niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 27 ,,W rękach wroga."


Usłyszałem jakieś trzaski, jakby coś spadało. Przestraszyłem się, domyślałem się, że to nie było coś tylko ktoś. A mianowicie Hermiona.
Zbiegłem po schodach i o mało co nie potknąłem się o leżącą na posadzce szatynce. Wyglądała strasznie, siedem nieszczęść w tak kruchej istocie. Podniosłem ją, stwierdzając, że coś jest nie tak. Coś jakby ,,szczęknęło" w okolicach jej kręgosłupa. Kiedy się nachyliłem, aby sprawdzić jej puls i oddech, nic nie czułem, ani nie słyszałem. Przestraszyłem się, wyglądała jakby na prawdę umarła! Ostatnie to co nie dawało mi takich potwierdzających informacji był fakt, że jej ciało było ciepłe. Rozejrzałem się po domu i stwierdziłem, że nikogo nie ma, albo domownicy są w ogrodzie. Położyłem starannie dziewczynę na kanapie, a sam wybiegłem na ogród, w poszukiwaniu matki.


 ~*~

Otworzyłam oczy. Byłam w jakimś białym pomieszczeniu, zaś daleko znajdowało się żółte światło. Gdzie byłam? 
Ubrana w białą sukienkę, do ziemi, która się za mną ciągnęła, i płaskie, tego samego koloru ,pantofelki.  Co się dzieje? Umarłam, po raz 2?! Nic nie rozumiałam. Miałam jednakże nadzieję, że trawiłam tu po to aby się dowiedzieć i zrozumieć wszystko co było zagadką. A tą tajemnicą było moje życie. Nagle, w oddali, zobaczyłam majaczącą postać. Siwa broda do ziemi, ręce założone z tyłu. Mężczyzna w podeszłym wieku, jednak mogło się wydawać, że jest osłabiony. Tak na prawdę, mógł nie jednego zaskoczyć. Odziany w szaty szkarłatnego koloru. Zmierzał w moją stronę, a ja usiłowałam sobie przypomnieć kim on jest. 
Kiedy odległość między nami była nie duża, uświadomiłam sobie kto to jest. A wraz z nazwiskiem tej osoby pewne wspomnienie.

