Co go tak zdenerwowało? Przecież nic się do cholery nie stało! Może się przestraszył? Ale czego? To tylko całowanie...
,,Hermiono nie możesz się okłamywać" - powiedział cichy głosik w mojej głowie - ,,Przestraszył się twojej niewinności"
Nie, nie. Fred Weasley, przestraszył by się tego, że jestem dziewicą? Może on o tym nie wie? Fakt, chyba domyślał się, że jest moim pierwszym chłopakiem, może bał się posuwać się za daleko?
Chciałam z nim jak najszybciej porozmawiać. Ubrałabym się dzisiaj bardzo ładnie, po za tym gorąc, miałam chłopaka. To był powód aby chociaż dla niego się starać. Nie chciałam aby uważał mnie za szarą myszkę, bojąc się zmian i podejmowania jakiejkolwiek decyzji. Chciałam dotrzymywać mu kroku, a przy okazji dowiedzieć się co najbardziej we mnie lubi. Było by cudownie, gdybym dowiedziała się co preferuje. Byłabym bardziej odważna jeśli chodzi o ubiór, zachowanie, styl bycia. Nie chciałam popełnić jakiejś niestosownej wpadki. A teraz chciałam, dowiedzieć się co zrobi gdy zobaczy mnie jakoś inaczej ubraną niż do tego przywykł. A drugim powodem było jego dość nietypowe zachowanie, jak na takiego kawalarza jakim był. Wszystkie za nim szalały!
Podeszłam do szafy i zaczełam ją wertować wzrokiem. Ku mojemu zaskoczeniu, zobaczyłam kilka bardzo ładnych sukienek. Wyjęłam je wszystkie, rzucając potem na łóżko. Teraz czas na buty i dodatki. Schyliłam się i spojrzałam na moje obuwie. W większości górowały tutaj baleriny, które przeszukałam. Wzięłam dwie pary. Były by ostatecznością gdybym nie znalazła odpowiednich butów na koturnie czy obcasie. Nie musiałam przecież zawsze skłaniać się na płaskie pantofle, prawda? Zagłębiając się dalej, zauważyłam, że jednak mam jakieś szczególnie ładne pary obcasów oraz jedną parę moich ulubionych koturn. Wyjęłam je i postawiłam koło mojego łóżka. Skierowałam się do komody, którą dzieliłam razem z Ginny. Stało tam lustro, bez którego nie mogłyśmy się obyć w awaryjnych sytuacjach. A mianowicie: łazienka zajęta, ktoś nie chce nas wpuścić, albo po prostu coś się stało. W takich okolicznościach korzystałyśmy z tutejszego lustra. Otworzyłam pierwszą szufladę, a w niej znajdowały się naszyjniki, bransoletki, pierścionki, kolczyki, frotki do włosów, opaski, spinki, przepaski na głowę. Dosłownie raj dla każdej dziewczyny. Po chwili wybrałam to co przypadło mi do gustu i stwierdziłam, że chyba jestem gotowa. Oczywiście nie na to by wyjść. To dopiero był początek.
Podeszłam do łóżka i spojrzałam na buty. Ginny zawsze mi mówiła, że jeśli najpierw nie dobiorę butów, to mogę zapomnieć o reszcie. Buty muszą do wszystkiego pasować. Więc posłuchałam rady rudowłosej i zaczęłam oglądać moje obcasy. Nie było ich znowu tak dużo. Z pięciu par jakie miałam wybrałam trzy, które uważałam za odpowiednie. Pierwsza para była beżowa, na dziesięciocentymetrowym obcasie, były zwykłe proste, bez żadnych wycięć na palce. Druga para różniła się. Koloru czarnego, jednak czubek był wycięty, także na takim samym obcasie jakim była poprzednia para. Trzecia para, moja ulubiona. Mimo, że były to szpilki na piętnastocentymetrowym obcasie, to jeszcze do tego, nie miały żadnego wycięcia i były koloru czarnego, z piękną, małą kokardką na czubku. Dostałam je od mamy, na moje 14 urodziny. Pierwsze buty na obcasie, które są ze mną do tej pory. Wtedy tak na prawdę, zaczełam zauważać, że takie buty nie są wcale nie wygodne jakie mi się wydawały. Zdecydowałam, że wybiorę właśnie je. Zawsze robiły dobre, pierwsze wrażenie. Spojrzałam teraz na sukienki. Miałam ich wystarczająco dużo aby coś wybrać. Z szafy wyciągnęłam ich aż sześć. Nie liczyłam ile ich mam razem, wszystkich. Pierwsza jaka przykuła mój wzrok była delikatna, biała sukienka do kolan, bez ramiączek. Talia była podkreślona złotym paskiem. Całkiem, całkiem. Następna z kolei, była jasno-niebieska, z ramiączkami, za to długa do ziemi. Nie była niczym przepasana po prostu wolno puszczona. odłożyłam ją spowrotem do szafy, nie pasowała mi na dzisiaj. Zakładałam ją na wieczorne spacery, albo na jakieś bardzo upalne dni. Trzecia, była trochę przed kolano, koloru limonki. Nie miała ramiączek, ani żadnego paska. Była bardzo ładna, ale chciałam postawić na jakiś bardziej stonowany kolor. Z westchnięciem odłożyłam ją do szafy, aby zająć się inną. Ta natomiast była cudowna, ale wahałam się czy ją założyć. Ognista czerwień, z ramiączkami, za to z dekoltem wyciętym w trójkąt. Była dłuższa z tyłu, a krótsza z przodu, gdzie wyglądała prawie jak mini. Cóż, była piękna, ale stwierdziłam, że jest zbyt wyzywająca na takie zwykłe spotkanie. Piąta, fioletowa, z zakrytymi rękami, wycięta bardzo na plecach w literę V. Dekolt z tyłu sięgał mi prawie do końca pleców. Z przodu lekki dekolt wycięty w tą samą literę. Miała gdzie nie gdzie cekiny, w tym samym kolorze. Cudowna, ale znowu mini. Jednak najbardziej to ją typowałam jak do tej pory. Została się ostatnia. Czarna, bez ramiączek, bardzo opinająca można by powiedzieć, że gdyby ktoś ją tak zobaczył stwierdził by, że jest za mała. Ta na szczęście nie wyglądała na mini, chociaż nie wiele jej brakowało. A za nad to była skórzana. Miała delikatne wycięcie na przodzie. Zdecydowałam! To właśnie ją założę. Co z tego, że to tylko zwykłe spotkanie, nie mogę wyglądać jak szara mysz!
