wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 29 ,,Od kiedy mówisz do mnie kobieto?"


Co go tak zdenerwowało? Przecież nic się do cholery nie stało! Może się przestraszył? Ale czego? To tylko całowanie...
,,Hermiono nie możesz się okłamywać" - powiedział cichy głosik w mojej głowie - ,,Przestraszył się twojej niewinności" 
Nie, nie. Fred Weasley, przestraszył by się tego, że jestem dziewicą? Może on o tym nie wie? Fakt, chyba domyślał się, że jest moim pierwszym chłopakiem, może bał się posuwać się za daleko? 
Chciałam z nim jak najszybciej porozmawiać. Ubrałabym się dzisiaj bardzo ładnie, po za tym gorąc, miałam chłopaka. To był powód aby chociaż dla niego się starać. Nie chciałam aby uważał mnie za szarą myszkę, bojąc się zmian i podejmowania jakiejkolwiek decyzji. Chciałam dotrzymywać mu kroku, a przy okazji dowiedzieć się co najbardziej we mnie lubi. Było by cudownie, gdybym dowiedziała się co preferuje. Byłabym bardziej odważna jeśli chodzi o ubiór, zachowanie, styl bycia. Nie chciałam popełnić jakiejś niestosownej wpadki. A teraz chciałam, dowiedzieć się co zrobi gdy zobaczy mnie jakoś inaczej ubraną niż do tego przywykł. A drugim powodem było jego dość nietypowe zachowanie, jak na takiego kawalarza jakim był. Wszystkie za nim szalały!
Podeszłam do szafy i zaczełam ją wertować wzrokiem. Ku mojemu zaskoczeniu, zobaczyłam kilka bardzo ładnych sukienek. Wyjęłam je wszystkie, rzucając potem na łóżko. Teraz czas na buty i dodatki.  Schyliłam się i spojrzałam na moje obuwie. W większości górowały tutaj baleriny, które przeszukałam. Wzięłam dwie pary. Były by ostatecznością gdybym nie znalazła odpowiednich butów na koturnie czy obcasie. Nie musiałam przecież zawsze skłaniać się na płaskie pantofle, prawda? Zagłębiając się dalej, zauważyłam, że jednak mam jakieś szczególnie ładne pary obcasów oraz jedną parę moich ulubionych koturn. Wyjęłam je i postawiłam koło mojego łóżka. Skierowałam się do komody, którą dzieliłam razem z Ginny. Stało tam lustro, bez którego nie mogłyśmy się obyć w awaryjnych sytuacjach. A mianowicie: łazienka zajęta, ktoś nie chce nas wpuścić, albo po prostu coś się stało. W takich okolicznościach korzystałyśmy z tutejszego lustra. Otworzyłam pierwszą szufladę, a w niej znajdowały się naszyjniki, bransoletki, pierścionki, kolczyki, frotki do włosów, opaski, spinki, przepaski na głowę. Dosłownie raj dla każdej dziewczyny. Po chwili wybrałam to co przypadło mi do gustu i stwierdziłam, że chyba jestem gotowa. Oczywiście nie na to by wyjść. To dopiero był początek.