Widziałam siebie. Mała, jedenastoletnia dziewczynka o burzy brązowych loczków, słucha uważnie tego pana, który w tym samym czasie do niej zmierza
- Hermiono Jean Granger, zostałaś przyjęta do szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Będziemy zaszczyceni mogąc cię uczyć.
- Mamo! Jakiś starszy pan mówi, że jestem czarodziejką! -wrzasnęła dziewczynka na cały dom. 
Obraz zaczął przypominać wielką plamę rozlanego mleka jak stół, a ja już zdążyłam spostrzec, że starzec stoi obok mnie. Przez jedno wspomnie uświadomiłam sobie kim tak na prawdę jestem. Może nie do końca, ale więcej wiedziałam niż przypuszczałam.
-Witaj Hermiono. Czy wiesz kim jestem? - spytał siwobrody. Skinęłam głową. Tyle mu wystarczyło by kontynuować dalej.
- Profesorze, co się dzieje? Czy ja, umarłam? - spytałam z dociekliwości. - Straciłam pamięć i skąd...
Nie dane mi było dokończyć, ponieważ Dumbeldore, przerwał mi skinieniem dłoni.
- Panno Granger, wszystko w swoim czasie. - odparł, starzec. - Co chciałabyś wiedzieć? 
Zastanowiłam się chwilę. Ile dane mi było tutaj zostać? Czy wystarczająco długo, aby wiedzieć o sobie tyle aby żyć w świadomości? Znowu w moim życiu zagościły tylko pytania, a brak odpowiedzi. Teraz może się to zmienić, wystarczy zadać odpowiednie pytania, ciągnące za sobą sznur wydarzeń. Tylko, czy szczęście mi dopisze? 
- Ile mamy czasu? - spytałam, licząc na dobrą odpowiedź.
- Tyle dopóty, nie poznasz wszystkich nurtujących cię rzeczy. 
Uśmiechnęłam się szczerze, chyba pierwszy raz od przebudzenia. Wiedziałam już na pewno. Będę żyć jak dawniej. 
- Dobrze, życie zostawimy na koniec. Może najpierw wyjaśnijmy zdarzenie, które miało miejsce niedawno. Chodzi o moją złość. Podniosłam wtedy kufer, siłą woli. Jak to wytłumaczyć?
- Widzisz Hermiono, to na prawdę unikatowy dar. Słyszałaś może kiedyś o telekinezie? 
- Tak. W mugolskim świecie, w czarodziejskim byłam pewna, że nie jest możliwa. 
- I tutaj masz rację, panno Granger. Nie istnieje. Jednakże ty jesteś z pochodzenia mugolką, ale uczysz się w innym świecie. 
- Czy mogłabym się tego jakoś pozbyć? Tracę przy tym dużo siły. - spytałam profesora. 
- Wszystko powinno zniknąć, kiedy będziesz wiedziała wszystko o sobie. Po to tutaj jesteś. - odpowiedział z lekkim uśmiechem. 
- Czas jest tutaj taki jak na ziemi? - dość nietypowe pytanie, jednak inni mogą się martwić. W końcu byłam w śpiączce. 
- Nie. Każda godzina tutaj odpowiada dniowi. 
- Świetnie, będę nie przytomna może tydzień... - zmartwiłam się. Kolejny nie fart w moim świecie. 
- Cóż, nie wszystkim trzeba się przejmować. To ty musisz być szczęśliwa nie inni. 
- Prawda, jednak ja nie potrafię się martwić o moich bliskich. - odparłam, z westchnieniem. Czułam jakby mi coś ciążyło na sercu, taki wielki kamień. - Zna profesor zaklęcie Enlartsa?
- Tak. To inaczej kropla astralna, czytana od tyłu. Wtedy, w dworze Malfoy'ów Lucjusz, użył go byś dalej żyła. Chyba wiesz dlaczego, prawda? - przerwał uważnie mi się przyglądając. Ja tylko skinęłam lekko głową. - Niestety, Twoje ciało jest w Malfoy Manor. Co prawda ty to ty, ale tam są zamknięte wszystkie twoje wspomnienia. Jeśli się nie pośpieszymy, Śmierciożercy zaczną je mieszać, tak abyś była po ich stronie. Zmienią cię nie do poznania. 
Byłam zła, zdruzgotana. Ja to nie ja? Jak mam to teraz rozumieć? Czyli jestem dalej sobą, tylko rozdwoiłam się na dwie części? To by było zrozumiałe, chociaż jak można się podzielić? Szkoda tylko, że wszystko co wiedziałam, musiało zostać tam gdzie nie powinno. W rękach wroga. 
