Patrzyłem na nich. Całowali się, po tym jak wyznał jej miłość. Widziałem wszystko z okna mojego pokoju. Tak bardzo byłem zły, że uderzyłem nogą w szafę. Widać na niej było lekkie zdeformowanie, jednak nie przejąłem się tym, to nie było teraz ważne.
Po chwili odeszli z mojego pola widzenia, trzymając się za rękę. Hermiona jak zwykle promieniała szczęściem i tryskała energią. Wtedy kiedy prawie odeszła, już na zawsze byłem zły na siebie, że do tego dopuściłem. Byłem bardzo przybity, zdołowany i przez te parę godzin u ciotki, a później w moim domu rodzinnym myślałem, co by było gdybym ją uratował. Jednak nie muszę już zastanawiać się co by było, teraz mam większy problem. Ona i on... Nie wierzę w to! Oni do siebie nie pasują. Lada chwila i ich związek legnie w gruzach. Miona zasługuje na lepszą osobę, a ja myślę, że mogę dać jej wszystko czego pragnie i zostać przy niej na zawsze.
Po chwili odeszli z mojego pola widzenia, trzymając się za rękę. Hermiona jak zwykle promieniała szczęściem i tryskała energią. Wtedy kiedy prawie odeszła, już na zawsze byłem zły na siebie, że do tego dopuściłem. Byłem bardzo przybity, zdołowany i przez te parę godzin u ciotki, a później w moim domu rodzinnym myślałem, co by było gdybym ją uratował. Jednak nie muszę już zastanawiać się co by było, teraz mam większy problem. Ona i on... Nie wierzę w to! Oni do siebie nie pasują. Lada chwila i ich związek legnie w gruzach. Miona zasługuje na lepszą osobę, a ja myślę, że mogę dać jej wszystko czego pragnie i zostać przy niej na zawsze.
~*~
Nie wierzyłam w swoje szczęście. Gdy szliśmy do domu, patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Byłam szczęśliwa, i zakochana! W tym momencie liczył się tylko on. Usiedliśmy na kanapie, a ja oparłam głowę na jego ramieniu. Byłam szczęśliwa, jednak czułam, że to nie potrwa długo. Miałam dziwne przeczucie... Ale teraz starałam się o tym zapomnieć. Przecież go kocham i on mnie też, więc dlaczego ma nam się nie udać? W każdym razie spróbować możemy. Nawet nie wiedząc kiedy zasnęłam, obok niego, na jego ramieniu.
~*~
Siedziałem przygnębiony w swoim pokoju. Po tym jak matka zdecydowała się oddać Hermionę, mimo to, że plan był inny. Miała zostać!
To Śmierciożercy najprawdopodobniej sprawili, że budynek się zawalił, jednak tego nie mogę być pewien. Planowali to od dłuższego czasu. Chcieli powiedzieć jej kim jest i przekonać ją by została z nimi, a co najważniejsze dołączyła do nich. Ale czemu akurat musieli ją odesłać? Skoro wróciła do świata żywych powinna tutaj pozostać przynajmniej by poznała prawdę i zaczęła się przyzwyczajać.
Nagle drzwi do pokoju się otworzyły.
- Wszystko w porządku? - spytała się moja matka. Czyżby wiedziała, że jestem zły?
- Tak. - odparłem kłamiąc samego siebie.
Oczekiwałem odpowiedzi, jednak ona nic nie odpowiedziała. Po prostu wyszła i zamknęła drzwi. Zdziwiłem się bardzo. Wydawało by mi się to głupie przychodzić tylko po to by spytać się czy ,,wszystko jest w porządku".
Położyłem się na łóżku i patrząc bezmyślnie w sufit, po chwili zasnąłem.
Proszę, oto nowy rozdział. Może nie jest najdłuższy, ale jest. Martwi mnie to, że komentuje tylko jedna osoba, której bardzo dziękuję. Crystaleth, gdyby nie twoje komentarze i miłe słowa, skończyłabym z tym blogiem.
Mimo wszystko zapraszam do komentowania :).
- Wszystko w porządku? - spytała się moja matka. Czyżby wiedziała, że jestem zły?
- Tak. - odparłem kłamiąc samego siebie.
Oczekiwałem odpowiedzi, jednak ona nic nie odpowiedziała. Po prostu wyszła i zamknęła drzwi. Zdziwiłem się bardzo. Wydawało by mi się to głupie przychodzić tylko po to by spytać się czy ,,wszystko jest w porządku".
Położyłem się na łóżku i patrząc bezmyślnie w sufit, po chwili zasnąłem.
~*~
- Freddie? - spytałam, jednak po chwili zobaczyłam, że Fred zasnął.
Leżeliśmy w jakimś pokoju, którego do tej pory nie znałam. Najwidoczniej nigdy tu nie byłam, aż do dzisiaj. Pokój miał fioletowe ściany i panele. Piękne duże łóżko, z białą pościelą, szafa, komoda. Wszystko co powinno znajdować się w pokoju.
Byłam zdziwiona ponieważ nie spodziewała się tak ładnego pokoju. Nie to, że Nora to tylko stary dom, czy coś w tym rodzaju. Po prostu, nigdy nie byłam tutaj choćby na chwilę, a przecież znają się od 5 lat.