Podeszłam do łóżka i spojrzałam na buty. Ginny zawsze mi mówiła, że jeśli najpierw nie dobiorę butów, to mogę zapomnieć o reszcie. Buty muszą do wszystkiego pasować. Więc posłuchałam rady rudowłosej i zaczęłam oglądać moje obcasy. Nie było ich znowu tak dużo. Z pięciu par jakie miałam wybrałam trzy, które uważałam za odpowiednie. Pierwsza para była beżowa, na dziesięciocentymetrowym obcasie, były zwykłe proste, bez żadnych wycięć na palce. Druga para różniła się. Koloru czarnego, jednak czubek był wycięty, także na takim samym obcasie jakim była poprzednia para. Trzecia para, moja ulubiona. Mimo, że były to szpilki na piętnastocentymetrowym obcasie, to jeszcze do tego, nie miały żadnego wycięcia i były koloru czarnego, z piękną, małą kokardką na czubku. Dostałam je od mamy, na moje 14 urodziny.  Pierwsze buty na obcasie, które są ze mną do tej pory. Wtedy tak na prawdę, zaczełam zauważać, że takie buty nie są wcale nie wygodne jakie mi się wydawały. Zdecydowałam, że wybiorę właśnie je. Zawsze robiły dobre, pierwsze wrażenie. Spojrzałam teraz na sukienki. Miałam ich wystarczająco dużo aby coś wybrać. Z szafy wyciągnęłam ich aż sześć. Nie liczyłam ile ich mam razem, wszystkich. Pierwsza jaka przykuła mój wzrok była delikatna, biała sukienka do kolan, bez ramiączek. Talia była podkreślona złotym paskiem. Całkiem, całkiem. Następna z kolei, była jasno-niebieska, z ramiączkami, za to długa do ziemi. Nie była niczym przepasana po prostu wolno puszczona. odłożyłam ją spowrotem do szafy, nie pasowała mi na dzisiaj. Zakładałam ją na wieczorne spacery, albo na jakieś bardzo upalne dni. Trzecia, była trochę przed kolano, koloru limonki. Nie miała ramiączek, ani żadnego paska. Była bardzo ładna, ale chciałam postawić na jakiś bardziej stonowany kolor. Z westchnięciem odłożyłam ją do szafy, aby zająć się inną. Ta natomiast była cudowna, ale wahałam się czy ją założyć. Ognista czerwień, z ramiączkami, za to z dekoltem wyciętym w trójkąt. Była dłuższa z tyłu, a krótsza z przodu, gdzie wyglądała prawie jak mini. Cóż, była piękna, ale stwierdziłam, że jest zbyt wyzywająca na takie zwykłe spotkanie. Piąta, fioletowa, z zakrytymi rękami, wycięta bardzo na plecach w literę V. Dekolt z tyłu sięgał mi prawie do końca pleców. Z przodu lekki dekolt wycięty w tą samą literę. Miała gdzie nie gdzie cekiny, w tym samym kolorze. Cudowna, ale znowu mini. Jednak najbardziej to ją typowałam jak do tej pory. Została się ostatnia. Czarna, bez ramiączek, bardzo opinająca można by powiedzieć, że gdyby ktoś ją tak zobaczył stwierdził by, że jest za mała. Ta na szczęście nie wyglądała na mini, chociaż nie wiele jej brakowało. A za nad to była skórzana. Miała delikatne wycięcie na przodzie. Zdecydowałam! To właśnie ją założę. Co z tego, że to tylko zwykłe spotkanie, nie mogę wyglądać jak szara mysz!
Odłożyłam fioletową sukienkę, do szafy. Może jeszcze dzisiaj się przyda? Wdziałam skórzaną mini, i oniemiałam. Wyglądałam... Seksownie, bajecznie, pociągająco. Sięgała mi do połowy ud, nie było tak źle. Spojrzałam na siebie, w lustrze i stwierdziłam, że muszę jeszcze parę szczegółów dopracować. Nie dobrałam żadnego naszyjnika, przyciągał by uwagę na mój dekolt, a tego nie chciałam tak bardzo eksponować. Na ręce wdziałam bransoletkę na rzemyku, a przy niej kryształowe serduszko. Dodałam jeszcze dwie złote bransolety i jedną w kolorze pereł. Przy okazji pomalowałam paznokcie bezbarwnym lakierem, robiąc na nich cieniutkie, czerwone paseczki. Kolczyki, przebitki, z zwykłymi diamencikami w środku. Założyłam buty, i podeszłam do lusterka. Miałam makijaż, ale postanowiłam, że go trochę ulepszę. Nałożyłam czerwoną szminkę na usta. Wyglądałam bosko. Pierwszy raz wierzyłam, że wyglądam ładnie, wręcz pięknie. Włosy pokręciłam. Nie wyglądały teraz jak moja dotychczasowa, szopa, burza loków, tak bardzo niesfornych, że musiałam je układać. Teraz stały się pięknymi, brązowymi włosami, gdzie nie gdzie z blond pasemkami. Sięgały mi za ramiona, długość była idealna. Spryskałam je lakierem, aby dłużej się trzymały. 
Kiedy byłam już gotowa, otworzyłam drzwi i skierowałam się, do pokoju jego i George'a. Zapukałam delikatnie. Usłyszałam ,,proszę!". Uchyliłam drzwi i bez zaglądania spytałam:
- Freddie, jesteś tu? 
- Tak, tak. Wchodź. 