- Wszystko jest takie skomplikowane. Czy życie nie może być proste, bez żadnych trudność? - spytałam pełna żalu i rozpaczy. Dumbledore mógł mi odpowiedzieć na wszystkie pytania, trzeba było skorzystać z okazji.
- Wtedy to co teraz masz nie było by życiem. Byłoby monotonią. 
Miał rację, nie można było dostać wszystkiego na tacy. Trzeba się cieszyć tym co jest nam dane. Wracając do moich problemów z pamięcią. Poproszę Dropsa, aby spróbował mi po jeszcze kilku pytaniach, bez zbędnych ceregieli, przywrócić pamięć. Nie chcę dłużej czekać, muszę wiedzieć co będzie dalej, ze mną. A szczególnie z Fredem. Czy dalej go kocham? 
- Czy po tym wszystkim, dalej będę z Fredem? - spytałam, bez namysłu. A po chwili pożałowałam. To tylko i wyłącznie moja sprawa, sama to muszę rozegrać. Było już za późno na powiedzenie, innego pytania.
- Dobre pytanie. Mam nadzieję, że miłość nie jest ulotna. Ona po prostu musi znaleźć właściwą drogę, rozwiązanie. 
Westchnęłam, nie znał odpowiedzi. W końcu, to człowiek wszechwiedzący, jednakże chyba sama muszę znaleźć odpowiednie rozwiązanie. 
- Profesorze mogę o coś pana prosić? - spytałam nieśmiało. Chyba czas wrócić do świata, i wyjaśnić parę rzeczy. 
- Słucham. 
- Czy jest sposób aby już teraz przywrócić mi pamięć? Nie mam więcej pytań, muszę pozałatwiać wszystkie sprawy. - miałam nadzieję, że się zgodzi. Na pewno coś wymyśli. - Tylko czy wtedy wrócę do swojego pierwotnego ciała? 
- Na to liczyłem, czułem, że nie masz dużej ilości pytań. Zawsze liczyłaś na swój rozum, i to w tobie cenię. Oczywiście, że jest. Zamknij oczy i pomyśl o tym co cię najbardziej dręczy. W tym przypadku twoja pamięć. Ja po otwarciu oczu zniknę, a ty już wszystko będziesz pamiętać, oraz wrócisz do Malfoy Manor. Nie martw się, gdy tylko się tam znajdziesz, wrócisz do kropli astralnej i wszystko wróci do normy. Gotowa?
Skinęłam głową, zamknęłam oczy i pomyślałam o utracie pamięci. Nie wiem ile to trwało, ale otwarłam oczy a Dumbledore'a już nie było. Nagle wszystko się zaczęło rozmywać, a ja byłam o dziwo szczęśliwa. 
I te wspomnienia! Rodzice, pierwszy rok w Hogwarcie, troll w łazience, rozwiązanie tajemnicy Komnaty, Syriusz Black, Turniej, w którym mogło zginąć wiele osób, a brał w nim udział Harry. Ten Harry, który jest Wybrańcem! To ona ma zabić Voldemorta, potężnego czarnoksiężnika. Wroga, naszego wroga. Stowarzyszenie Zakonu Feniksa, i moja miłość do Freda. Nasz pierwszy pocałunek, w strugach deszczu taki o jakim zawsze marzyłam. I wiem przynajmniej kto spowodował mój rzekomy wypadek z utratą pamięci. Ron! A ja mu tak ufałam, czemu był o mnie tak zazdrosny. Tylko dlaczego pamiętałam wszystko po powrocie od MAlfoy'ów? Cóż upadek do czegoś też się musiał przyczynić, Śmierciożrcy musieli to planować i tylko czekali. 
I nareszcie z nieświadomości to tego na co czekałam. Uczucia powróciły. Kocham Freda do szaleństwa! Chciałabym być na zawsze w jego sercu, umierać z tęsknoty gdy go nie będzie, czekać całymi dniami i nocami, aż przyjdzie i weźmie mnie w ramiona, te bezpieczne ramiona, zaopiekuje się mną. To, stało się takie realne! Oby nikt tego nie zepsuł. 
Znalazłam się w swoim pierwotnym ciele. Zdążyłam zobaczyć, czarno-zielone zdobienia i już otwierałam oczy w Norze. 
