piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 20 ,,... MOJA! TYLKO MOJA!"


Patrzyłem na nich. Całowali się, po tym jak wyznał jej miłość. Widziałem wszystko z okna mojego pokoju. Tak bardzo byłem zły, że uderzyłem nogą w szafę. Widać na niej było lekkie zdeformowanie, jednak nie przejąłem się tym, to nie było teraz ważne.
Po chwili odeszli z mojego pola widzenia, trzymając się za rękę. Hermiona jak zwykle promieniała szczęściem i tryskała energią. Wtedy kiedy prawie odeszła, już na zawsze byłem zły na siebie, że do tego dopuściłem. Byłem bardzo przybity, zdołowany i przez te parę godzin u ciotki, a później w moim domu rodzinnym myślałem, co by było gdybym ją uratował. Jednak nie muszę już zastanawiać się co by było, teraz mam większy problem. Ona i on... Nie wierzę w to! Oni do siebie nie pasują. Lada chwila i ich związek legnie w gruzach. Miona zasługuje na lepszą osobę, a ja myślę, że mogę dać jej wszystko czego pragnie i zostać przy niej na zawsze.

~*~

Nie wierzyłam w swoje szczęście. Gdy szliśmy do domu, patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Byłam szczęśliwa, i zakochana! W tym momencie liczył się tylko on. Usiedliśmy na kanapie, a ja oparłam głowę na jego ramieniu.  Byłam szczęśliwa, jednak czułam, że to nie potrwa długo. Miałam dziwne przeczucie... Ale teraz starałam się o tym zapomnieć. Przecież go kocham i on mnie też, więc dlaczego ma nam się nie udać? W każdym razie spróbować możemy. Nawet nie wiedząc kiedy zasnęłam, obok niego, na jego ramieniu.

~*~

Siedziałem przygnębiony w swoim pokoju. Po tym jak matka zdecydowała się oddać Hermionę, mimo to, że plan był inny. Miała zostać! 
To Śmierciożercy najprawdopodobniej sprawili, że budynek się zawalił, jednak tego nie mogę być pewien. Planowali to od dłuższego czasu. Chcieli powiedzieć jej kim jest i przekonać ją by została z nimi, a co najważniejsze dołączyła do nich. Ale czemu akurat musieli ją odesłać? Skoro wróciła do świata żywych powinna tutaj pozostać przynajmniej by poznała prawdę i zaczęła się przyzwyczajać. 
Nagle drzwi do pokoju się otworzyły.
- Wszystko w porządku? - spytała się moja matka. Czyżby wiedziała, że jestem zły?
- Tak. - odparłem kłamiąc samego siebie.
Oczekiwałem odpowiedzi, jednak ona nic nie odpowiedziała. Po prostu wyszła i zamknęła drzwi. Zdziwiłem się bardzo. Wydawało by mi się to głupie przychodzić tylko po to by spytać się czy ,,wszystko jest w porządku".
Położyłem się na łóżku i patrząc bezmyślnie w sufit, po chwili zasnąłem.