Pchnęłam drzwi, a te oparły się o ścianę. Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku Freda. On zaś stał odwrócony tyłem, bo coś przeglądał na biurku. Sprzątał jakieś rysunki jego i George'a. Chyba dopracowywali ich wynalazki, albo planowali coś nowego. Uśmiechnęłam się pod nosem. Lubiłam patrzeć na nich kiedy o tym rozmawiali. Zawsze byli pełni szczęścia, a w ich oczach tryskały te ogniki, które ubóstwiałam. Widziałam, że sprawiało im to przyjemność. 
- Kobieto, gdybym ja tyle spędził na zwykłym odświeżeniu, mój brat stwierdził by, że wpakowałem się w zawrót głowy!
- Ile czasu czekałeś? - spytałam z ciekawości, chciałam wiedzieć ile takie strojenie się wymaga czasu. - Od kiedy mówisz do mnie kobieto?
To drugie pytanie, zadałam specjalnie. To miało jakiś związek z tym ręcznikiem i jego reakcją. 
- Godzinę, może więcej. 
Nie odpowiedział, na to co chciałam usłyszeć. Postanowiłam to zbagatelizować. Wstałam i podeszłam do niego. Wyglądał cudownie, gdy próbował się na czymś skupić. Zdałam sobie sprawę też z tego, że w ogóle nie zauważył jak wyglądam. Wpatrzony był w jakieś kartki i w segregowanie ich. Ja patrzyłam ukradkiem przez jego ramię, nie wiele jednak widziałam, bo dalej byłam do niego za niska. Przejechałam ręką po jego plecach, gładząc je. Drgnął niespodziewanie. Zadziałało. Teraz już na pewno się odwróci. I faktycznie tak się stało. Ze stosem kartek w ręce, spojrzał na mnie i aż szczęka mu opadła. Dłonie, jakby chcąc pozbyć się zbędnego balastu, upuściły zapiski, a te zawirowały w powietrzu, jak płatki śniegu. Zaczęłam łapać je, a potem uklękłam i dalej zbierałam. Natomiast Fred, jakby wrósł w podłogę. Nie ruszył się, nie wykonał najmniejszego skinienia. Był wpatrzony we mnie, o taki efekt mi chodziło. 

~*~

Kilka chwil wcześniej.

Hermiona, abym odwrócił się do niej, przejechała ręką po moich plecach, następnie je gładząc. Zadziałało. Drgnąłem impulsywnie i wykonałem zwrot do niej. Zobaczyłem ją i aż mi szczęka opadła. Nie mogłem jej zamknąć, coś mnie powstrzymywało. Stos kartek, który trzymałem w ręce, wyleciał nie wiadomo kiedy. Zaczęła je łapać w powietrzu, a potem klęknęła i jak gdyby nigdy, nic, zbierała je. Ja czułem, że nie mogę wykonać najmniejszego ruchu. Bałem się, byłem sparaliżowany? Nie wiem. 
Ubrana, w czarną, mini, bez ramiączek z delikatnym wycięciem sprzodu. Buty, na obcasie, w tym samym kolorze co jej odzież. Na rękach miała jakieś bransoletki, wykonała makijaż, pomalowała usta na czerwono, a włosy pokręciła tak, że były jeszcze piękniejsze. Usta tak kuszące, że aż chciałem wpić się w nie, a niej samej nigdy stąd nie wypuścić. W końcu zebrałem się i pomogłem jej.

~*~ 

Stał tak przez dłuższą chwilę, a ja dalej sprzątałam. Nie musiałam zbyt długo czekać, pomógł mi je pozbierać. Widocznie, musiał otrząsnąć się. Pierwszy raz widział mnie tak wystrojoną. Zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam. A jak zwariuje? 
Kiedy skończyliśmy robotę, Fred podszedł do biurka, położył kartki i sięgnął po swoją różdżkę. Wypowiedział cicho jakieś zaklęcia, machając przy tym parę razy. Ja podeszłam do okna i w nie spojrzałam. Było pięknie, słonecznie, idealny dzień. Westchnęłam, bo nie widziałam już żadnej innej reakcji mojego rudowłosego. Czyżby to było wszystko? Na darmo się tak ubierałam? Chciałam aby był zafascynowany, ale nie pięć minut, nawet cały dzień. 
- Wyglądasz tak...
Nawet nie wiadomo kiedy znalazł się przy mnie. Odwróciłam się i uśmiechnęłam bardzo pociągająco. Widziałam jak Freddie z nerwów, przeczesuje sobie włosy. 