Ktoś siedział przy moim łóżku, wyglądał na naprawdę zmęczonego i smutnego. Jakby uleciało z niego całe życie. Tym kimś był mój kochany Freddie. Przyglądałam mu się od dobrych paru minut, jednak on miał spuszczoną głową i nie widział, że się obudziłam. Chrząknęłam znacząco, a on jak poparzony podniósł głowę. Uśmiechną się, tak cholernie pięknie, że miałam ochotę udusić go ze szczęścia. Zagarnęłam go w swoje ramiona, a on z zaskoczeniem, ale mimo wszystko oplótł moją talię rękami. Cudownie, można było napawać się jego cudownym zapachem, tą bliskością. 
- Hermiono, jak się czujesz? - spytał, odsuwając mnie lekko od siebie. Chyba nie był pewny, czy dobrze się czuję.
Zareagowałam szybko, nie chciałam czekać. Dość miałam niepewności. Pocałowałam go. Wpiłam się w jego usta, i stwierdziłam, że chce być tylko z nim. Jak mogłam kogoś aż tak kochać?
Po chwili oderwaliśmy się od siebie, z braku tchu. Jednak widziałam, że nie jest pewny czy ja, to ja.
- Hermiono... Wszystko w porządku? - spytał patrząc na mnie jak na głupią. 
- Tak. 
- Przecież... Ty mnie... To znaczy, pocałowaliśmy się 2 dni temu, a potem ty spadłaś ze schodów. Nie chciałaś tego pocałunku, więc o co chodzi? Dlaczego mnie całujesz? Bawisz się mną?! 
Nie spodziewałam się tego. Czemu tak wybucha? Chce żebyśmy byli razem czy już nic do mnie nie czuje?!
- Kochasz mnie? - spytałam, skruszona. Chciałam płakać, a przed chwilą rozpierało mnie szczęście.
Nie odpowiedział. Czemu ja się tak łudziłam? Straciłam pamięć, a on już stracił nadzieję, ze cokolwiek z tego naszego związku będzie. Chciałabym by było jak dawniej. Czy da się to jeszcze naprawić?
Zaczęłam płakać, nie mogłam tego powstrzymać. Nie minęło sporo czasu, a ja już miałam mokrą twarz od łez, i dłonie od ich wycierania. Spojrzałam na niego pełna żalu, wstałam, podeszłam do okna. Był ciepły i słoneczny dzień. Bez najmniejszej chmurki, a ja? Zapłakana!
- Uraziłem cie czymś? - spytał. 
Chyba nie wiedział, dlaczego płaczę. Ba, nawet nie wiedział, że wiem w stu procentach kim jestem. Wygłupiłam się, jednak emocje brały górę.
- Odpowiedz mi, kochasz mnie? - musiałam to na nim wymusić. 
- Zawsze, o każdej porze dnia i nocy. 
I znowu, łzy. Tym razem ze szczęścia. 
- Dlaczego płaczesz? - spytał. - Przecież nic nie pamiętasz... Nawet nie wiesz, gdzie się całowaliśmy i jak...
- Pod drzewem, w deszczu. Tak jak sobie wymarzyłam. - odparłam. Jego mina była bezcenna. Chyba wiedział już, że ,,wróciłam".
- Pamiętasz? - dalej nie dowierzał. 
- Tak. Wtedy przez te dwa dni, kiedy tutaj byłam w śpiączce, rozmawiałam z Dumbledore'm. A tam to tylko dwie godziny! Przywrócił mi pamięć. A ja wróciłam do swojego pierwotnego ciała. Wiesz, że rozmawiałeś z moją identyczną kopią, a moja pamięć była zamknięta w pierwotnym ciele? 
- Powoli, powoli. Powiedz wszystko od początku. 
Opowiedziałam mu o tym o czym rozmawiałam z Dropsem, i innych do tej pory niewyjaśnionych rzeczach. 
- Więc już wiesz co nas łączy? - spytał unikając mojego wzroku. Jakby się bał, że pocałowałam go w przypływie emocji. 
- Wiem. Nie masz się czym martwić. - uśmiechnęłam się, a on wstał i podszedł do mnie. 
- Co dalej z nami? 
- Jeżeli mnie kochasz, bądź my razem. Może w końcu nam się uda. - powiedziałam, pełna nadziei. Marzyłam o tym abyśmy byli razem, szczęśliwi, na zabój zakochani.
- Kwestia tego, czy mnie kochasz. - mruknął, podnosząc prawą brew do góry. Wyglądał tak przystojnie kiedy się nad czymś zastanawiał.
- Nie całowałabym Cię gdyby tak nie było. - westchnęłam. Nareszcie to z siebie wykrztusiłam. 
- Cieszę się, że wróciłaś. - powiedział i wyszczerzył swoje śnieżno-białe zęby. 
Zagarnął mnie w swoje ramiona i przytulił. Czułam się spełniona. 