~*~

- Freddie? - spytałam, jednak po chwili zobaczyłam, że Fred zasnął. 
Leżeliśmy w jakimś pokoju, którego do tej pory nie znałam. Najwidoczniej nigdy tu nie byłam, aż do dzisiaj. Pokój miał fioletowe ściany i panele. Piękne duże łóżko, z białą pościelą, szafa, komoda. Wszystko co powinno znajdować się w pokoju. 
Byłam zdziwiona ponieważ nie spodziewała się tak ładnego pokoju. Nie to, że Nora to tylko stary dom, czy coś w tym rodzaju. Po prostu, nigdy nie byłam tutaj choćby na chwilę, a przecież znają się od 5 lat. 
Postanowiłam, że zapytam się Freda co to za pokój i czy do kogoś należał. Podeszłam do niego i cmoknęłam w czoło. On uśmiechnął się przez sen, tak jakby wiedział, że to ja. 
Wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni. Schodząc po schodach poślizgnęłam się na ostatnim stopniu i upadłam. Jednak zdążyłam się podeprzeć na rękach. Zobaczyłam, że w kuchni siedzi Ron. Uśmiechnęłam się ponieważ dawno ze sobą nie rozmawialiśmy, w sensie tak jak przyjaciele. Podeszłam do stołu i usiadłam na przeciwko niego. Jadł kanapki z dżemem. Od kiedy tylko pamiętam rudzielec jadł ciągle i to dużymi ilościami. Zawsze był głodny. W Hogwarcie tak bardzo wyczekiwał posiłków, aż w końcu stawało się to męczące i uciążliwe. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. Jednak on spojrzał na mnie z wyrzutem i kpiną, w oczach. Nie wiedziałam o co mu chodzi, dlatego zapytałam:
- Stało się coś?
- Tak. - burknął, obrażony na cały świat.
- Czemu jesteś taki zły? Pokłóciłeś się z Harrym? - dopytywałam się ponieważ byłam ciekawa, co mogło się stać.
- Nie udawaj, że nie wiesz. - warknął. 
Wstałam i podeszłam do blatu kuchennego, spojrzałam w okno i odwróciłam się do niego. 
- Nie wiem, o czym mówisz...- powiedziałam, zastanawiając się co mogłam takiego złego zrobić.
- Jak mogłaś wybrać JEGO! - wrzasnął, podchodząc do mnie. 
Przestraszyłam się. Gdy był tak blisko, myślałam, że zemdleję. 
- O co ci chodzi?! - spytałam, próbując być odważna. Jednakże, to zdanie wypowiedziałam niemalże po cichu. 
- Dlaczego z nim jesteś?! Miałaś być MOJA! TYLKO MOJA! - wrzeszczał jak opętany. 
Złapał mnie za ramiona i zaczął mną potrząsać. Chciałam się wyrwać, jednak był zbyt silny. Ból stawał się nie do zniesienia, zwłaszcza wtedy kiedy upadłam. On pochylił się nade mną i spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem.
- Warto było? 
- Tak! - odpowiedziałam, bo w tej chwili było mi już wszystko jedno. Nie bałam się już. 
Ron podniósł mnie i przerzucił przez ramię. Wyniósł mnie z domu i szedł nie wiadomo dokąd. Krzyczałam, żeby mnie puścił, jednak on nic sobie z tego nie robił. Zbliżaliśmy się do lasu, a ja biłam go po plecach, to również nic nie dawało. Mnie bolały ręce, a jego plecy nie. Szkoda, że nie mam przy sobie różdżki! Gdybym ją teraz miała mogłabym mu pogrozić, chociaż tyle. Jednak w samoobronie można używać czarów. Szkoda, że nie mam ucieczki, skoro jedynym ratunkiem jest różdżka. Gdy tak o tym myślałam byliśmy już w lesie. Dalej myślałam o różdżce i stało się coś niewiarygodnego. W mojej dłoni, pojawiła się najprawdziwsza różdżka! Uśmiechnęłam się do siebie i gotowa na upadek, wycelowałam różdżką w plecy Rona. Zamknęłam oczy i powiedziałam: ,,Drętwota!". Rudowłosy chłopak zesztywniał i upadł jak długi na ziemię, niestety wraz ze mną. Upadek był bolesny, jednak nie myślałam o tym długo. Jakoś podniosłam się z gleby i ruszyłam biegiem przed siebie. 
Biegłam w linii prostej, z nadzieją, że zobaczę Norę. W końcu chyba tak tu trafiłam. W końcu po kilkunastu minutach biegu zmęczyłam się. Szłam coraz wolniej z nadzieją, że Ron mnie nie znajdzie. 
Nie wiem kiedy wyszłam na łąkę prowadzącą do Nory, jednak trwało to długo. Przynajmniej mi się tak zdawało. Ledwo doszłam do progu domu, a zobaczyłam Freda, który do mnie podbiega. 
Zdążył w ostatniej chwili, ponieważ już prawie upadałam. Ostatnie to co zobaczyłam i usłyszałam to Fred trzymający mnie w swoich umięśnionych ramionach i jego słowa: ,,Hermiona! Nie odpływaj!". Byłam zbyt za słaba by zrobić cokolwiek.


~*~

Patrzyłem, jak słabnie w moich ramionach. Próbowałem do niej mówić, żeby nie zasnęła, jednak to nic nie pomogło. Widać, że była zmęczona. Chyba nie wiedziała, że ma posiniaczone ręce, których lała się krew. Twarz w siniakach, tyle, że mniej. Przestraszyłem się gdy nie mogłem jej znaleźć. Na początku gdy jej nie znalazłem w domu, pomyślałem, że poszła się przejść. Ale nie było jej trzy godziny! Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju, w którym wcześniej przebywaliśmy. Położyłem ją na łóżku, łóżku czekając aż się obudzi. Ja natomiast usiadłem obok niej.