- Jak? 
- Seksownie, pociągająco...
Podeszłam do niego, syrenimi krokiem i spojrzałam mu prosto w oczy. Zarzuciłam mu ręce na ramiona, nie przerywając kontaktu wzrokowego. 
- A wiesz, że jestem cała twoja? - uśmiechnęłam się diabolicznie. - Wykorzystaj to.
Patrzył się w moje oczy, tak długo, że zastanawiałam się czy jego dusza jeszcze tam jest. Najwidoczniej nie wiedział co począć. Był skołowany, zamyślony, można było to wyczuć. Zwłaszcza, że ja powoli zbliżałam swoje usta do jego. Skoro on nie wykona pierwszego kroku, to ja to zacznę. Chcę go mieć dla siebie, tu, teraz. 
Zanim przylgnęłam do niego, on zareagował szybciej i impulsywniej. Wpił się w moje usta, tak agresywnie, że o mało nie upadłam. Nie sądziłam, że ubiór i makijaż mogą zdziałać takie cuda. Nie musiałam długo czekać, na dalsze reakcje, bo Freddie wepchnął swój język do moich ust. Oddawałam pocałunki z pasją, zachłannością, z nieodpartym wrażeniem, że postradaliśmy zmysły. Rudowłosy, objął mnie rękami w talii i mocno przyciągnął do siebie. Czułam jego grę mięśni oraz szybko, rytmicznie, bijące serce, gnające jak oszalałe. Wplotłam palce w jego włosy, delikatnie je ściskając. Bliźniak, złapał mnie za uda, jednocześnie podnosząc i przenosząc na łóżko. Kładąc mnie, ściągał mi buty, rzucając gdzieś w kąt. Nie dbałam o to. Oplotłam nogami jego plecy, a on podpierał się na rękach, aby na mnie nie opaść. Całował mnie po szyi i obojczyku, a ja lawirowałam rękami przy jego koszuli. Spojrzał mi w oczy, a ja tylko wypowiedziałam jego imię. Potem całkowicie oddałam się jego pocałunkom. 

~*~

Dzisiaj krótko. Ale rozdział się pojawił tylko dlatego, że pisałam go już wcześniej, a w nim chciałam zawrzeć coś innego, bardziej romantycznego. Drugim powodem było pojawienie się komentarza, który bardzo podniósł mnie na duchu :) 
Proszę oto jest i komentujcie! :*

czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 28 ,, Lepiej późno, niż wcale".


Dawno już się tak nie czułam. Leżałam na łóżku w jakimś pokoju, a obok mnie Fred. Miałam zamknięte oczy, ułożona na jego umięśnionym torsie, delikatnie gładził mnie po plecach. Jego dotyk, taki miły, ciepły i przyjazny. Przy nim nie musiałam martwić o nowy, niepewny dzień, każda chwila była skarbem. Sekundy były jak minuty, zamieniające się w godziny. Razem czas biegł szybciej, natomiast rozdzieleni dłużył się niemiłosiernie. Zachowywaliśmy się jak, dzieci, które spędzają ze sobą czas na grach. Zupełnie jak siedmiolatki biegające po trawnikach za piłką, walcząc z matkami o przedłużenie wszelkich zabaw. O każdą cenną minutę. Z jedną różnicą: my nie musieliśmy martwić się o nie zgodę między naszymi rodzinami. Nie widzieli w naszym związku niczego co by mogło zagrażać naszemu życiu, ewentualnie Fred mógłby mnie sprowadzić na złą drogę. Jednak rudowłosy to prawdziwy, czuły chłopak. Pewnie gdyby teraz słyszał moje przemyślenia, stwierdził by, że przesadzam i wyolbrzymiam i to ja jestem idealna. Moglibyśmy się o to spierać i pytać każdego kogo byśmy napotkali. Zdania zapewne były by bardzo zróżnicowane.