~*~

Proszę, oto nowy rozdział. Mam nadzieję, że nie czekaliście długo i jacyś czytelnicy jeszcze tu są :) Nie zanudzam, zapraszam do komentowania. Fred i Hermiona znowu razem, tak jak planowałam :D!


















































piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 26 ,,Świat jest taki niesprawiedliwy!"


Wyznałam mu miłość?! Czy byłam w nim aż tak zakochana żeby wyznawać miłość? Skąd mogę to wiedzieć, skoro straciłam pamięć. A co jeśli się całowaliśmy?! Przecież nic o nim nie wiem, a on mówi, że jesteśmy parą! Prawda, jest przystojny, ale to nie zmienia faktu, że nic o nim nie wiem. Czemu wszystko musi się tak komplikować?
- Czy my... No wiesz? - jąkałam się niemiłosiernie. Bałam się usłyszeć całej prawdy. A może nie chciałam jej usłyszeć?
- Czy się całowaliśmy? - spytał patrząc się na mnie uważnie. Widocznie próbował odgadnąć, moje uczucia i emocje, które tak bardzo dusiły mnie w środku.
Kiwnęłam głową.
- Tak.
Nie! Przecież bym tego nie zrobiła! Nie mogłabym go aż tak bardzo pokochać! Co się dzieje, czemu mnie to spotyka?!
- Kochasz mnie? -  nie chciałam się o to zapytać, a jednak. Nawet nie wiem kiedy te słowa wypłynęły mi z ust.
Milczał. Oby dwoje milczeliśmy, z taką różnicą, że ja czekałam na odpowiedź. Co jeśli na prawdę mnie kochał? Nie chciałam go ranić. Nie mogłam mu tego zrobić. Ale, co jeśli miłości się nie wybiera? Jeśli znowu by mnie w sobie rozkochał byłoby tak jak dawniej. Być może... Teraz jestem całkiem inną osobą, nic nie wiem o sobie, ani o nim! Nie zapędzaj się, Hermiono! Nie wiesz, co może Ci odpowiedzieć.
- Możemy o tym nie mówić? - zamiast odpowiedzi usłyszałam pytanie.
- Dlaczego?
- Nie chcę o tym teraz rozmawiać. - powiedział, nie patrząc na mnie. - Nie czas na takie rozmowy...
- A kiedy będzie czas?! - wybuchłam, było mi źle, bardzo źle. Gryzłam się sama z sobą. - Chce poznać prawdę! Dobrze wiesz, że jest mi ciężko!
- Hermiono, musisz mnie zrozumieć. Nie chcę Cię wystraszyć swoim uczuciami. Nie uważasz, że jeszcze za wcześnie? 
Ruszyłam lekko, głową. Przyznałam mu rację, nie mogłam oczekiwać odpowiedzi od zaraz. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego akurat mnie musiał spotkać taki los. Zawiniłam czymś? Byłam dla kogoś niedobra? Co zrobiłam nie tak w własnym życiu?! Fred mówi, że nie byłam zła, to fakt miałam charakterek, ale...? Nie! Nie! Nie! To na pewno nie moja wina! Kto mógłby być tak okropny i spowodować utratę wszystkich dotychczasowych wspomnieć i wiedzy o sobie? 
Nagle, nie wiadomo skąd, zaczęłam płakać. Nie wiedziałam dlaczego, po co. Męczyłam się sama z sobą nie wiedząc kim jestem. Świat jest taki niesprawiedliwy!
- Hej, dlaczego płaczesz? - spytał rudzielec. Słyszałam przerażenie w jego głosie, ale nie przejęłam się tym. Pewnie nie raz widział jak płaczę.
Nie odpowiedziałam na jego pytanie, wstałam i zaczęłam desperacko chodzić po pokoju. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, czy zawsze taka byłam? Ni stąd, ni zowąd, zapragnęłam czymś rzucić. Pierwsze co przyszło mi namyśl, to jakaś torba, ewentualnie kufer. Spod łóżka ,,wyfrunął" kufer, nie wiele myśląc pomyślałam, że rzucę nim o ścianę. Kufer trzasnął o ścianę, z głośnym hukiem. Spojrzałam zaskoczona na swoje ręce, a potem na ścianę i miejsce gdzie leżał kufer. Stwierdziłam, że nawet nie ruszyłam rękami! To było tak bardzo irracjonalne, że chciało mi się śmiać. 
Spojrzałam na Freda, który wyglądał jakby dostał w twarz. Zaskoczenie na jego twarzy, było nie do odwzorowania. Przestraszyłam się, czyżby było coś ze mną nie tak? Poczułam, że jest mi słabo, słaniając się na nogach, doszłam do Freda i z łoskotem rzuciłam się na łóżko. Zamknęłam oczy i starałam się nie zemdleć z przerażenia jakże i z takowego wycieńczenia. Z pewnością spowodowało to... To coś. Ciekawe jak to w świecie czarodziej nazywają. 
Zmęczenie wygrało.



~*~


Usłyszałam czyjeś głosy, jednak nie byłam skora do otworzenia oczu. Wręcz nie mogłam tego zrobić, jakby coś mnie przed tym powstrzymywało. Czułam ból, niesamowity. Jakby całe moje ciało rozdzierało się na dwie części. Nie mogłam ruszyć rękami, nogami. Tak jakbym bała się poruszyć, lub UMARŁA. Czy to możliwe, że mam aż tak świadomy sen? Wszystko, podobnież odczuwa się o wiele razy mocniej, niż w normalnym życiu. Na dodatek czułam jakbym wirowała, delikatnie w powietrzu. 
- Co się stało? - szepnął ktoś, jednak można było go usłyszeć. Musiałam być blisko niego. Po głosie rozpoznałam, że to chłopak. 