~*~


Proszę, oto nowy rozdział. Może nie jest najdłuższy, ale jest. Martwi mnie to, że komentuje tylko jedna osoba, której bardzo dziękuję. Crystaleth, gdyby nie twoje komentarze i miłe słowa, skończyłabym z tym blogiem.

Mimo wszystko zapraszam do komentowania :).




niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 19 - ,, bo czuję, że bez niego mój świat jest tak jakby pusty "


Obudziłam się tylko dlatego, że poczułam jak ktoś mnie szturcha. Otworzyłam oczy i spostrzegłam, że to Ginny. Twarz miała uśmiechniętą, najwidoczniej była z czegoś bardzo zadowolona. Chyba z mojego powrotu do świata żywych.
- Choć na obiad! - powiedziała i wyściskała mnie, a potem od razu wyleciała z pokoju.
Uśmiechnęłam się i zeszłam po schodach na dół.
W kuchni była cała rodzina Weasly'ów. Wszyscy najwidoczniej wiedzieli, że żyję. Podeszłam do stołu i już miałam usiąść, kiedy usłyszałam jak ktoś biegnie z góry. Był to Harry. Na mój widok aż uśmiechnął się szeroko i podbiegł do mnie i przytulił mnie. Widocznie cieszył się, że żyję. Ja sama też się cieszyłam gdyż, nie chciałam w tak młodym wieku żegnać się ze światem.
- Martwiłem się. - powiedział i się uśmiechnął.
Nic nie odpowiedziałam, tylko wyszczerzyłam zęby. Usiedliśmy obok siebie. Obok mnie siedziała Ginny, a obok mojego przyjaciela Ron. Niestety nie byłam zadowolona z tego faktu, że Fred siedział na przeciwko mnie, wraz ze swoim bratem. Starałam się nie zwracać na nich uwagi, jednak było mi ciężko. Zawsze rozśmieszali wszystkich, co zawsze przeszkadzało Pani Weasley, wówczas gdy jedliśmy. Gdy skończyłam jeść, wyszłam na dwór. Był ciepły, słoneczny dzień, w końcu było lato. Uśmiechnęłam się sama do siebie, kolejny raz w tym dniu. Usiadłam na ławce i przymknęłam oczy.
Zastanawiałam się, dlaczego Śmierciożercy zabrali moje ciało. W ogóle po co byłam im potrzebna? A może dalej jestem? Nie wiedziałam czy wszystko ze mną w porządku, ponieważ po rodzinie Malfoy'ów można się było wszystkiego spodziewać. Ale przecież ja też należałam do tej rodziny. Byłam siostrą Draco. I znowu powrócił ten ból... Dlaczego on mu powiedział?! Przecież to miała być tajemnica! W sumie, powiedział to swojemu bratu, chociaż tyle dobrego. Ale co z tego, że powiedział to George'owi?! Wiem, możne chciał się wyżalić, albo po prostu było mu ciężko. Może gdy nadarzy się okazja to go przeproszę? Oby to stało się szybko, bo czuję, że bez niego mój świat jest jakby pusty. To z nim rozmawiałam najczęściej, nawet bardziej niż z Ginny. Brakuje mi go, muszę to przyznać. Mimo tego uczucia, to jest jeszcze jedno... Silniejsze. Chyba go kocham. Myślę o nim ciągle, czasami nawet nie mogę spać. Teraz kiedy spędzał ze mną dużo czasu i chciał ratować po nieszczęśliwym wypadku, zrozumiałam kim dla mnie jest. Już wcześniej to wiedziałam, jedna nie chciałam się do tego przyznać. Tylko czy on odwzajemnia moje uczucia? Co z tego, że chciał mnie ratować i mnie przytulił wtedy kiedy myślał, że nie żyję. To jeszcze o niczym nie świadczyło. Cóż, jeśli on nie czuje tego co ja będę musiała zapomnieć.
Wstałam z ławki i weszłam do Nory. W kuchni siedział Fred i patrzył się tępo w okno. Chyba mu było przykro, że się ze mną pokłócił, mi zresztą też.
Nie zauważył mojej obecności więc podeszłam do niego i usiadłam obok. Dopiero wtedy spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Możemy porozmawiać? - spytałam pełna nadziei, że się zgodzi.