Będąc tutaj przy nim myślałam o nim. Czy to nie było dość dziwne? Powinna mi wystarczyć jego obecność. Są jeszcze inne sprawy. Odzyskując pamięć przypomniałam sobie jak przekazałam ważną wiadomość Harry'emu. A mianowicie chodziło o jego siostrę. Victoria Isabella Potter. Jak to możliwe, że nic o niej nie wiemy? Chodzi do Hogwartu! Ciekawe do jakiego domu? Czy aż tak dobrze się ukrywała, może nie chciała zostać znaleziona lub była w niebezpieczeństwie jak Harry? Może jak on ma bliznę. Nie mogłam wytrzymać, tej presji i tych wszelkich pytań. Chciałam porozmawiać z Harrym. Podniosłam się tak gwałtownie, że Fred podskoczył.
- Przepraszam, przestraszyłam Cię? - bardzo szybko spytałam, nie miałam chwili do stracenia.
- Gdzie Ci się tak śpieszy?
- Muszę porozmawiać z Harrym.
- Coś się stało? - zapytał unosząc brew do góry.
- Nie, chodzi o jego siostrę. - podeszłam do niego i dałam mu buziaka w policzek. - Zobaczymy się później?
Kiwnął głową, a ja zamknęłam drzwi i poszłam szukać Harry'ego. Ciekawe czy wie o tym, że odzyskałam całe moje życie?
Zeszłam do kuchni a tam zastałam Ginny, która na mój widok uśmiechnęła się. Widocznie wiedziała już o wszystkim. Kiedy Fred wyszedł na chwilę musiał zapewne z euforii opowiedzieć wszystkim co się stało.
- Ginny, nie wiesz gdzie jest Harry? Mam ważną sprawę do obgadania.
- No cóż, Harry, Harry. Chyba jest w ogrodzie.
- Dzięki, Ginny, pogadamy wieczorem.
Wybiegłam na dwór i zaczęłam rozglądać się za przyjacielem. Tak bardzo chciałam go zobaczyć. Chyba nie odwiedzał mnie, ani nie widział od czasu wypadku. Musiał to bardzo przeżyć. Czarnowłosy zawsze dusił sobie wszelkie uczucia i przemyślenia. Czasami zastanawiałam się jak znaleźliśmy wspólny język. Łączyła nas cudowna przyjaźń, z której nigdy nie zamierzałam zrezygnować. Każdego dnia, myślałam o tym co wydarzy się między nim a Czarnym Panem na ostatecznym starciu. Ktoś musi to zakończyć.
Zobaczyłam jak siedział sam na ławce. Najwidoczniej doskwierała mu samotność. Być może pokłócił się z Ronem o mój wypadek, w końcu rudowłosy chłopak za tym stoi. Odkąd pamiętam, zawsze był zazdrosny, ciekawy, zadziorny i aż za bardzo natarczywy.
- Harry! - krzyknęłam.
Odwrócił głowę i z niedowierzania poprawi okulary, ale bardzo niedbale. Podeszłam do niego, a on wstał i przytulił mnie. Krótko, ale jak prawdziwy przyjaciel.
- Pamiętasz moje imię?
Wtedy uświadomiłam sobie, że Fred nie dotarł do wszystkich z jakże cudownymi dla niego wieściami. On cieszył się po stokroć razy bardziej niż ja. Widocznie okularnik lubił pobyć w ciszy, samotności i z dala od natłoku wydarzeń. A co najważniejsze, niekiedy od ludzi.
- Oczywiście, Fred Ci nie powiedział?
- Niby co takiego miał mi powiedzieć?
Opowiedziałam mu to samo co Fredowi. Słuchał mnie bardzo uważnie, tak jakby spijał każde słowo z moich ust.
- Ale nie po to tutaj przyszłam Harry.
- Dokładniej?
- Chodzi o twoją siostrę, Victorię.
Harry westchnął. Chyba nie chciał rozmawiać na ten temat. Wiedziałam, że sprawia mu to ogromny ból, ale bardzo chciałam mu pomóc. Kiedyś i tak musielibyśmy o tym porozmawiać, więc dlaczego nie teraz? Lepiej późno, niż wcale.
- Musimy o tym teraz rozmawiać? Nie wiem nic.
- Nie o to mi chodzi. Na prawdę nie wiedziałeś, że masz siostrę? Takich rzeczy z przypadku się nie zapomina Harry i ty dobrze o tym wiesz.
- Na prawdę! Nic a nic! Zawsze miałem pojęcie, że jestem jedynakiem, a tu takie zaskoczenie. Mogę być pewny, że jest choć trochę podobna do mnie. Na pewno będzie miała czarne włosy, ewentualnie ciemny brąz. Może mieć okulary, mieć jakąś małe draśnięcie, choćby bliznę, po tej nocy.