Postanowiłam, że zapytam się Freda co to za pokój i czy do kogoś należał. Podeszłam do niego i cmoknęłam w czoło. On uśmiechnął się przez sen, tak jakby wiedział, że to ja.
Wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni. Schodząc po schodach poślizgnęłam się na ostatnim stopniu i upadłam. Jednak zdążyłam się podeprzeć na rękach. Zobaczyłam, że w kuchni siedzi Ron. Uśmiechnęłam się ponieważ dawno ze sobą nie rozmawialiśmy, w sensie tak jak przyjaciele. Podeszłam do stołu i usiadłam na przeciwko niego. Jadł kanapki z dżemem. Od kiedy tylko pamiętam rudzielec jadł ciągle i to dużymi ilościami. Zawsze był głodny. W Hogwarcie tak bardzo wyczekiwał posiłków, aż w końcu stawało się to męczące i uciążliwe. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. Jednak on spojrzał na mnie z wyrzutem i kpiną, w oczach. Nie wiedziałam o co mu chodzi, dlatego zapytałam:
- Stało się coś?
- Tak. - burknął, obrażony na cały świat.
- Czemu jesteś taki zły? Pokłóciłeś się z Harrym? - dopytywałam się ponieważ byłam ciekawa, co mogło się stać.
- Nie udawaj, że nie wiesz. - warknął.
Wstałam i podeszłam do blatu kuchennego, spojrzałam w okno i odwróciłam się do niego.
- Nie wiem, o czym mówisz...- powiedziałam, zastanawiając się co mogłam takiego złego zrobić.
- Jak mogłaś wybrać JEGO! - wrzasnął, podchodząc do mnie.
Przestraszyłam się. Gdy był tak blisko, myślałam, że zemdleję.
- O co ci chodzi?! - spytałam, próbując być odważna. Jednakże, to zdanie wypowiedziałam niemalże po cichu.
- Dlaczego z nim jesteś?! Miałaś być MOJA! TYLKO MOJA! - wrzeszczał jak opętany.
Złapał mnie za ramiona i zaczął mną potrząsać. Chciałam się wyrwać, jednak był zbyt silny. Ból stawał się nie do zniesienia, zwłaszcza wtedy kiedy upadłam. On pochylił się nade mną i spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem.
- Warto było?
- Tak! - odpowiedziałam, bo w tej chwili było mi już wszystko jedno. Nie bałam się już.
Ron podniósł mnie i przerzucił przez ramię. Wyniósł mnie z domu i szedł nie wiadomo dokąd. Krzyczałam, żeby mnie puścił, jednak on nic sobie z tego nie robił. Zbliżaliśmy się do lasu, a ja biłam go po plecach, to również nic nie dawało. Mnie bolały ręce, a jego plecy nie. Szkoda, że nie mam przy sobie różdżki! Gdybym ją teraz miała mogłabym mu pogrozić, chociaż tyle. Jednak w samoobronie można używać czarów. Szkoda, że nie mam ucieczki, skoro jedynym ratunkiem jest różdżka. Gdy tak o tym myślałam byliśmy już w lesie. Dalej myślałam o różdżce i stało się coś niewiarygodnego. W mojej dłoni, pojawiła się najprawdziwsza różdżka! Uśmiechnęłam się do siebie i gotowa na upadek, wycelowałam różdżką w plecy Rona. Zamknęłam oczy i powiedziałam: ,,Drętwota!". Rudowłosy chłopak zesztywniał i upadł jak długi na ziemię, niestety wraz ze mną. Upadek był bolesny, jednak nie myślałam o tym długo. Jakoś podniosłam się z gleby i ruszyłam biegiem przed siebie.
Biegłam w linii prostej, z nadzieją, że zobaczę Norę. W końcu chyba tak tu trafiłam. W końcu po kilkunastu minutach biegu zmęczyłam się. Szłam coraz wolniej z nadzieją, że Ron mnie nie znajdzie.
Nie wiem kiedy wyszłam na łąkę prowadzącą do Nory, jednak trwało to długo. Przynajmniej mi się tak zdawało. Ledwo doszłam do progu domu, a zobaczyłam Freda, który do mnie podbiega.
Zdążył w ostatniej chwili, ponieważ już prawie upadałam. Ostatnie to co zobaczyłam i usłyszałam to Fred trzymający mnie w swoich umięśnionych ramionach i jego słowa: ,,Hermiona! Nie odpływaj!". Byłam zbyt za słaba by zrobić cokolwiek.
~*~
Patrzyłem, jak słabnie w moich ramionach. Próbowałem do niej mówić, żeby nie zasnęła, jednak to nic nie pomogło. Widać, że była zmęczona. Chyba nie wiedziała, że ma posiniaczone ręce, których lała się krew. Twarz w siniakach, tyle, że mniej. Przestraszyłem się gdy nie mogłem jej znaleźć. Na początku gdy jej nie znalazłem w domu, pomyślałem, że poszła się przejść. Ale nie było jej trzy godziny! Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju, w którym wcześniej przebywaliśmy. Położyłem ją na łóżku, łóżku czekając aż się obudzi. Ja natomiast usiadłem obok niej.
~*~
Mimo wszystko zapraszam do komentowania :).