Odłożyłam fioletową sukienkę, do szafy. Może jeszcze dzisiaj się przyda? Wdziałam skórzaną mini, i oniemiałam. Wyglądałam... Seksownie, bajecznie, pociągająco. Sięgała mi do połowy ud, nie było tak źle. Spojrzałam na siebie, w lustrze i stwierdziłam, że muszę jeszcze parę szczegółów dopracować. Nie dobrałam żadnego naszyjnika, przyciągał by uwagę na mój dekolt, a tego nie chciałam tak bardzo eksponować. Na ręce wdziałam bransoletkę na rzemyku, a przy niej kryształowe serduszko. Dodałam jeszcze dwie złote bransolety i jedną w kolorze pereł. Przy okazji pomalowałam paznokcie bezbarwnym lakierem, robiąc na nich cieniutkie, czerwone paseczki. Kolczyki, przebitki, z zwykłymi diamencikami w środku. Założyłam buty, i podeszłam do lusterka. Miałam makijaż, ale postanowiłam, że go trochę ulepszę. Nałożyłam czerwoną szminkę na usta. Wyglądałam bosko. Pierwszy raz wierzyłam, że wyglądam ładnie, wręcz pięknie. Włosy pokręciłam. Nie wyglądały teraz jak moja dotychczasowa, szopa, burza loków, tak bardzo niesfornych, że musiałam je układać. Teraz stały się pięknymi, brązowymi włosami, gdzie nie gdzie z blond pasemkami. Sięgały mi za ramiona, długość była idealna. Spryskałam je lakierem, aby dłużej się trzymały.
Kiedy byłam już gotowa, otworzyłam drzwi i skierowałam się, do pokoju jego i George'a. Zapukałam delikatnie. Usłyszałam ,,proszę!". Uchyliłam drzwi i bez zaglądania spytałam:
- Freddie, jesteś tu?
- Tak, tak. Wchodź.
Pchnęłam drzwi, a te oparły się o ścianę. Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku Freda. On zaś stał odwrócony tyłem, bo coś przeglądał na biurku. Sprzątał jakieś rysunki jego i George'a. Chyba dopracowywali ich wynalazki, albo planowali coś nowego. Uśmiechnęłam się pod nosem. Lubiłam patrzeć na nich kiedy o tym rozmawiali. Zawsze byli pełni szczęścia, a w ich oczach tryskały te ogniki, które ubóstwiałam. Widziałam, że sprawiało im to przyjemność.
- Kobieto, gdybym ja tyle spędził na zwykłym odświeżeniu, mój brat stwierdził by, że wpakowałem się w zawrót głowy!
- Ile czasu czekałeś? - spytałam z ciekawości, chciałam wiedzieć ile takie strojenie się wymaga czasu. - Od kiedy mówisz do mnie kobieto?
To drugie pytanie, zadałam specjalnie. To miało jakiś związek z tym ręcznikiem i jego reakcją.
- Godzinę, może więcej.
Nie odpowiedział, na to co chciałam usłyszeć. Postanowiłam to zbagatelizować. Wstałam i podeszłam do niego. Wyglądał cudownie, gdy próbował się na czymś skupić. Zdałam sobie sprawę też z tego, że w ogóle nie zauważył jak wyglądam. Wpatrzony był w jakieś kartki i w segregowanie ich. Ja patrzyłam ukradkiem przez jego ramię, nie wiele jednak widziałam, bo dalej byłam do niego za niska. Przejechałam ręką po jego plecach, gładząc je. Drgnął niespodziewanie. Zadziałało. Teraz już na pewno się odwróci. I faktycznie tak się stało. Ze stosem kartek w ręce, spojrzał na mnie i aż szczęka mu opadła. Dłonie, jakby chcąc pozbyć się zbędnego balastu, upuściły zapiski, a te zawirowały w powietrzu, jak płatki śniegu. Zaczęłam łapać je, a potem uklękłam i dalej zbierałam. Natomiast Fred, jakby wrósł w podłogę. Nie ruszył się, nie wykonał najmniejszego skinienia. Był wpatrzony we mnie, o taki efekt mi chodziło.