- Dom, w którym była zawalił się a ona jako jedyna została w środku. Jednak zabraliśmy ją tutaj, może jeszcze nie jest za późno. - jak bardzo byłam ważna dla kobiety, która przemawiała? - Idź. Powiemy ci czy da się ją uratować.
Może to było przyczyną utraty pamięci? Byłoby to bardzo rzeczowe i logiczne. Ale, przecież żyję! Czyżby te osoby, użyły zaawansowanej magii (bo na pewno jakaś jest), aby mnie uratować? Co mogłam przez to rozumieć? Za dużo pytań i zero odpowiedzi. 
- Lucjuszu musimy coś zrobić! Dopiero co ją odzyskaliśmy! - krzyczała kobieta, która przed chwilą się o mnie martwiła. Lucjuszem musiał być jej mąż, próbujący przywrócić mnie do żywych. 
-  Enlartsa! - z pewnością było to zaklęcie, tylko brzmiało, jak... Coś w innym języku? Nie wiedziałam jak mogłam sobie to wyperswadować. 
Nie czekając długo, zaczęłam odczuwać skutki zaklęcia. Nie odczuwałam już bólu, w każdym kawałku mojego ciała. Usłyszałam swój oddech, wszystko wróciło do normalnego stanu, oprócz oczu. Dalej nie mogłam ich otworzyć. Wydawało mi się, że ktoś je skleił, tak abym nic nie mogła zobaczyć.
- Co to za zaklęcie? - ktoś znowu przemówił.
- To nie jest teraz ważne. - odpowiedział mężczyzna ratujący mi życie, Lucjusz.
- Chcę aby się do nas przyłączyła, jednakże na razie nie jest jeszcze na to gotowa. Może odeślemy ją do Weasley'ów? Ważne, że już wiemy kim jest nasza córka.
- Jesteś tego pewna? Możemy zacząć życie od nowa, razem z nią. Wystarczy tylko Oblivate. - 

- Tak. 
To musiała być rodzina znająca ludzi, u których mieszkam! Może nawet znali się bliżej niż mi się wydaje?  Oblivate? ,, Możemy zacząć życie od nowa, razem z nią. Wystarczy tylko Oblivate" Skoro zacząć życie od nowa, to mogło by to być zaklęcia nieodwracalnego wymazania pamięci? Usłyszałam tupot stóp, a potem już nic nie słyszałam. Byłam w nicości. 