- Harry, znasz kogoś takiego? Na pewno jest osobą magiczną. Musi uczęszczać do Hogwartu. Nie możliwe żebyśmy nigdy jej nie zauważyli?
- Kiedyś na pewno ją widzieliśmy. Gorzej, jeśli należy do Gryffindoru, wtedy byśmy się tylko zbłaźnili... A czy kogoś takiego znam? Jedynie bliźniaczki Patil, ale on mają ciemne oczy. A ty Hermiono?
- Znam,  tak samo jak ty. Chociaż u mnie w dzielnicy jest jedna dziewczyna, która wyglądem pasuje.
- Dlaczego nic o tym nie wiem?!
- Widziałam ją może kilka razy, nie zwracałam na nią szczególnej uwagi. Ale teraz wszystko może być możliwe.
- Wszystko jest takie zagmatwane...
Uśmiechnęłam się do przyjaciela i poklepałam go przyjaźnie po ramieniu.
- Więc teraz wiesz, jak ja się czułam nie wiedząc nic.
Przez chwilę, na jego twarzy było widać cień uśmiechu, jednak szybko zniknęło, jak pękająca bańka mydlana.
- Harry, nie rób sobie na początku jakiś wielkich nadziei. Ona wcale nie musi być z mojej dzielnicy.
- Wiem, ale chciałbym już wiedzieć.
- Tak, najgorsza jest nie pewność.
Uśmiechnął się. - Tak masz rację. Jak się zdaje, nie rozmawiałaś z Ronem?
Mina mi zrzedła. Zapomniałam, o tym, że to Ron przyczynił się do mojej nie przytomności, dzięki temu też, reaktywował moją utratę pamięci.
- Nie. Nie chcę go widzieć.
- Rozumiem Cię, ale będziesz mu musiała wytłumaczyć, że powinien przestać wariować. Pani Weasley miała ochotę co najmniej go udusić, sądząc po jej wyrazie twarzy...
- Rozumiem ją. W końcu to jej syn, a ona uważała, że jesteśmy przyjaciółmi. A może nawet myślała, że coś kiedyś z tego wyniknie.
- Tak, możliwe. Ale Ron zawsze był do Ciebie, w stosunku nadzwyczaj nie raz okrutny. Potrafi zgasić największego optymistę.
- Prawda. Ciężki charakter.
Nastała cisza. Chyba oboje powiedzieliśmy sobie wszystko co chcieliśmy usłyszeć, a przede wszystkim wiedzieć. Postanowiłam, że jeśli znajdę Rona dzisiaj, albo go zobaczę całkiem przypadkowo, poproszę go o rozmowę. Chcę to zakończyć raz na zawsze. Za dużo razy mnie skrzywdził, musi to zrozumieć. Za każdym razem kiedy z nim próbowałam rozmawiać, mówił, że się zmieni i, że przeprasza. Też mi coś! Stara śpiewka. Każdy tak mówi, ale nie robi tego co obiecał. Innymi słowy rzuca słowa, na wiatr. Nie lubię ludzi, którzy nie dotrzymują obietnicy. A od przyjaciół wręcz oczekuję deklaracji, spełnienia danej mi obietnicy. Jednakże mogłam się tego spodziewać bo nim. Ron zawsze był impulsywny, lubił zadzierać nosa. Niekiedy, niektóre sytuacje brał zbyt poważnie, wręcz był wtedy nie do zniesienia. Chodził jak struty, nadąsany, zły na cały świat i potrafił wszystkich obarczać winą i swoim, jakże dla niego ,,wielki problem". Zarzucał innym, że go nie słuchają, mają gdzieś jego problemy, kiedy to on właśnie wysłuchuje i doradza jak prawdziwy kolega, co najmniej przyjaciel. Po kłótni, zawsze musiał wyżyć się na kimś innym, nie raz potrafił kogoś ofuknąć. Po takich sytuacjach zawsze zmagała się jego agresja w postaci słów, nie potrzebnie poruszanych i ujawnionych na światło dzienne, ale także agresja fizyczna. Wydawało mu się, że może się na kimś wyładować emocjonalnie, czyli uderzyć. Nigdy nie pochwalałam jego zachowania, ale jakoś je tolerowałam. Teraz widząc skutki, zaprzestanę. Już na dobre.
