś?! ONA MOŻE UMRZEĆ! - wrzeszczałem do niego, chcąc wyładować emocje.
- A TY?! JAK MOGŁEŚ! PRZECIEŻ WIESZ, ŻE JEST DLA MNIE WSZYSTKIM! ALE MOŻESZ BYĆ PEWNY! JEŚLI NIE TY Z NIĄ BĘDZIESZ TO I JA TEŻ NIE! LEPIEJ ŻEBY UMARŁA! - wrzasnął, a kiedy usłyszałem te słowa, zacząłem się z nim bić.



~*~

Cześć!
Dawno mnie tutaj nie było.
A dlaczego? Oto powody:
*nie miałam weny. A co dopiero jak usiadłam przed komputerem dopiero wtedy rozpatrzałam, z powodu jakiejkolwiek iskierki weny.
*nikt tutaj nie zaglądał i zaglądać raczej nie będzie.
*nie miałam za wiele czasu..

Rozdział krótki ale jest, chociaż trochę. Nie wiem co dalej z tym blogiem. Jeśli pojawi się chociaż jeden komentarz to coś napiszę, nawet najmniejszą notkę. W końcu byłoby dla kogo. 

+Poprawiajcie mnie, jeśli widzicie jakieś błędy, dawajcie wskazówki dotyczące bloga. Wszystko mi się przyda. 

I JESZCZE JEDNA WIADOMOŚĆ!

Postanowiłam, że stworzę nowego bloga. Tym razem nie będzie to Fremione, ale coś podobnego. Szablon mam już gotowy, blog stworzony, tylko muszę napisać Prolog. Mam nadzieję, że pojawi się jeden mały komentarz. :)

Ps. Pozdrawiam i czekam cierpliwie, na jakiś promyk nadziei ; w postaci komentarza.

~Tymbarkowa.

1 komentarz:

  1. pisz dalej, bo bardzo jestem ciekawa. Nie możesz zabić Mionki, nie pozwalam Ci!
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Eveline Tonks

    PS Zapraszam do siebie:
    odzawsze-nazawsze-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Wszelkie wiadomości, spamy zostawiajcie w zakładce " Sowiarnia " .