- Tak.
- Chciałam Cię przeprosić... Wiem, że to twój brat i musiałeś to komuś powiedzieć. Nic takiego się nie stało. - powiedziałam i od razu kamień spadł mi z serca. To cholerne poczucie winy...
- Stało. Dałem Ci słowo, że nikomu nie powiem. - powiedział, jakby w ogóle nie słyszał co powiedziałam.
- Nic się nie stało, to ja przesadziłam. - powiedziałam i dodałam widząc jego nie pewną minę. - Nic już nie mów.
- Czujesz coś do Harry'ego? - powiedział rudowłosy, a ja miałam zdziwioną minę. Dlaczego tak pomyślał?
- Nie, to tylko przyjaciel. - powiedziałam i patrzyłam cały czas na niego, czekając na jakąkolwiek reakcję.
- Więc dlaczego, tak nagle gdy chciałem Ci coś ważnego powiedzieć uciekłaś? - nie spodziewałam się tego pytania. Co miałam odpowiedzieć? Chyba najlepiej powiedzieć prawdę, jednak mogło to zaboleć. Nie chciałam, żeby Harry patrzył na nas kiedy się prawie całowaliśmy.
- Harry, wszedł tak nagle a ty mnie prawie... całowałeś. - ostatnie słowo ledwo przeszło mi przez gardło.
- Tak, tylko chciałem Ci wtedy coś powiedzieć. Coś ważnego. - powiedział i zaczął badać mnie wzrokiem. - Może się przejdziemy?
- No dobrze. - powiedziałam lecz byłam pełna obaw.
Gdy wyszliśmy do ogrodu i przeszliśmy kawałek, zaczęło padać. Fred zdjął z siebie bluzę i podał mi ją. Uśmiechnęłam się i włożyłam o wiele za dużą bluzę. Jednak miałam z tego parę korzyści. Czułam jego zapach oraz to, że była ciepła. Jednak teraz moknął tylko Fred.
- Może schronimy się pod drzewem? - spytałam i po chwili weszliśmy pod drzewo. - Więc co chciałeś mi powiedzieć?
- Hermiono... Od dłuższego czasu zastanawiam się co do Ciebie czuję... - moje serce zabiło mocniej.
Czyżby właśnie chciał wyznać mi to co ja czuję do niego od dawna? Boję się, że możne mi powiedzieć, że nie możemy być razem. Chociaż co jeśli nam nie wyjdzie? Tak wiele nas różni i dopiero od końca roku i kawałka tych wakacji. Czy my do siebie pasujemy? Może, on mnie nienawidzi? 
- Tak? - spytałam, mimo wewnętrznego strachu. 
Czułam jak nogi się pode mną uginają. Bałam się, tak bardzo. Jak nigdy. 
- I wtedy kiedy myślałem, że cię straciłem... Wtedy kiedy myślałem, że cię już nigdy nie zobaczę... - mówił a ja miałam wrażenie ze zaraz upadnę. - Bo widzisz Hermiono ja...
I wtedy upadłam. Jednak nie straciłam przytomności. Oddychałam bardzo ciężko. Fred nie wiedział co się dzieje, ja również. Przestraszyłam się, bo od kiedy żyję dzieje się ze mną coś dziwnego. Nie wiedziałam jakie zaklęcie mnie ,,ożywiło". Na dodatek nie dokończone słowa Freda...
- Wszystko w porządku? - spytał mnie, pełen strachu w głosie. 
- Tak. Co chciałeś mi powiedzieć? - spytałam, bo chciałam usłyszeć to co miał mi powiedzieć. A raczej chciałam usłyszeć te słowa na, które liczyłam i czekałam od dawna.
- To teraz nieistotne. 
Spojrzałam na niego zawiedzionym spojrzeniem. Wiedziałam, że nie powie mi tego na co liczyłam. Byłam taka głupia! Tylko co on mógł mi powiedzieć, jeśli nie to? Przecież sam mówił, że martwił się o mnie. Może i tak mówił, ale nie musiał mi wyznawać miłości. Mógł równie dobrze powiedzieć, że jestem dobrą przyjaciółką i martwi się o mnie. Na co ja liczyłam?! Do oczu napłynęły mi łzy. Spojrzałam w jego brązowe, świecące tęczówki i pękłam. Popłakałam się, nie panowałam nad emocjami. Wstałam, energicznie ściągnęłam z siebie jego bluzę i wepchnęłam mu ją nieudolnie w ramiona. Wybiegłam na deszcz, pozostawiając go samego. 