- Harry, wybacz muszę iść. Może wpadnę gdzieś na Rona, nie mogę odkładać jednej rozmowy w nieskończoność.
Czarnowłosy uśmiechnął się i tylko kiwnął głową. Wstałam i weszłam do domu, przez wielkie drzwi ogrodowe. Na moje szczęście, czy też nieszczęście, przy stole w kuchni siedział Ron. Jadł kurczaka. Zawsze był okropnym łasuchem.
Usiadłam na przeciwko niego i spojrzałam na niego, tak aby na chwilę przestał, że tak powiem torturować to mięso, swoimi zębami.
- Co chcesz? - powiedział to z taką złością, że aż zaczęłam się zastanawiać czy dobrze postanowiłam z tą niby ,,rozmową".
 Z nim może być tylko krzyk i nawet rękoczyny. Być może się z nim przyjaźniłam, ale tak na prawdę mogłam tylko przypuszczać i wyobrażać sobie do czego jest zdolny, ten wysoki, rudowłosy chłopak.
- Chciałabym z Tobą porozmawiać.
Odłożył kurczaka a wraz z nim talerz na bok i zaczął mi się uważnie przyglądać.
- Ron z naszą przyjaźnią koniec, po tym wszystkim co zrobiłeś, jak zmusiłeś mnie siłą, abym była z Tobą w tym lesie, obwiązana sznurem przy drzewie... To jak chciałeś abym odeszła od Freda! Na brodę Merlina! Czyś ty zwariował?!
Spojrzał na mnie wielkimi oczami, pełnymi zaskoczenia, ale po chwili zauważyłam złość.
- Ja?! Nie! Kocham Cię i nie odpuszczę!
- Gdybyś kochał, byłbyś gotowy usunąć się w cień! Bo ja Ciebie nie kochałam, nie kocham i kochać nie będę! Chcesz to na piśmie?!
Zacisnął pięści w dłonie. Wzięłam głęboki oddech, nie mógł mi nic zrobić, wszyscy byli w domu. Jednak wiem, że będzie próbował. Podchodził do mnie powoli a ja za każdym razem cofałam.
- Zrobię dla Ciebie wszystko! A ten dupek, pobawi się Tobą i Cię zostawi!
- Nie nazywaj go tak! Nigdy Cię nie pokocham rozumiesz?! Nie zbliżaj się do mnie więcej!
Chwila nie uwagi i dostałam w twarz, a dokładniej pod okiem. Złapałam się za ranę. Z zaskoczenia i przerażenia jednocześnie, rozchyliły mi się lekko usta, a ja sama spojrzałam na niego, wzrokiem strachu. Po chwili kiedy zrozumiał co zrobił, zaczął do mnie powoli podchodzić.
- Odejdź, nie zbliżaj się! Zostaw mnie w spokoju!
Okrążyłam stół i pobiegłam po schodach czym prędzej do łazienki. Nikt nie mógł mnie zobaczyć w takim stanie, a zwłaszcza Fred. Nie miałam pojęcia jakby zareagował, na pewno impulsywnie. Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam, na zimnych kojących moją skórę płytkach. Oddychałam szybko, to z ogólnego strachu. Jak on mógł posunąć się do takiego czegoś!
Nie było mi dane, posiedzieć w samotności ponieważ ktoś zapukał do drzwi.
- Kto tam?
- To ja.
Rozpoznałam ten głos, Freddie. Nie chciałam żeby zobaczył mnie w takim stanie. Być może już miałam limo pod okiem.
- Poczekaj chwilkę!
Ponieważ jeszcze się nie malowałam, ba nie miałam na to czasu postanowiłam się trochę odświeżyć. Najpierw nałożyłam puder na twarz, tak aby zamaskować miejsce, w którym miał powstać siniak. Dopiero teraz wyszłam do Freda.
Stał pod drzwiami, wyczekując na moje nadejście. Jednak ja jeszcze nie zamierzałam wyjść. Musiałam zmyć z siebie to wszystko.
- Wiesz chciałabym się odświeżyć. Poczekasz na mnie? - spytałam z jakby wymalowanym uśmiechem na ustach.
- Jasne, będę u siebie.