~*~

Co się z nią dzieje? Dlaczego tak nagle zemdlała? I jeszcze ten kufer! Zdawało mi się, że mimo straciła pamięć i dalej była tą samą osobą, wcale tak nie jest. Mogłoby się wydawać, że taka zdolność, przenoszenia przedmiotów jest nienormalna, wręcz dana tylko wybranym. Ale czy tak jest? Może każdy ma w sobie tę moc. Próbowałem ją obudzić, jednak nie udawało mi się to. Chciałem cierpliwie poczekać, ale nie mogłem. Ogarnęła mnie panika.
Jednak na próżno, bo Hermiona otworzyła oczy. Spojrzała na mnie pytającym i żądającym wyjaśnienia wzrokiem, a ja odpowiedziałem jej tym samym. Każdy z nas inaczej myślał, nie wiedzieliśmy wzajemnie, o co każdemu z osobna chodzi.
- Kto to Lucjusz? Co było przyczyną spowodowania mojego wypadku i utraty pamięci? Co to za zaklęcie Enlardsa? - Hermiona zasypywała mnie pytaniami, a ja nie wiedziałem co jej odpowiedzieć.
- Poczekaj opowiedz wszystko od początku. 
Opowiedziała mi jak przyśnił jej się dość dziwny sen. Mogła tylko słyszeć nie widzieć. Mówiła o Lucjuszu i o zawaleniu się domu. Istotną rzeczą było również zaklęcie wypowiedziane przez mężczyznę, dzięki któremu powróciła do nas. 
- Lucjusz jest to ojciec Dracona Malfoy'a, jesteście na jednym roku w Hogwarcie. Tylko on należy do domu Slytherina, a ty do Gryffindoru. Jego matką jest Narcyza Malfoy, kobieta, która w śnie się o Ciebie zamartwiała. Nie znam tego zaklęcia, Hermiono. Pierwszy raz je słyszę.
- A co oznaczał mój sen? Czy to zdarzyło się na prawdę? - dopytywała się. Niestety ja mogłem tylko przypuszczać co to znaczyło.
- Trzy tygodnie temu, zawalił się dom, w którym wcześniej przebywaliśmy. Ty jako jedyna zostałaś w środku. Potem kiedy się zorientowaliśmy, że cię nie ma, zjawili się właśnie oni... Narcyza i Lucjusz... - niedane mi było dokończyć.
- Razem ze Śmierciożercami? Poplecznikami Sam-Wiesz-Kogo, prawda? Wiem o co chodzi w tej kwestii. 
- Skąd? - ledwo co wypowiedziałem to jedno słowo.
- Powoli zaczynam sobie przypominać, Freddie.
Zaskoczyła mnie, nawet nie wiedziała jak bardzo. Czyżby jeden sen mógł przywrócić tak wiele wspomnieć? Przecież to to cztery lata udręki z Czarnym Panem i  przez może pół godziny przypomniała sobie to? Przecież wokół tego krążyło jej życie.
- Dokończ co zacząłeś mówić.
Odetchnąłem głęboko - Wtedy oni cię właśnie zabrali, a my nic nie mogliśmy zrobić, bo...
- Harry'emu groziłoby niebezpieczeństwo, prawda? Od lat prawda? 
Znowu zbiła mnie z pantałyku. Cholera! To istny cud!
- Tak. A potem jak gdyby  nigdy, nic wróciłaś do nas.
- Cóż, chociaż tyle wiem o sobie. 
- Co jeszcze sobie przypomniałaś? - spytałem, sądząc, a raczej mając resztkę nadziei, że wie kim jest do końca.
- Wiem kto spowodował wypadek, oraz początek mojego życia. Pierwszy list z Hogwartu i to zdziwienie w oczach moich rodziców. 
- Hermiono nawet nie wiesz jak się cieszę! - z przypływu nagłych emocji, zagarnąłem ją w swoje ramiona i mocno przytuliłem. Tak bardzo mi tego brakowało.
- Ja bardziej. 
Odsunęła się ode mnie i spojrzała głęboko w oczy. Ja zapomniawszy uprzednio, że nie mogę patrzeć w jej piękne oczy, zgubiłem się. Nie wiedziałem co począć. Zauważyłem, że nasze usta się zbliżają. Dzieliły nas milimetry i w końcu stało się to czego pragnąłem. Nasze usta złączyły się w namiętnym i gorącym pocałunku, jak nigdy. Nawet wtedy gdy wyznawaliśmy sobie miłość, nie było tak jak teraz. Wewnętrznie rozpalał mnie żar, pragnąc więcej, co z pewnością było widać na zewnątrz. Widać było, że Hermionie też się się to podoba, więc brnąłem dalej. 
Jednak nie trwało to długo, bo Hermiona niespodziewanie się ode mnie odkleiła. Spojrzała na mnie i po chwili wybiegła z pokoju. 
Co znowu zrobiłem nie tak?

~*~

Dlaczego to zrobiłam? Przecież nie chciałam żeby tak się stało! Ale mimo to nie protestowałam, to też było faktem. Nie zważając na to jak biegnę po schodach, nie umyślnie się potknęłam i turlając się po schodach, próbując się zatrzymać spadłam, na płytki. Zrobiło mi się słabo, jednak opanowałam ból i się podniosłam. Jednak nie przewidziałam tego, że usłyszę trzask w kręgosłupie i zmieni się całe moje dotychczasowe życie. Za bólem w kręgosłupie zobaczyłam jakby moje życie przeleciało mi przed oczami. Natłok głosów, dźwięków i wydarzeń stał się nie do wytrzymania. 
Przegrałam walkę, upadłam na posadzkę.


~*~

Ajajaj! Jak długo mnie tu nie było, jakby minęła wieczność. Ostatni rozdział zbierał się w kwietniu, a dokładniej 26. No cóż potrzebowałam sporego odpoczynku. Wiem, bardzo tragiczny ten rozdział, same wypadki! Ale to jeszcze nie koniec, także trzymajcie kciuki i do następnego :3!
+ Małe wyjaśnienie.
*Enlartsa- to inaczej kropla astralna. Czytane od tyłu daje ,,astralne".