~*~

Stałem i patrzyłem jak biegnie do domu. Dlaczego jej nie zatrzymałem? Chwila, przecież nie jest jeszcze za późno! 
Zerwałem się by ją dogonić. Zależało mi na niej. Nie widziałem świata poza nią. Kochałem ją do szaleństwa. Sam nie wiedziałem, jak to się stało. Nie wiedziałem, że mógłbym się w niej zakochać. Zwłaszcza teraz, nie mogłem jej stracić. 
Hermiona próbowała przejść przez płot, jednak z pośpiechu nie wychodziło jej to. Widziałem jej zapłakną twarz. Nie wiedziałem dlaczego płacze, przecież nie powiedziałem jej tego co zamierzałem. ,,Ale powiedziałeś, że to nie istotne" - podpowiedział mi cichy głos w mojej głowie. Kiedy już prawie udało jej się przejść, dogoniłem ją i złapałem za rękę. 
- Puść mnie! - powiedziała, dalej płacząc. 
- Nie. Hermiono dlaczego uciekasz nawet nie wiesz co chcę Ci powiedzieć. - powiedziałem, na jednym wydechu, dalej trzymając ją za rękę. Była taka ciepła, a jednocześnie zimna.
- Wiem co chcesz mi powiedzieć. - odparła. 
Byłem zaskoczony, czyżby wiedziała, że ją kocham? Może się domyślała... Albo po prostu stwierdziła, że jest tylko dobrą przyjaciółką.
- Więc dlaczego uciekłaś? - spytałem. Sądząc po jej minie, szukała odpowiedzi. - Hermiono, nie jesteś tylko przyjaciółką. Jesteś kimś więcej. 
- Nawet jeśli...To może ja nie odwzajemniam tych uczuć? - w tym momencie pękło mi serce. 
Mogłem się tego spodziewać. Ona, wyjątkowa, wspaniała, piękna, mądra, inteligenta, jedyna taka, zechciałaby takiego zwykłego chłopaka jak ja? 
- Na prawdę, nic nie czujesz? - spytałem, jakbym był głuchy. Chciałem usłyszeć prawdę.
- Nie wiem. 
Spojrzałem na nią i kiedy zobaczyłem jej piękne oczy pełne łez, zrozumiałem, że nie mogę jej stracić. Gdy w nie patrzyłem czułem, że cały świat mam już przy sobie. Czy moje uczucie, było aż takie silne? 
- Kocham Cię Hermiono i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Jesteś całym moim światem. Zrozumiałem, że nie mogę bez ciebie żyć. To tak jakbyś była moim powietrzem. - powiedziałem jej to. W końcu mi się udało.
Ona patrzyła na mnie swoimi oczami, a ja czekałem na jakąkolwiek reakcję z jej strony.


~*~

Nie mogłam w to uwierzyć. On na prawdę mnie kochał! Wtedy kiedy mówił co do mnie czuje miałam ochotę rzucić się na niego i przytulić tak mocno jak jeszcze nigdy nie tuliłam żadnego chłopaka. Patrzyłam na niego zapłakanymi oczami, a on czekał na mój ruch. Ja też go kochałam, ale czy potrafilibyśmy przetrwać, trudności jakie byśmy napotkali? Tak wiele nas łączy a jeszcze więcej dzieli. Tylko dlaczego inni mogą być szczęśliwi, a ja nie? Przecież też darzę go takim samym uczuciem dlaczego, nie mogę mu tego powiedzieć? 
- Na prawdę mnie kochasz? - spytałam szeptem, nadal nie dowierzając.
- Tak. - odpowiedział bez chwili zastanowienia. 
Zrobiłam to. Rzuciłam mu się w ramiona, a on zaskoczony objął mnie. Jednak to nie potrwało długo, bo postawił mnie na ziemi. Spojrzałam na niego zaskoczona, a on po prostu nie czekając, pocałował mnie. Tak zachłannie, że o mało nie upadłam. Poczułam jak wszystkie moje dotychczasowe problemy się znikają. Jedno z moich marzeń już się spełniło. Wplotłam moją rękę w jego włosy. On zrobił to samo. Po chwili wepchnął swój język do moich ust i pogłębił pocałunek. 
Nie wiedziałem ile tak już stoimy. Nie liczyłam czasu, byłam prze szczęśliwa. Teraz liczył się tylko on. 




~*~

No i jest nowy rozdział. Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Nie miałam weny i też troszkę chciałam poleniuchować. Nie mogłam się doczekać właśnie tego rozdziału kiedy Fred wyzna Hermionie miłość, dlatego wyznaje jej już go w 19. Mam nadzieję, że się podoba i zachęcam do komentowania. :)

~ Tymbarkowa.