Posłałam mu ostatni uśmiech po czym zamknęłam drzwi. Oparłam się o nie i odetchnęłam. Przynajmniej będę miała dużo czasu by się uspokoić. Stwierdziłam, że wezmę gorący i orzeźwiający prysznic. Zdjęłam ubrania i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Poczułam się odstresowana i zrelaksowana. Namydliłam ciało zapachem lilii i gardenii, a potem spłukałam. Wyszłam spod prysznica. Osuszyłam ciało rękcznikiem i zabrałam się za nakładanie makijażu. Puder musiałam nałożyć od nowa, ponieważ spłynął podczas mycia. Przeciągnęłam rzęsy tuszem, a usta pomalowałam bezbarwnym błyszczykiem. Chciałam się przebrać w czyste ciuchy, dlatego zgarnęłam poprzednie i owinięta w ręcznik wyszłam z pomieszczenia. Przemknęłam do mojego pokoju, ale nie spodziewałam się kogo tam zastanę. Fred miał czekać w swoim i George'a pokoju a nie u mnie.
- Fred! - wszasnęłam przeraźliwie głośno.
Bliźniak spojrzał na mnie i aż mu szczęka opadła. Przecież widział mnie w bikini, ale chyba w samym ręczniku miał inne wrażenie. Nawet ja miałam inne. Zasłonił ręką oczy, ale zdążył jeszcze zabawnie poruszyć brwiami. Spojrzałam na niego surowo, a on tylko się uśmiechnął.
- Gdzie miałeś być! U SIEBIE! - skarciłam go. Nie chciałam by widział mnie pół nagą, owiniętą jakimś ręcznikiem, który lada chwila mógł spaść. 
- Oj, przepraszam chciałem zaczekać na Ciebie tutaj. Skąd mogłem wiedzieć, że będziesz się aż tak odświeżać! - powiedział to spokojnie, ale ja i tak wiedziałam, że powstrzymywał chichot. 
- WYNOCHA!
Podniósł się jak strapiony i powlókł się do drzwi. Ale zamiary miał zupełnie inne. Podszedł do mnie i objął mnie rękami w talii, nachylił się i wpił się w moje usta. Przyciągnął mnie do siebie, jedną ręką mnie obejmował a drugą dotykał policzka. Moje ręce były splątane w jego włosach, ledwo co dotykałam stopami twardego gruntu. Fred lekko podniósł mnie, jakbym była niczym piórkiem, a ja oplotłam go nogami. Oparł mnie o ścianę i przeniósł swoje usta na szyję. Było mi tak gorąco, a byłam odziana w sam ręcznik. Niesamowite jaki żar mógł wywołać pocałunek. Po chwili powrócił do ust, a ja czułam, że rozpala mnie jeszcze bardziej niż wcześniej. 
Chłopak oderwał się ode mnie i spojrzał mi prosto w oczy. Uśmiechnął się do mnie tak pięknie, że miałam ochotę się rozpłynąć. Oddychałam szybko, to zapewne przez moje serce. Waliło i biło jak na alarm. Poczułam, że ręcznik się obluzował więc instynktownie złapałam za niego. Rudowłosy natychmiast mnie puścił i odszedł ode mnie na bezpieczną odległość. Spojrzałam na niego pytająco, jednak on pokazał swoje śnieżno-białe zęby ale jakby sztucznie. To nie był ten sam prawdziwy, łobuzerski uśmiech.
- Przepraszam, zapędziłem się. 
- Jeśli chodzi Ci o ten ręcznik to nie twoja wina. - wiedziałam, że to akurat chodziło po jego głowie. Inaczej by mnie nie przepraszał. 
- Poczekam na ciebie w tym miejscu gdzie POWINIENEM BYĆ. - odparł, ale z naciskiem na ostatnie słowa. 
Wyszedł powoli zamykając drzwi. A ja zaczęłam zastanawiać się, co go tak zdenerwowało. 


~*~

Cześć! Nie było mnie tu od 22 czerwca, a dzisiaj (dzięki Bogu!) mamy 17 lipca. Nie dodawałam długo postu ponieważ chciałam powoli i bez żadnych stresów cokolwiek dodawać. Zresztą, wakacje, długą śpię a potem nie ma mnie w domu. Praktycznie cały dzień wychodne :) Nie martwcie się, rozdział zawsze będzie, krótki czy długi, ale coś będzie. No nie przynudzam, za to zachęcam do komentowania! Jeden mały komentarz, czy pozytywny czy negatywny, dużo dla mnie znaczy :)