~*~
Kilka chwil wcześniej.
Hermiona, abym odwrócił się do niej, przejechała ręką po moich plecach, następnie je gładząc. Zadziałało. Drgnąłem impulsywnie i wykonałem zwrot do niej. Zobaczyłem ją i aż mi szczęka opadła. Nie mogłem jej zamknąć, coś mnie powstrzymywało. Stos kartek, który trzymałem w ręce, wyleciał nie wiadomo kiedy. Zaczęła je łapać w powietrzu, a potem klęknęła i jak gdyby nigdy, nic, zbierała je. Ja czułem, że nie mogę wykonać najmniejszego ruchu. Bałem się, byłem sparaliżowany? Nie wiem.
Ubrana, w czarną, mini, bez ramiączek z delikatnym wycięciem sprzodu. Buty, na obcasie, w tym samym kolorze co jej odzież. Na rękach miała jakieś bransoletki, wykonała makijaż, pomalowała usta na czerwono, a włosy pokręciła tak, że były jeszcze piękniejsze. Usta tak kuszące, że aż chciałem wpić się w nie, a niej samej nigdy stąd nie wypuścić. W końcu zebrałem się i pomogłem jej.
~*~
Stał tak przez dłuższą chwilę, a ja dalej sprzątałam. Nie musiałam zbyt długo czekać, pomógł mi je pozbierać. Widocznie, musiał otrząsnąć się. Pierwszy raz widział mnie tak wystrojoną. Zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam. A jak zwariuje?
Kiedy skończyliśmy robotę, Fred podszedł do biurka, położył kartki i sięgnął po swoją różdżkę. Wypowiedział cicho jakieś zaklęcia, machając przy tym parę razy. Ja podeszłam do okna i w nie spojrzałam. Było pięknie, słonecznie, idealny dzień. Westchnęłam, bo nie widziałam już żadnej innej reakcji mojego rudowłosego. Czyżby to było wszystko? Na darmo się tak ubierałam? Chciałam aby był zafascynowany, ale nie pięć minut, nawet cały dzień.
- Wyglądasz tak...
Nawet nie wiadomo kiedy znalazł się przy mnie. Odwróciłam się i uśmiechnęłam bardzo pociągająco. Widziałam jak Freddie z nerwów, przeczesuje sobie włosy.
- Jak?
- Seksownie, pociągająco...
Podeszłam do niego, syrenimi krokiem i spojrzałam mu prosto w oczy. Zarzuciłam mu ręce na ramiona, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
- A wiesz, że jestem cała twoja? - uśmiechnęłam się diabolicznie. - Wykorzystaj to.
Patrzył się w moje oczy, tak długo, że zastanawiałam się czy jego dusza jeszcze tam jest. Najwidoczniej nie wiedział co począć. Był skołowany, zamyślony, można było to wyczuć. Zwłaszcza, że ja powoli zbliżałam swoje usta do jego. Skoro on nie wykona pierwszego kroku, to ja to zacznę. Chcę go mieć dla siebie, tu, teraz.
Zanim przylgnęłam do niego, on zareagował szybciej i impulsywniej. Wpił się w moje usta, tak agresywnie, że o mało nie upadłam. Nie sądziłam, że ubiór i makijaż mogą zdziałać takie cuda. Nie musiałam długo czekać, na dalsze reakcje, bo Freddie wepchnął swój język do moich ust. Oddawałam pocałunki z pasją, zachłannością, z nieodpartym wrażeniem, że postradaliśmy zmysły. Rudowłosy, objął mnie rękami w talii i mocno przyciągnął do siebie. Czułam jego grę mięśni oraz szybko, rytmicznie, bijące serce, gnające jak oszalałe. Wplotłam palce w jego włosy, delikatnie je ściskając. Bliźniak, złapał mnie za uda, jednocześnie podnosząc i przenosząc na łóżko. Kładąc mnie, ściągał mi buty, rzucając gdzieś w kąt. Nie dbałam o to. Oplotłam nogami jego plecy, a on podpierał się na rękach, aby na mnie nie opaść. Całował mnie po szyi i obojczyku, a ja lawirowałam rękami przy jego koszuli. Spojrzał mi w oczy, a ja tylko wypowiedziałam jego imię. Potem całkowicie oddałam się jego pocałunkom.
~*~
Dzisiaj krótko. Ale rozdział się pojawił tylko dlatego, że pisałam go już wcześniej, a w nim chciałam zawrzeć coś innego, bardziej romantycznego. Drugim powodem było pojawienie się komentarza, który bardzo podniósł mnie na duchu :)
Proszę oto jest i komentujcie! :*